16.01.2023, 00:14 ✶
Cztery lata to BARDZO dużo. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać co najwyżej, że nic się nie zmieniło. To była tylko mrzonka. Zasłonka dymna, niekoniecznie nawet celowa, niekoniecznie stworzona przez osobę po drugiej stronie. Zazwyczaj te zasłonki tworzył nam umysł. Żeby sobie powiedzieć, że jest jak było, nic się nie zmieniło - możemy iść dalej z nurtem. Weseli, niezrażeni tym, co działo się za plecami. Jakie sekrety skrywał głęboki las i o czym szeptały między sobą wierzby. Jak zmienił się przez te lata nurt rzeki, która ciągle wyrywała kamienie i broczyła swoje ścieżki w litej skale. Zmiany były nieuniknioną częścią człowieka. Czasem po prostu nie były na tyle duże, żeby szybko wychodziły na wierzch, a inne były jedynie wzmocnieniem cech, które już w tych osobach znaliśmy. Nora i Sauriel nie znali się na tyle dobrze, żeby teraz nie móc się bawić w przypominanie sobie tego, co było i kreślić siebie na nowo. Czasem prowadząc krótkie pogawędki nad kieliszkami, czasem tylko na "cześć", "cześć" w przelocie. W końcu to biznes ich połączył i to biznes był tutaj najmocniejszym zlepieniem. Choć gwarantuję, że gdyby to odpadło to Sauriel by tutaj wracał. Chociażby po to, żeby pogawędzić z Norą. Odciąć się od wszystkiego, stać się na chwilę kimś zupełnie innym. Człowiekiem. Przekraczał próg tej knajpy i za drzwiami zostawiał całą zasraną rzeczywistość. Nie znał tu nikogo... do tego wieczoru. Widok Fergusa przypomniał, że jednak nie ma takiego miejsca, do którego da się uciec. Gdzie nie dogoni cię przeszłość. Demonów w końcu nie dało się utopić. Doskonale wiedziały, jak pływać.
- Od naszego ostatniego spotkania Fergus próbuje przetestować moją cierpliwość do naruszania mojej strefy osobistej. - Rzucił w zasadzie pół żartem, spoglądając na mężczyznę, który zaraz jak nic zatopi się w kolejnej szklance whiskyu, próbując... uspokoić się? Zapomnieć? Nie wybuchnąć gniewem? Nie miał pojęcia, co chodziło Ollivanderowi po głowie. Bo to, co wydawało mu się, że po jednak po tym łbie chodzi, było na tyle boleśnie wbijające się w mózg, że wolał udawać, że się nie domyśla. Klapy na oczach konia pozwalały mu iść do przodu. Sauriel sam sobie takie zakładał. Dzięki temu - szedł. I mógł ciągnąć za sobą cały ten wagon swojego życia. - Przy damie nie wypada. - Że łamać komuś rąk. No... w zasadzie to było to kłamstwo, bo pierwsze co zrobił ostatnim razem to złamał jednej czarownicy rękę WIĘĘC... ale nie była damą. To znaczy - nie była Norą Figg. A nawet nie była żadnym neutralnym człowiekiem. Była celem - po prostu. Wtedy zmienia się postrzeganie rzeczy. Tym nie mniej było to trochę kłamstwo z jego strony, bo z Sauriela to był taki dżentelmen jak z koziej dupy trąbka. Miał wyuczone zachowania, w końcu był czystej krwi i pewnych rzeczy od niego wymagano. Ale nie oznaczało to, że poza salonami ich przestrzegał. Chyba że kogoś lubił. Wtedy potrafił być nawet... hm, znośny? Miły? O zgrozo - szarmancki?
- Yhym. - Potwierdził pomrukiem, zastanawiając się teraz, czy widział ich razem. I w sumie? No? A to nie tak w sumie poznał Norę, że jakoś się zakręciła obok Fergusa przy okazji? Nie miał wybitnej pamięci, jeśli chodziło o wspomnienia. Bo, paradoksalnie, historię mógł opowiadać z datami i nazwiskami włącznie nawet i po niespodziewanym obudzeniu. Tak to jednak bywało, kiedy miało się za dużo rzeczy, których pamiętać się nie chciało. Tak czy siak nie był pewien, czy teraz mózg mu to dorabia, czy tak było, ostatecznie wzruszył ramionami na słowa Nory, że to dziwne, że się nie spotkali. No, trochę tak. I trochę nie. W końcu zwykł się chować niemal po kątach Hogwartu, a im większe zadupie tym lepiej.
- Nie muszę, ale jak posiedzę tu jeszcze chwilę to znowu będę musiał zanosić Fergusa do jego domu. - Teraz to Sauriel pił do tego, że brunet nie wyglądał, jakby był zachwycony z tego spotkania. - Sprytnie. - Wymruczał, patrząc, jak Nora przysuwa mu szklankę. - Pięknym kobietom i whisky nie odmawiam, zwłaszcza w połączeniu. Musisz, Fergus, spiąć poślady i ze mną wytrzymać. - Kłamstwem byłoby powiedzenie, że było to dla niego komfortowe. Nie było. Miał w chuju i w dupie jednocześnie samopoczucie ludzi tak długo, jak długo nie byli osobami, z którymi jednak uczucia wiązał. Fergus, siłą rzeczy, taką osobą był. W dodatku niósł ze sobą kubeł chaosu po ich ostatnim spotkaniu. Bo Sauriel nadal nie wiedział, jak powinien go teraz traktować.
Sauriel wziął szklanicę, odbił się od blatu i podszedł do krzesła obok Fergusa, żeby usiąść, ale najpierw nachylił się prooosto do jego uszka.
- Ay, Piękny. Zapominam wszystkie po kolei. - Wymruczał mu cichym, głębokim głosem, nim usiadł i uniósł w geście toastu szklankę.
- Od naszego ostatniego spotkania Fergus próbuje przetestować moją cierpliwość do naruszania mojej strefy osobistej. - Rzucił w zasadzie pół żartem, spoglądając na mężczyznę, który zaraz jak nic zatopi się w kolejnej szklance whiskyu, próbując... uspokoić się? Zapomnieć? Nie wybuchnąć gniewem? Nie miał pojęcia, co chodziło Ollivanderowi po głowie. Bo to, co wydawało mu się, że po jednak po tym łbie chodzi, było na tyle boleśnie wbijające się w mózg, że wolał udawać, że się nie domyśla. Klapy na oczach konia pozwalały mu iść do przodu. Sauriel sam sobie takie zakładał. Dzięki temu - szedł. I mógł ciągnąć za sobą cały ten wagon swojego życia. - Przy damie nie wypada. - Że łamać komuś rąk. No... w zasadzie to było to kłamstwo, bo pierwsze co zrobił ostatnim razem to złamał jednej czarownicy rękę WIĘĘC... ale nie była damą. To znaczy - nie była Norą Figg. A nawet nie była żadnym neutralnym człowiekiem. Była celem - po prostu. Wtedy zmienia się postrzeganie rzeczy. Tym nie mniej było to trochę kłamstwo z jego strony, bo z Sauriela to był taki dżentelmen jak z koziej dupy trąbka. Miał wyuczone zachowania, w końcu był czystej krwi i pewnych rzeczy od niego wymagano. Ale nie oznaczało to, że poza salonami ich przestrzegał. Chyba że kogoś lubił. Wtedy potrafił być nawet... hm, znośny? Miły? O zgrozo - szarmancki?
- Yhym. - Potwierdził pomrukiem, zastanawiając się teraz, czy widział ich razem. I w sumie? No? A to nie tak w sumie poznał Norę, że jakoś się zakręciła obok Fergusa przy okazji? Nie miał wybitnej pamięci, jeśli chodziło o wspomnienia. Bo, paradoksalnie, historię mógł opowiadać z datami i nazwiskami włącznie nawet i po niespodziewanym obudzeniu. Tak to jednak bywało, kiedy miało się za dużo rzeczy, których pamiętać się nie chciało. Tak czy siak nie był pewien, czy teraz mózg mu to dorabia, czy tak było, ostatecznie wzruszył ramionami na słowa Nory, że to dziwne, że się nie spotkali. No, trochę tak. I trochę nie. W końcu zwykł się chować niemal po kątach Hogwartu, a im większe zadupie tym lepiej.
- Nie muszę, ale jak posiedzę tu jeszcze chwilę to znowu będę musiał zanosić Fergusa do jego domu. - Teraz to Sauriel pił do tego, że brunet nie wyglądał, jakby był zachwycony z tego spotkania. - Sprytnie. - Wymruczał, patrząc, jak Nora przysuwa mu szklankę. - Pięknym kobietom i whisky nie odmawiam, zwłaszcza w połączeniu. Musisz, Fergus, spiąć poślady i ze mną wytrzymać. - Kłamstwem byłoby powiedzenie, że było to dla niego komfortowe. Nie było. Miał w chuju i w dupie jednocześnie samopoczucie ludzi tak długo, jak długo nie byli osobami, z którymi jednak uczucia wiązał. Fergus, siłą rzeczy, taką osobą był. W dodatku niósł ze sobą kubeł chaosu po ich ostatnim spotkaniu. Bo Sauriel nadal nie wiedział, jak powinien go teraz traktować.
Sauriel wziął szklanicę, odbił się od blatu i podszedł do krzesła obok Fergusa, żeby usiąść, ale najpierw nachylił się prooosto do jego uszka.
- Ay, Piękny. Zapominam wszystkie po kolei. - Wymruczał mu cichym, głębokim głosem, nim usiadł i uniósł w geście toastu szklankę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.