List odebrał dopiero dnia następnego. Albo następnej nocy? Tak, następnego dnia. Ale zainteresował się nim dokładnie odpiero następnej nocy. I to "następnej" znaczyło, że właśnie dzisiaj. Kiedy już wybudził się z tego, co miało imitować sen po wypiciu zdecydowanie za dużej ilości alkoholu zaraz po tym, jak szukał Maeve w sypialni swojej matki. Anna mu to jakoś wybaczyła. Zawsze wybaczała. Więc przebudził się, umył, przebrał - umył przede wszystkim, bo cuchnął okropnie. Pokłosie kaca zostało całkiem szybko i sprawnie ugaszone - głównie za sprawą magii prysznica. Zabawne było tylko to, że przecież ten nie usuwał toksyn z twojego wnętrza, ale prawo fizyki tego świata, a na pewno prawo chemii, pozwalało na różne cuda, kiedy było się wampirem. Zwłaszcza wtedy, kiedy było się wampirem.
Więc - list. Znaczył dokładnie tyle, że Victoria wróciła skądkolwiek, ale wiadomo, dokąd - do siebie. Teraz już "do siebie", do swojego bezpiecznego domu, bezpiecznych czterech ścian, gdzie mogła swobodnie egzystować bez upierdliwości rodziców. Bez wkurwiającej Isabelli, która się miała za taką ważną. Była ważna, zgoda, była. Wkurwiające było to, jak bardzo lubiła się z tym obnosić. To, że miała ambicję stać się jeszcze ważniejszą. O tym, czym jest ambicja, przekonał się całkiem niedawno - potrafiła poddrapytwać wnętrze jakimś oczekiwaniem i potrzebą, żeby poruszyć się do przodu. Czasem to poruszenie oznaczało, że wywracałeś się na prostej. I jak tu dalej iść, dobry Boże?
Tym razem nie było żadnych czekoladek, nie zahaczył o żadne łakocie, bo udał się prosto do niej. Ubrany w czarną koszulę i czarne, przetarte spodnie - jego zwyczajowość. Żadnych wielkich odstępstw od normy. Tak zapukał do drzwi ze dwie godziny po zmierzchu - czyli dość późno, bo sierpniowe wieczory nadal nie były nader krótkie.
- Hej Truskaweczko. Chujowo wyglądasz. - Albo "dobry wieczór". Bo wyglądała na zmęczoną bardziej niż zazwyczaj po ewentualnie nieprzespanej nocy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.