10.09.2024, 17:48 ✶
Klacz prychnęła, irytując się coraz bardziej na ludzki głos mężczyzny, który je szarpał. Jak śmiał! Jakże typowe — niezależnie od gatunku, każda męska jednostka była nad wyraz drażliwa, zwłaszcza gdy napotykała opór. Czuła, jak narasta w niej frustracja. Potraktowali ją, ją, i jej nową towarzyszkę jak zwykłe, bezrozumne zwierzęta.
— Porażka... — mruknęła do siebie.
Szarpnięcie za uzdę było mocniejsze, a mężczyzna starał się zmusić je do ruchu. Ale ta klacz wcale nie miała zamiaru mu ułatwiać sprawy. W końcu jej zad był dostatecznie duży, by pokazać im, że klacz taka jak ona nie da sobą pomiatać. Jej towarzyszka, zmagająca się z równie irytującym traktowaniem, parsknęła z rozbawieniem, choć sytuacja daleka była od zabawnej.
— Patrz na to, przyjaciółko — rzuciła, mrugając do niej. — Oni naprawdę myślą, że mogą nas po prostu wciągnąć do tego... gdziekolwiek nas prowadzą. Wiesz co, zróbmy im psikusa. Pokażmy im, że z nami nie można zadzierać.
Ludzie zaczęli ich coraz mocniej ciągnąć w stronę wielkich, metalowych drzwi. Ściskając uzdy, mężczyźni krzyczeli coś, ich twarze czerwieniały od wysiłku. Wtedy nagle klacz przysunęła się bliżej do drugiej i odparła:
— Proponuję... spontaniczną rewoltę. Zatem naprzód! — zawołała, parskając.
I zanim klacz zdążyła odpowiedzieć, jej towarzyszka wierzgnęła, wyrywając się z rąk ludzi, a przy okazji trącając jednego z mężczyzn w bok.
— Hej! Cholera, te klacze to prawdziwe potwory!
To był znak dla niej. Klacz nie czekała dłużej, zrobiła to samo – uderzyła kopytami o ziemię z taką siłą, że ludzie stracili na moment równowagę. Rzuciła głową, próbując się wyrwać z uścisku, a jej duży zad porządnie trącił kolejnego z nich, który aż zachwiał się na nogach.
— Teraz! Biegnij! — zawołała do swojej towarzyszki, kiedy obie poczuły, że mają chwilową przewagę.
Nie mogły tak po prostu dać się wciągnąć do tej dziwnej budowli. W końcu były wolne, dzikie i nie zamierzały dać się ujarzmić.
— Porażka... — mruknęła do siebie.
Szarpnięcie za uzdę było mocniejsze, a mężczyzna starał się zmusić je do ruchu. Ale ta klacz wcale nie miała zamiaru mu ułatwiać sprawy. W końcu jej zad był dostatecznie duży, by pokazać im, że klacz taka jak ona nie da sobą pomiatać. Jej towarzyszka, zmagająca się z równie irytującym traktowaniem, parsknęła z rozbawieniem, choć sytuacja daleka była od zabawnej.
— Patrz na to, przyjaciółko — rzuciła, mrugając do niej. — Oni naprawdę myślą, że mogą nas po prostu wciągnąć do tego... gdziekolwiek nas prowadzą. Wiesz co, zróbmy im psikusa. Pokażmy im, że z nami nie można zadzierać.
Ludzie zaczęli ich coraz mocniej ciągnąć w stronę wielkich, metalowych drzwi. Ściskając uzdy, mężczyźni krzyczeli coś, ich twarze czerwieniały od wysiłku. Wtedy nagle klacz przysunęła się bliżej do drugiej i odparła:
— Proponuję... spontaniczną rewoltę. Zatem naprzód! — zawołała, parskając.
I zanim klacz zdążyła odpowiedzieć, jej towarzyszka wierzgnęła, wyrywając się z rąk ludzi, a przy okazji trącając jednego z mężczyzn w bok.
— Hej! Cholera, te klacze to prawdziwe potwory!
To był znak dla niej. Klacz nie czekała dłużej, zrobiła to samo – uderzyła kopytami o ziemię z taką siłą, że ludzie stracili na moment równowagę. Rzuciła głową, próbując się wyrwać z uścisku, a jej duży zad porządnie trącił kolejnego z nich, który aż zachwiał się na nogach.
— Teraz! Biegnij! — zawołała do swojej towarzyszki, kiedy obie poczuły, że mają chwilową przewagę.
Nie mogły tak po prostu dać się wciągnąć do tej dziwnej budowli. W końcu były wolne, dzikie i nie zamierzały dać się ujarzmić.