10.09.2024, 22:57 ✶
Wieści o tym zleceniu nie miały wielkiej szansy dotrzeć do niczyich uszu. Peregrinus nie należał do osób, które paplały o wszystkim na prawo i lewo. Niewykluczone, że nazwisko Figga nie dotrze nawet do samego Dolohova. Vakel zobaczy je co najwyżej na umowie czy fakturze, o ile zawróci sobie głowę ich czytaniem. Tak długo więc, jak wszystko będzie właściwie działać, sprawa zapewne pozostanie między nimi, dopóki ktoś Trelawneya wprost o to nie zapyta.
Wróżbitę — podobnie jak Thomasa — można było scharakteryzować jako mężczyznę o ciemnych, kręconych włosach, lecz na tym podobieństwa w zasadzie się kończyły. Zobaczenie najbardziej pochmurnego jasnowidza Londynu we wzorkach mogłoby przydać jego znajomym powodu do poważnych zmartwień. Twardo trzymał się szarego monochromu; przede wszystkim czerni.
Zauważywszy przybycie gościa, czarodziej wstał ze swojego miejsca i wyszedł zza biurka, aby go powitać. Zdawał się niezrażony lekkim spóźnieniem. Problemy ze snem były mu bliskie, choć pod nieco innym kątem: takim, który wyrywał go szarym świtem ze snu i trzymał jego oczy otwarte, gdy próbował uszczknąć jeszcze chwilę odpoczynku.
— Peregrinus Trelawney, we własnej osobie. Miło poznać. — Podał drugiemu mężczyźnie rękę, po czym, prowadząc go w głąb pomieszczenia, przeszedł prosto do rzeczy: — Jak wspomniałem w liście, mojemu pracodawcy, a właścicielowi Praw Czasu, zależy na tym, aby… ułatwić ewakuację w razie zagrożenia. Do niczego, naturalnie, jeszcze nie doszło, lecz pojawiły się w naszych predykcjach symbole wskazujące na to, że możemy spodziewać się kradzieży rozbójniczej.
Było to kłamstwo. Do kradzieży rozbójniczej już doszło, niemal miesiąc temu. Peregrinus dbał jednak o dobre imię i honor zakładu. Cóż by to była za wyborna ekipa jasnowidzów, która w swoim oświeceniu nie dojrzała z wyprzedzeniem, że ktoś zamierza ich okraść.
Znajdowali się w poczekalni rozpiętej na planie litery L. Obszar dłuższej laseczki był w pełni poświęcony gościom, którzy — wchodząc — stawali naprzeciw biurka, zza którego przyjmował ich Peregrin. Wzdłuż ścian stały sofy dla klientów oraz regały, na których udostępniano między innymi książki Dolohova i prasę. Na ścianie po lewej od wejścia znajdowały się drzwi do gabinetu Mistrza, po prawej: dwa wysokie okna.
Tam, gdzie pomieszczenie łamało się i przechodziło w podstawę L, we wnęce wydzielono kolejną kotarą niewielką pracownię. Trelawney znikał tam, gdy potrzebował w spokoju i skupieniu przestudiować jakiś temat bądź popracować nad projektem, którego nie chciał rozkładać na biurku, przy którym przyjmował interesantów.
Wróżbitę — podobnie jak Thomasa — można było scharakteryzować jako mężczyznę o ciemnych, kręconych włosach, lecz na tym podobieństwa w zasadzie się kończyły. Zobaczenie najbardziej pochmurnego jasnowidza Londynu we wzorkach mogłoby przydać jego znajomym powodu do poważnych zmartwień. Twardo trzymał się szarego monochromu; przede wszystkim czerni.
Zauważywszy przybycie gościa, czarodziej wstał ze swojego miejsca i wyszedł zza biurka, aby go powitać. Zdawał się niezrażony lekkim spóźnieniem. Problemy ze snem były mu bliskie, choć pod nieco innym kątem: takim, który wyrywał go szarym świtem ze snu i trzymał jego oczy otwarte, gdy próbował uszczknąć jeszcze chwilę odpoczynku.
— Peregrinus Trelawney, we własnej osobie. Miło poznać. — Podał drugiemu mężczyźnie rękę, po czym, prowadząc go w głąb pomieszczenia, przeszedł prosto do rzeczy: — Jak wspomniałem w liście, mojemu pracodawcy, a właścicielowi Praw Czasu, zależy na tym, aby… ułatwić ewakuację w razie zagrożenia. Do niczego, naturalnie, jeszcze nie doszło, lecz pojawiły się w naszych predykcjach symbole wskazujące na to, że możemy spodziewać się kradzieży rozbójniczej.
Było to kłamstwo. Do kradzieży rozbójniczej już doszło, niemal miesiąc temu. Peregrinus dbał jednak o dobre imię i honor zakładu. Cóż by to była za wyborna ekipa jasnowidzów, która w swoim oświeceniu nie dojrzała z wyprzedzeniem, że ktoś zamierza ich okraść.
Znajdowali się w poczekalni rozpiętej na planie litery L. Obszar dłuższej laseczki był w pełni poświęcony gościom, którzy — wchodząc — stawali naprzeciw biurka, zza którego przyjmował ich Peregrin. Wzdłuż ścian stały sofy dla klientów oraz regały, na których udostępniano między innymi książki Dolohova i prasę. Na ścianie po lewej od wejścia znajdowały się drzwi do gabinetu Mistrza, po prawej: dwa wysokie okna.
Tam, gdzie pomieszczenie łamało się i przechodziło w podstawę L, we wnęce wydzielono kolejną kotarą niewielką pracownię. Trelawney znikał tam, gdy potrzebował w spokoju i skupieniu przestudiować jakiś temat bądź popracować nad projektem, którego nie chciał rozkładać na biurku, przy którym przyjmował interesantów.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie