09.09.2024, 19:37 ✶
Icarus był prawie przekonany, że będzie mógł pojechać do Mony na wakacje. Bardzo tego pragnął. Chciał zobaczyć Zębatka i rezerwat, artefakty i uśmiech Mony, gdy będzie mu o tym opowiadać. Musiał tylko jakoś przekonać ojca, żeby mu pozwolił. Był gotów potem pracować podwójnie mocno przy nauce historii, nadrobić każdą księgę, jaką zada mu Dedalus.
– W takim razie jesteśmy umówieni – uśmiechnął się radośnie.
O sporcie nie chciał za dużo mówić. Nigdy nie był w tym dobry, ale z drugiej strony znał praktycznie jedynie latanie. A wysokości bał się niemal panicznie. Nie wyobrażał sobie jeszcze raz wsiąść na miotłę. W pierwszej klasie już zaliczył jeden spektakularny upadek i to mu wystarczyło.
– Powiem tylko tyle, że moja relacja z Quidditchem nie jest zbyt pokojowa – odparł krótko. – A dokładniejszą historię zatrzymam na inną rozmowę.
Nie wiedział też czemu, ale przeszedł go lekki dreszcz, kiedy Mona powiedziała o gryzieniu. Natychmiast ogarnął go lekki wstyd. Czy było normalne, że miał ochotę nie jeść i zobaczyć co się stanie? Jednak postanowił nie protestować.
– Już, już. Wychowywałaś się ze smokami, więc nie powinienem się narażać na twoje ugryzienie. Jakkolwiek bym nie miał ochoty – ostatnie zdanie dodał półszeptem.
Reszta śniadania przebiegła im w spokoju. I chyba Krukoni pogodzili się z tym, że ten jeden raz Ślizgon jadł przy ich stoliku.
– W takim razie jesteśmy umówieni – uśmiechnął się radośnie.
O sporcie nie chciał za dużo mówić. Nigdy nie był w tym dobry, ale z drugiej strony znał praktycznie jedynie latanie. A wysokości bał się niemal panicznie. Nie wyobrażał sobie jeszcze raz wsiąść na miotłę. W pierwszej klasie już zaliczył jeden spektakularny upadek i to mu wystarczyło.
– Powiem tylko tyle, że moja relacja z Quidditchem nie jest zbyt pokojowa – odparł krótko. – A dokładniejszą historię zatrzymam na inną rozmowę.
Nie wiedział też czemu, ale przeszedł go lekki dreszcz, kiedy Mona powiedziała o gryzieniu. Natychmiast ogarnął go lekki wstyd. Czy było normalne, że miał ochotę nie jeść i zobaczyć co się stanie? Jednak postanowił nie protestować.
– Już, już. Wychowywałaś się ze smokami, więc nie powinienem się narażać na twoje ugryzienie. Jakkolwiek bym nie miał ochoty – ostatnie zdanie dodał półszeptem.
Reszta śniadania przebiegła im w spokoju. I chyba Krukoni pogodzili się z tym, że ten jeden raz Ślizgon jadł przy ich stoliku.
Koniec sesji