13.09.2024, 11:05 ✶
Owszem, dał przypadkowej kobiecie z baru swój adres. Miał nadzieję, że napisze, a potem się spotkają raz i już najprawdopodobniej nigdy więcej. Takie było życie romantyczne Icarusa – pełne pojedynczych spotkań, bo na tylko takie było go emocjonalnie stać. Co poradzić, że miał blokadę? Że jego serce należało do wspomnienia, które już nigdy nie miało powrócić? Była to sytuacja beznadziejna, dlatego postępowanie Icarusa też tak wyglądało. Nie chciał się przywiązywać, a czasem sobie myślał, że najlepiej by było w ogóle nic nie czuć. Otępić się i zapomnieć o całym świecie. Przypadkowe znajomości na pewno mu to dawały.
– Mówię, nie będę już dawał naszego adresu, zrozumiałem – odpowiedział Basilowi nieco sfrustrowany jego świętym oburzeniem. Jasne, że starszy z braci był bardziej odpowiedzialny. Miał to szczęście, że nie był życiową porażką. Basilius racował w prestiżowym zawodzie, zajmował się domem i jeszcze pilnował młodszego rodzeństwa. Nawet z chorobą serca, był idealny, bez skazy. – I spróbuję umawiać się na takie rzeczy w bardziej bezpieczny sposób. Wiem już, że to moja wina, ale skoro już poniosłem konsekwencje własnej głupoty, może skoncentrujmy się na czymś innym, dobra?
Wtedy Florence powiedziała, że tamta kobieta z baru nie była nią. Tak jakby wiedziała o wszystkim. O tym, że pomimo lat, nie potrafił zapomnieć o Monie Rowle. Że nigdy już nie miał poczuć się tak szczęśliwy i rozumiany, jak z nią. Nie było innej takiej osoby, nie dlatego, że reszta kobiet była pod jakimś względem podrzędna, ale z o wiele prostszego powodu. Żadna z nich nie była Moną.
To było głupie. Ich związek trwał ile? Pół roku? Mniej? I jeszcze w dodatku byli wtedy uczniami Hogwartu, zupełnie innymi ludźmi niż teraz. Na pewno Icarus się zmienił i to raczej nie na lepsze. Nie miał pojęcia czy tęsknił za Moną, czy za naiwnością tamtych czasów. Za tym, jaki był wtedy szczęśliwy i pewny siebie. To był chyba jedyny czas w jego życiu, kiedy był cały w skowronkach, kiedy każda chwila wydawała się radosna, o ile Mona była gdzieś obok.
– Wiem – odpowiedział kuzynce cicho. – Ale cóż mogę na to poradzić?
Kiedy Florence wyszła, Icarus pozostał w paskudnym nastroju. Każde wspomnienie o jego dawnej miłości, nawet tak pośrednie, powodowało, że miał ochotę rozpłakać się przy wszystkich lub lepiej, sięgnąć po butelkę i zapomnieć.
– Jestem chyba zmęczony – powiedział Basilowi, żeby ten się nim nie martwił. Jednak czy zmęczenie usprawiedliwiało lekkie załamanie głosu, kiedy wypowiadał te słowa?
Minęło dziesięć lat. Dekada. Czemu w takim razie nadal nie mógł się po tym pozbierać?
– Mówię, nie będę już dawał naszego adresu, zrozumiałem – odpowiedział Basilowi nieco sfrustrowany jego świętym oburzeniem. Jasne, że starszy z braci był bardziej odpowiedzialny. Miał to szczęście, że nie był życiową porażką. Basilius racował w prestiżowym zawodzie, zajmował się domem i jeszcze pilnował młodszego rodzeństwa. Nawet z chorobą serca, był idealny, bez skazy. – I spróbuję umawiać się na takie rzeczy w bardziej bezpieczny sposób. Wiem już, że to moja wina, ale skoro już poniosłem konsekwencje własnej głupoty, może skoncentrujmy się na czymś innym, dobra?
Wtedy Florence powiedziała, że tamta kobieta z baru nie była nią. Tak jakby wiedziała o wszystkim. O tym, że pomimo lat, nie potrafił zapomnieć o Monie Rowle. Że nigdy już nie miał poczuć się tak szczęśliwy i rozumiany, jak z nią. Nie było innej takiej osoby, nie dlatego, że reszta kobiet była pod jakimś względem podrzędna, ale z o wiele prostszego powodu. Żadna z nich nie była Moną.
To było głupie. Ich związek trwał ile? Pół roku? Mniej? I jeszcze w dodatku byli wtedy uczniami Hogwartu, zupełnie innymi ludźmi niż teraz. Na pewno Icarus się zmienił i to raczej nie na lepsze. Nie miał pojęcia czy tęsknił za Moną, czy za naiwnością tamtych czasów. Za tym, jaki był wtedy szczęśliwy i pewny siebie. To był chyba jedyny czas w jego życiu, kiedy był cały w skowronkach, kiedy każda chwila wydawała się radosna, o ile Mona była gdzieś obok.
– Wiem – odpowiedział kuzynce cicho. – Ale cóż mogę na to poradzić?
Kiedy Florence wyszła, Icarus pozostał w paskudnym nastroju. Każde wspomnienie o jego dawnej miłości, nawet tak pośrednie, powodowało, że miał ochotę rozpłakać się przy wszystkich lub lepiej, sięgnąć po butelkę i zapomnieć.
– Jestem chyba zmęczony – powiedział Basilowi, żeby ten się nim nie martwił. Jednak czy zmęczenie usprawiedliwiało lekkie załamanie głosu, kiedy wypowiadał te słowa?
Minęło dziesięć lat. Dekada. Czemu w takim razie nadal nie mógł się po tym pozbierać?