21.09.2024, 14:04 ✶
— Zatem czyje to jest? Moje, twoje, nasze, wspólne.
Skończyła swoją tyradę o diecie wielkich, latających gadów, kiedy w tym samym momencie usłyszała znajomy głos Basila. Z lekkim uśmiechem odwróciła się w jego stronę, poprawiając szalik, który mocniej opatuliła wokół szyi. Styczeń dawał się we znaki, bo zimne powietrze przeszywało ją aż do kości, a każdy oddech zamieniał się w małą chmurkę pary.
Prewett numer jeden, pomyślała z rozbawieniem. Nadal nie mogła się nadziwić, że w Hogwarcie było ich aż tylu. Czasami Icarus napomykał coś o małej siostrzyczce? Co za szok był to dla niej, kiedy uświadomiła sobie, że Prewettów było nie jeden, nie dwóch, a trzech!
— Basilu! Ostatnim razem widziałam cię pogrzebanego w stosie książek — rzuciła z uśmiechem, podchodząc do niego i szturchając go lekko w ramię. — Kto by pomyślał, że wyjdziesz spod tych tomiszcz?
Mona z lekkim zdumieniem obserwowała Prewettów. Zawsze ją zastanawiało, jak to możliwe, że można być jednocześnie tak podobnym i różnym od siebie. Basilius i Icarus byli tego idealnym przykładem. Niby te same maniery, podobny sposób, w jaki marszczyli brwi, kiedy nad czymś myśleli, a jednak charakterem byli kompletnie inni. Basil zawsze wydawał się jej spokojniejszy, bardziej wyważony. Może dlatego, że był starszy, ale Mona nigdy nie czuła, by patrzył na nią z góry. Też spędzała więcej czasu z młodszym Prewettem, więc może dlatego trudno było jej określić w rzeczywistości przepaść w ich charakterach.
— Herbatka? — zapytała. Zamyśliła się na moment. W sumie, czy to nie była najlepsza opcja w taki dzień? Mróz sprawiał, że jej dłonie były niemal zdrętwiałe, a ciepła herbata brzmiała naprawdę kusząco. — W sumie… czemu nie? — dodała po chwili. Może mała przerwa dobrze im wszystkim zrobi.
Skończyła swoją tyradę o diecie wielkich, latających gadów, kiedy w tym samym momencie usłyszała znajomy głos Basila. Z lekkim uśmiechem odwróciła się w jego stronę, poprawiając szalik, który mocniej opatuliła wokół szyi. Styczeń dawał się we znaki, bo zimne powietrze przeszywało ją aż do kości, a każdy oddech zamieniał się w małą chmurkę pary.
Prewett numer jeden, pomyślała z rozbawieniem. Nadal nie mogła się nadziwić, że w Hogwarcie było ich aż tylu. Czasami Icarus napomykał coś o małej siostrzyczce? Co za szok był to dla niej, kiedy uświadomiła sobie, że Prewettów było nie jeden, nie dwóch, a trzech!
— Basilu! Ostatnim razem widziałam cię pogrzebanego w stosie książek — rzuciła z uśmiechem, podchodząc do niego i szturchając go lekko w ramię. — Kto by pomyślał, że wyjdziesz spod tych tomiszcz?
Mona z lekkim zdumieniem obserwowała Prewettów. Zawsze ją zastanawiało, jak to możliwe, że można być jednocześnie tak podobnym i różnym od siebie. Basilius i Icarus byli tego idealnym przykładem. Niby te same maniery, podobny sposób, w jaki marszczyli brwi, kiedy nad czymś myśleli, a jednak charakterem byli kompletnie inni. Basil zawsze wydawał się jej spokojniejszy, bardziej wyważony. Może dlatego, że był starszy, ale Mona nigdy nie czuła, by patrzył na nią z góry. Też spędzała więcej czasu z młodszym Prewettem, więc może dlatego trudno było jej określić w rzeczywistości przepaść w ich charakterach.
— Herbatka? — zapytała. Zamyśliła się na moment. W sumie, czy to nie była najlepsza opcja w taki dzień? Mróz sprawiał, że jej dłonie były niemal zdrętwiałe, a ciepła herbata brzmiała naprawdę kusząco. — W sumie… czemu nie? — dodała po chwili. Może mała przerwa dobrze im wszystkim zrobi.