Gdyby miał być szczery i gdyby wiedział, że pochlebstwa jakie mógłby powiedzieć Lyssie za jej wyjątkowe zdolności nie posłużą do bycia jeszcze bardziej nadętą i napuszoną, nastoletnią snobką, to usłyszałaby już je dawno. O wiele bardziej imponowała mu zdolność do zaglądania w przeszłość, niż w przyszłość. Jeśli się tyle pierdoli ceremonialnych bzdur co Vakel, to któreś z tych przepowiedni musiała być w końcu trafna. Zresztą nawet zepsuty zegar pokaże dwa razy na dobę dobrą godzinę. To żadna sztuka bredzić co ślina na język przyniesie i tak już zakochanym w tobie i twojej kreacji czarownicom i czarodziejom. Oni i tak kupią wszystko co im ten zmanierowany fircyk przedłoży. Tak właśnie uważał Louvain i dobrze wiedział o czym mówi, bo sam w swoim szczytowym momencie kariery sportowca, mógł obracać ludźmi głodnych jego sławy i sukcesu jak tylko mu się zamarzyło. Głównie obracał nimi w swojej sypialni, co wcale nie było mniej puste od tego co robił Dolohov.
No, a takie zaglądanie w przeszłość? Bajeczna sprawa. Na samą myśl w głowie Lestranga rodziła się masa pomysłów jak mógłby wykorzystać taki dar w służbie Czarnego Pana. Ile historii mógł wyciągnąć z czarnomagicznych artefaktów, a właściwie ze wszystkich interesujących go przedmiotów, by stać coraz potężniejszym za każdą kolejną retrospekcją. Zdecydowanie dostrzegał w tym o wiele więcej możliwości, niż z mglistych wróżb i przepowiedni.
Jak wszystko jednak i takie umiejętności miały jednak swoje limity. Zacmokał sygnalizując swoje niezadowolenie i to jak mocno go rozczarowała. - Oh, jaka jesteś słodka jak się złościsz. - westchnął. Parodiując niby rozczulony ton głosu, oderwał się od ściany o którą wcześniej się opierał w ciszy i zbliżył się na kilka kroków w jej stronę. - Aż mam ochotę porwać Cię stąd i wychować. W końcu. Znowu uśmiechnął się zadziornie, bezczelnie eskalując jej rozdrażnienie, zamiast stosować się do tej nastoletniej reprymendy którą mu wystosowała. Przestał wierzyć, że cokolwiek już dzisiaj od niej usłyszy, więc przestało mu zależeć, by nie zirytować jej jeszcze bardziej. Nagle przekomarzanie się z małolatką stało się znowu fascynujące, kiedy dostrzegł jak grunt ucieka jej spod stóp. Czy jeszcze niedawno myślał, że wykaże się bardziej dojrzałą postawą i wyniesie się ponad małostkowe uwagi i docinki? Tak. Ale tylko debil by teraz odpuścił.
- Ale niech będzie. Skoro moja obecność, AŻ TAK CIĘ ROZPRASZA, to zostawię Cię samą z tym lusterkiem. Odezwij się jak uda Ci się coś ustalić, albo Cię to przerośnie. Odezwał się już z mniej pretensjonalną postawą. Może faktycznie zbyt dużo od niej teraz wymagał, co wcale nie znaczyło, że stracił nadzieję na pomoc z jej strony. Z drugiej też strony liczył, że ego po tatusiu nie pozwoli tak zwyczajnie olać jej tego tematu i będzie chciała jeszcze utrzeć mu nosa. Dobrze wiedział jak boli porażka, jeśli spadało się na ziemię z wysokości własnej dumy.