Znajdując się blisko sceny, nie spuszczał wzroku z kobiety, która właśnie ją opuszczała. Nie był w stanie tego zrobić. Urok, pod wpływem którego znalazł się ledwie kilka chwil temu, zadziałał mocniej niż można się było tego spodziewać. Dużo skuteczniej. Zaskakujące. Zwłaszcza w kontekście osoby, w której żyłach znajdowała się domieszka krwi olbrzymów. Z reguły radził sobie w takich sytuacjach całkiem nieźle. Z reguły nie musiał się przed tego typu urokami bronić.
Tym razem szczęście mu jednak nie dopisało.
Ruszył za nią, kiedy znalazła się pośród ludzi, jeszcze chwilę temu stanowiących jej widownię. Nie myślał co robi. Nie kontrolował tego. Wcale. Nadal znajdował się pod wpływem magii. Ta zaś sprawiała, że potrzebował bliskości, potrzebował dotyku tej zupełnie nieznanej mu kobiety. Wszystko związane było z nią, jej dotyczyło.
Reszty zupełnie nie zauważał.
Po drodze zaczepiony przez znajomego urzędnika, minął go bez słowa. Nie zawracając sobie głowy tym, co próbował mu właśnie powiedzieć. Na ogół nie był niegrzeczny, nieuprzejmy, choć też daleko było mu do miana mistrza taktu. Tak samo specjalisty od savoir-vivre. Przyśpieszył, nie chcąc, aby Stella zniknęła mu z oczu. Wyciągnął w jej kierunku dłoń, zanim ta zdążyła dotrzeć do swojego celu – niewielkiego, acz przy tym dobrze zaopatrzonego baru. Zanim ta dotarła do drobnej kobiecej dłoni, spotkała odkrytym ramieniem, przesunęła w kierunku łokcia, nadgarstka.
Nie dostrzegał w tym niczego niestosownego.
Niewłaściwego.
Tylko czy podobnie patrzyła na to ona? Dotykana przez nieznajomego mężczyznę, bez wyraźnego przyzwolenia na takie działania? Większość kobiet zareagowałaby w tej sytuacji w jeden, konkretny sposób. Logiczny. Zrozumiały.
Gdyby w tym momencie oberwał w mordę, nikogo nie powinno to zaskoczyć. Co najwyżej wyrazić można byłoby pewne zrozumienie. Bo przecież to nie była wina Yaxleya. Nie do końca. Theon nie był ponadto znany w towarzystwie z obłapiania przypadkowych, młodych, a przy tym całkiem urodziwych kobiet.
Bo i owszem. Stelli nikt nie mógł odmówić urody. W jej przypadku odziedziczony po przodkach dar, stanowił jedynie przydatny dodatek. Jeden z tych, który mógł ułatwić życie.