Do egzaminu podchodził pięciokrotnie, nie biorąc pod uwagę innej opcji jak zdobycie tej nieszczęsnej licencji. Nie było to dla niego łatwym zadaniem. Organizm nie bardzo chciał w tym przypadku współpracować. Wreszcie jednak wszystko zakończyło się sukcesem, oznaczającym koniec męczarni zarówno dla Roberta jak i nieszczęsnego egzaminatora.
Koniec rzecz jasna chwilowy, skoro dla Mulcibera teleportacja miała być tym podstawowym sposobem poruszania się. Inne nie zawsze wchodziły w grę.
- Wszystko byle nie miotła. - zareagował, nie zamierzając brać pod uwagę takiego sposobu przemieszczenia się. Lęk wysokości sprawiał, że nie był w stanie poruszać się przy jej pomocy. Nigdy nie nauczył korzystać się z czegoś więcej niż zwykła, dziecięca miotełka. Taka, która uniesie Ciebie ledwie metr nad ziemię. Możliwe, że dzisiaj, nawet tak bezpieczna opcja stanowiłaby dla niego zbyt duże wyzwanie.
Z biegiem czasu niektóre lęki przybierają na sile.
Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie mieli teraz wystarczającej ilości czasu na tego nieszczęsnego papierosa, nawet o tym nie wspominał, ograniczając się jedynie do przelotnego spojrzenia. Zamiast tego ruszył w drogę, w dość krótkim czasie dając radę dotrzeć celu. Zdołali znaleźć miejsce, z którego względnie bezpiecznie mogli się wszystkiego przyjrzeć, zbadać okolicę.
- Gdyby było tego więcej, przynajmniej nie miałbym wrażenia, że próbujemy właśnie dopaść pierwszego lepszego idiotę. - nie owijał w bawełnę, nadal starając się znaleźć cokolwiek więcej. Nie był w stanie uwierzyć, że całość była na tyle mało skomplikowana, jak to zdawało się na pierwszy rzut oka. Po części wynikało to z tego, iż sam na punkcie zaklęć ochronnych miał niezłego bzika. Inaczej nie dało się tego określić. - Potrzebuje chwili. - skinął głową, zabierając się za to, co w zasadzie stanowiło jedną z jego specjalności. Od zawsze dobrze radził sobie właśnie z magią ochronną oraz urokami. Znał się na tym. Miał za sobą wiele lat praktyki. Takiej, która rzecz jasna całkiem nieźle procentowała.
Z różdżką w ręku starał się pozbyć wszystkiego, co mogło utrudnić im całą akcje. Ostrożnie, starając się przypadkiem nie zaalarmować osoby, która kryła się wewnątrz budynku. Szanse co prawda zdawały się niewielkie, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Nie chciał, żeby cała akcja spierdoliła się z powodu jednego błędu.
- Cholera. - przeklął, kiedy nagle okazało się, że nie wszystko funkcjonuje tutaj w taki sposób, w jaki wydawało się na pierwszy rzut oka. - Przebiegły szlamojebca. - wyrzucił z siebie nawiązując do jednej z tych kwestii, które udało im się odkryć w ostatnich tygodniach. Jonathan Avery zdawał się gustować w szlamach.
Albo może tylko w jednej z nich? Coś było na rzeczy.
Jakby to miało tutaj jakieś większe znaczenie.
Wreszcie udało mu się pozbyć wszystkich zaklęć mogących utrudnić realizacje stojącego przed nimi zadania. Opuścił różdżkę, spoglądając w kierunku Chestera.
- Zapraszam. Na czerwony dywan niestety nie mamy teraz czasu. - dał znać, że nie muszą dłużej zwlekać. Mogli ruszać. Mogli zabrać się do działania.