15.09.2024, 17:59 ✶
stoisko Potterów - stragany południowe
Problem z brytyjską socjetą był taki, że… no cóż, była wyjątkowo brytyjska. Momentami nawet samej Lorien przypominała bardziej klub znudzonych, może nieco zbyt bogatych dzieciaków, którzy pewnego dnia ustalili między sobą, że teraz to oni będą decydować co jest pożądane, a co nie. Przy zwyczajowej herbatce z kroplą mleka. Lyssa, będąc córką swojego ojca, zaproszenia nie potrzebowała. Członkostwo należało jej się z racji urodzenia i… potencjału jaki mogła wnieść świeża krew na salony.
Śmierciożercy i wszyscy ci poplecznicy nowego porządku proponowanego przez kopię Grindenwalda mogli się czuć podekscytowani na wizję, że cokolwiek zmienią. Że gwałtem i przemocą zatrzymają koło fortuny. Ale byli ślepi - prawdziwa gra toczyła się za kulisami, w szeptach i kontaktach, wieloletnich układach. I złocie. Przede wszystkim w złocie goblinów, schowanym głęboko w czeluściach banku Gringotta.
- Pan Longbottom?- Uniosła lekko brew, na to zainteresowanie. Przesunęła opuszkami palców po kilku kolorowych flakonikach bardziej zainteresowana samym opakowaniem niż zapachami które w sobie kryły.- Oczywiście. Choć... Z reguły nie jest aż tak błyszczący… - no nie mogła przeżyć tego brokatu. Nie mogła!
- Wybacz, że zabrałam cię od kuzynów.- Powiedziała nagle. Jakby starała się przeprosić nie tylko za to, ale też pewnie za nudny spacer w geriatrycznym gronie bogatych dziwaków.- Kręci się tu wyjątkowo wielu wścibskich dziennikarzy.
To, że dziennikarskie hieny polowały na każdą jarmarczną sensację było oczywiste. O ileż bezpieczniejsze było snucie się bez większego celu wśród kramów niż ryzyko, że znajdzie się na jednej fotografii… z jakąś świeczką.
- W… pewnym sensie.- Stwierdziła, odwracając się na moment do dziewczyny i mrugając jej z tym samym zawadiackim uśmieszkiem, który towarzyszył pani Mulciber już wcześniej.- Zaskakujące co można z taką wyobraźnią zrobić.
Mężczyźni nie byli skomplikowanymi istotami. choć przebywając w pewnych środowiskach, Lorien szybko odkryła, że nie ma sensu krzyczeć do patriarchalnej ściany. Większość z nich miała w sobie tą irracjonalną potrzebę karmienia wrażliwego ego na każdym kroku, zagarniania wszystkich dobrych pomysłów i przypisywania sobie zasług jakby były ich boskim prawem. Czasem wystarczyło tylko szepnąć parę odpowiednich słów w odpowiednie ucho i zaczekać. Wszystko i tak ostatecznie układało się po kobiecej myśli.
Wyprostowała się, ostatecznie uznając, że na stoisku nie ma absolutnie nic wartego uwagi. A może wszystko to co wydarzyło się wcześniej ją na tyle zmęczyło, że powoli zastanawiała się nad powrotem do domu? Spędzenie reszty wieczoru przy winie i dobrej książce brzmiało jak dobry pomysł.