16.09.2024, 16:00 ✶
Z nagłym błyskiem w oku jej towarzyszka zaczęła się wierzgać i próbowała wyrwać się z liny. Świat wokół stawał się coraz bardziej absurdalny; kobieta wyciągająca bat jakby miała zaraz walczyć z jakimś mitycznym smokiem, a one – dwie klacze, które właśnie zawiązały koński sojusz rewolucyjny. Coś w niej zaczęło się budzić. Co to za brednie o hierarchii, o jakich ci ludzie wciąż mówili? Ludzie naprawdę myśleli, że są powyżej nimi? Przecież to konie mają siłę, grację i wolność w sercach! Ich to nie da się kontrolować. Była dziką klaczą, a nie posłusznym ogierem.
Podniosła łeb wyżej, jej nozdrza zadrżały, a w oczach pojawiła się iskra buntu.
— Hierarchia? Wyżej w czym? W głupocie? — zarżała drwiąco, patrząc na kobietę z batem.
Kiedy klacz wyciągnęła kopyta i jednym silnym uderzeniem trafiła mężczyznę, który zawołał z bólu, druga klacz nie mogła uwierzyć własnym oczom. Widok tego mężczyzny leżącego na ziemi, z wrażeniem bólu na twarzy, był dla niej komiczny. Jej towarzyszka była prawdziwą bohaterką, walczącą o ich wolność. Klacz parsknęła, a potem tupnęła mocno kopytem o ziemię. Jej spojrzenie przeszyło mężczyznę, który próbował się podnieść z ziemi.
— Dosyć tego! Czas pokazać, kto tu naprawdę stoi wyżej w tej całej waszej "hierarchii"! — rzuciła wyzwanie.
Zarżała donośnie i ruszyła w stronę kobiety z batem, która z początku wyglądała na zaskoczoną, a potem zaczęła panikować. Bat, który wcześniej trzymała z wyższością, stał się bezużyteczny. Jeden mocny cios kopytem w ziemię i przerażona kobieta cofnęła się o krok.
— To my jesteśmy tu królowymi, a wy... tylko zabłąkanymi dwunożnymi! — zawołała klacz triumfalnie, czując, jak narasta w niej siła. Zacisnęła mięśnie, przygotowując się do dalszej walki. — Tak, ihahaha. Uciekajmy! — zarżała do swojej towarzyszki, gdy tylko udało jej się też zerwać z liny.
Klacz nie chciała pozostać w tyle, więc ruszyła za swoją przyjaciółką, ciągnąc za sobą powiew wolności.
Podniosła łeb wyżej, jej nozdrza zadrżały, a w oczach pojawiła się iskra buntu.
— Hierarchia? Wyżej w czym? W głupocie? — zarżała drwiąco, patrząc na kobietę z batem.
Kiedy klacz wyciągnęła kopyta i jednym silnym uderzeniem trafiła mężczyznę, który zawołał z bólu, druga klacz nie mogła uwierzyć własnym oczom. Widok tego mężczyzny leżącego na ziemi, z wrażeniem bólu na twarzy, był dla niej komiczny. Jej towarzyszka była prawdziwą bohaterką, walczącą o ich wolność. Klacz parsknęła, a potem tupnęła mocno kopytem o ziemię. Jej spojrzenie przeszyło mężczyznę, który próbował się podnieść z ziemi.
— Dosyć tego! Czas pokazać, kto tu naprawdę stoi wyżej w tej całej waszej "hierarchii"! — rzuciła wyzwanie.
Zarżała donośnie i ruszyła w stronę kobiety z batem, która z początku wyglądała na zaskoczoną, a potem zaczęła panikować. Bat, który wcześniej trzymała z wyższością, stał się bezużyteczny. Jeden mocny cios kopytem w ziemię i przerażona kobieta cofnęła się o krok.
— To my jesteśmy tu królowymi, a wy... tylko zabłąkanymi dwunożnymi! — zawołała klacz triumfalnie, czując, jak narasta w niej siła. Zacisnęła mięśnie, przygotowując się do dalszej walki. — Tak, ihahaha. Uciekajmy! — zarżała do swojej towarzyszki, gdy tylko udało jej się też zerwać z liny.
Klacz nie chciała pozostać w tyle, więc ruszyła za swoją przyjaciółką, ciągnąc za sobą powiew wolności.