22.09.2024, 12:49 ✶
Peregrinus nie sypiał tutaj, chociaż ciężko powiedzieć, aby i w domu sypiał. Przypominało to zwykle półprzytomne przewracanie się z boku na bok, miotanie się między jawą a snem. Ten wieczny, nocny stan czuwania pozbawiał go pewności, do którego ze światów należy to, co widzi i słyszy w mroku, mimo że kiedyś oddzielała mu te światy wyraźna granica. Prawdziwie spał jedynie tuż przed świtem, gdy noc zaczynała się cofać, a zmęczenie dominować nad wszystkim innym.
Kryształowa kula — jak wszystko w Prawach Czasu — była elegancka, osadzona na zdobionym stojaczku skonstruowanym z trzech sierpów księżyca. I co do zasady Trelawney nie lubił, jak mu się ktoś gapił w tę kulę. W kulę, karty, wosk, fusy, a także generalnie gapił na niego, a szczególnie gapił przy pracy. Lista osób, które tolerował w swojej przestrzeni była ograniczona.
Nie odegnał jednak Scylli. Nie zareagował nawet na włosy, które na niego opadły ani na wścibskie spojrzenie nad ramieniem. Nie wypadało okazywać zaskoczenia, będąc jasnowidzem, nawet gdy ktoś zachodził od tyłu w momencie skupienia. Konwencja nakazywała mieć oczy dookoła głowy (dysponowali w końcu trzema), nie dać się podejść ani zbić z tropu… albo przynajmniej udawać, że wszystko wcześniej wymienione, jest prawdą.
A więc to, ale nie tylko to. Było w Greyback coś takiego, co sprawiło, że ze wszystkich nowych osobistości w Prawach Czasu, ta najmniej zaburzyła jego wewnętrzną równowagę. Jej obecność była niemal neutralna, choć dziewczyna wymagała od niego w teorii najwięcej bezpośredniego zaangażowania jako uczennica Dolohova. Mulciberowie nie byli w przeciwieństwie do niej częścią pracy i gdyby chciał, to mógłby obojga z przyzwoitym skutkiem unikać, a choć lubił Lyssę, to energie jej i Charlesa były… intensywne. W Scylli zaś czasami dostrzegał coś wręcz znajomego. Może to coś niedosięgnionego w spojrzeniu, kojarzącego mu się z tym, co widział niekiedy u dwóch najważniejszych dla niego kobiet: szalonookiej Moody i widmookiej matki. Może dlatego tak szybko Peregrinus zaakceptował obecność wałęsającej się po Prawach Czasu Scylli i nie podskakiwał, gdy pojawiała się za jego plecami.
— Masz dobre oko — skomentował uwagę o Charlesie. Sam uważniej przyjrzał się sylwetce mężczyzny, próbując dostrzec podobieństwo, które uchwyciła Greyback, a na które on wcześniej nie zwrócił uwagi. — Robert Mulciber, jego wuj.
Oderwał się od kuli i odwrócił do świeżej adeptki. Na moment z ciekawością zawiesił oko na jej złożonych dłoniach, ale nie skomentował ich w żaden sposób. Wychylił się ze swojego miejsca, chwycił połę scyllowego sweterka i zarzucił go jej na ramię.
— Nie wstanie. Nie tutaj. — Przytaknął. — Ale będzie się snuł po zaświatach, a może wróci jako duch; tak czy inaczej nie zaprzątaj sobie nim głowy — dodał, widząc tę smutną podkuwkę, po czym zerknął raz jeszcze przelotnie na listy i kulę. — Vakel dostał zaproszenie na pogrzeb.
i sprawdźmy, czy kula pokazuje coś jeszcze o pogrzebie
Kryształowa kula — jak wszystko w Prawach Czasu — była elegancka, osadzona na zdobionym stojaczku skonstruowanym z trzech sierpów księżyca. I co do zasady Trelawney nie lubił, jak mu się ktoś gapił w tę kulę. W kulę, karty, wosk, fusy, a także generalnie gapił na niego, a szczególnie gapił przy pracy. Lista osób, które tolerował w swojej przestrzeni była ograniczona.
Nie odegnał jednak Scylli. Nie zareagował nawet na włosy, które na niego opadły ani na wścibskie spojrzenie nad ramieniem. Nie wypadało okazywać zaskoczenia, będąc jasnowidzem, nawet gdy ktoś zachodził od tyłu w momencie skupienia. Konwencja nakazywała mieć oczy dookoła głowy (dysponowali w końcu trzema), nie dać się podejść ani zbić z tropu… albo przynajmniej udawać, że wszystko wcześniej wymienione, jest prawdą.
A więc to, ale nie tylko to. Było w Greyback coś takiego, co sprawiło, że ze wszystkich nowych osobistości w Prawach Czasu, ta najmniej zaburzyła jego wewnętrzną równowagę. Jej obecność była niemal neutralna, choć dziewczyna wymagała od niego w teorii najwięcej bezpośredniego zaangażowania jako uczennica Dolohova. Mulciberowie nie byli w przeciwieństwie do niej częścią pracy i gdyby chciał, to mógłby obojga z przyzwoitym skutkiem unikać, a choć lubił Lyssę, to energie jej i Charlesa były… intensywne. W Scylli zaś czasami dostrzegał coś wręcz znajomego. Może to coś niedosięgnionego w spojrzeniu, kojarzącego mu się z tym, co widział niekiedy u dwóch najważniejszych dla niego kobiet: szalonookiej Moody i widmookiej matki. Może dlatego tak szybko Peregrinus zaakceptował obecność wałęsającej się po Prawach Czasu Scylli i nie podskakiwał, gdy pojawiała się za jego plecami.
— Masz dobre oko — skomentował uwagę o Charlesie. Sam uważniej przyjrzał się sylwetce mężczyzny, próbując dostrzec podobieństwo, które uchwyciła Greyback, a na które on wcześniej nie zwrócił uwagi. — Robert Mulciber, jego wuj.
Oderwał się od kuli i odwrócił do świeżej adeptki. Na moment z ciekawością zawiesił oko na jej złożonych dłoniach, ale nie skomentował ich w żaden sposób. Wychylił się ze swojego miejsca, chwycił połę scyllowego sweterka i zarzucił go jej na ramię.
— Nie wstanie. Nie tutaj. — Przytaknął. — Ale będzie się snuł po zaświatach, a może wróci jako duch; tak czy inaczej nie zaprzątaj sobie nim głowy — dodał, widząc tę smutną podkuwkę, po czym zerknął raz jeszcze przelotnie na listy i kulę. — Vakel dostał zaproszenie na pogrzeb.
i sprawdźmy, czy kula pokazuje coś jeszcze o pogrzebie
Rzut Symbol 1d258 - 140
Mrówka (sukces poprzez wytrwałość)
Mrówka (sukces poprzez wytrwałość)
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie