22.09.2024, 17:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2024, 17:29 przez Oleander Crouch.)
Był płomieniem pożerającym na swej drodze słabszych i mniej wyraźnych, spalającym innych swą namiętnością; był też ciepłem, przyjemnym zapachem zapalonego knota świeczki i popielonego, kominkowego drewna; był harmonijnym ruchem karmazynu, przechodzącym w rozpalony oranż.
Złączenie ich dłoni wydało mu się chwilą tak idealną oraz naturalną; przyspieszone tętno, spięcie ramion, poniekąd panika i też niepewność, zdenerwowanie - wszystkie te emocje zagęszczały atmosferę zakurzonego poddasza. Ciemność pożerała skosy pomieszczenia, a białe płótna stawały się jedynymi odniesieniami w rzeczywistości, majaczyły pośród otchłani, jak mitologiczna waga w śnie Desmonda; Crouch byłby w stanie przysiąc, że usłyszał szum Styksu, bo i tym razem jego źrodłem było bicie własnego serca. Poczuł znajome ukłócie, którym zakończył się sen, wypuścił spomiędzy warg resztkę tchu; miłość była najmniej dostępną z jego kochanek, umykała przed nim i wodziła za nos, przyglądając się enigmatycznie trudom przyjemności.
Zanim zdążył odpowiedzieć, poczuł szarpnięcie i automatycznie się mu poddał. Dopiero po chwili, Desmond mógł zauważyć ukłócie sprzeciwu, gdy Oleander cofnął się w tył, sięgając po ułożoną na zakrytym meblu, wełnianą marynarkę. Jego własne ubranie wierzchnie wciąż nie zakrywało ramion, jego warstwy zatrzymały się na wysokości złączonych w uścisku dłoni i zacisniętej na wełnianym materiale ręce.
- Widzę - odparł płynnie, bez zająknięcia i z wewnętrznym spokojem, który kolidował z trzepotaniem serca. Wciąż w pełni nie odnalazł się w delikatności, a zarazem brutalności tej sytuacji, ale jego umysł ugłaskał lęki nieznajomości zasobami pewności siebie.
- Masz wolność zrobienia tego wszystkiego, co opisałeś i to, samo w sobie, może być piękne. Jesteśmy lepsi, czegokolwiek byśmy nie zrobili, nie wylądujemy w stęchłej dziurze, w najgorszej, śmierdzącej części miasta. Pieniądze to tylko atut, coż, w takim rozumowaniu zmieniła moja podróż do Maroka? Koncerty Liszta wygrywane w Austrii i Włoszech? Zasadniczo niewiele, ale dostarczyły mi nowych doświadczeń, wrażeń. Mogłem spróbować owoców dostatku sprószonych afrykańskimi przyprawami, odkryłem tyle krajobrazów. Ileż nowych perspektyw, kolorów i kształtów mógłbyś stworzyć, gdybyś tylko zobaczył, to co ja? I możesz. Nikt cię nie zatrzymuje - przymrużył zielone oczy, cofając odrobinę głowę, aby móc spojrzeć na przyjaciela w całej okazałości.
- Zgnilizna świata potrafi być dobrą, acz bardzo niewyrozumiałą muzą, Desmond - dodał enigmatycznie, choć pospieszył z wyjaśnieniem, zdając sobie sprawę, że Malfoy potrzebuje bardziej bezpośrednich komunikatów - 'Smutek nieodmienny przez ciąg tylu miesięcy przygniata duszę z taką nieubłagalną i brutalną siłą, z jaką płyta kamienna przygniata mogiłę'*. Słowiański romantyzm ukazuje, że odnalezienie piękna, nawet w cierpieniu, potrafi być lukratywną czynnością, bo każdy je w jakiś sposób odczuwa. Ludzie lgną do sztuki, która z nimi rezonuje - dotykał w swej wypowiedzi wielu tematów, bo czuł, że dyskusja jaką prowadzą jest rozłożona na przeróżnych połaciach życia.
- Lubisz swoją pracę, tak mi się wydawało? Przyjemnie jest Ci się skupić nad tymi mądrymi i trudnymi obliczeniami. Do twarzy Ci przy biurku, nad pergaminem, z lekko zmarszczonymi brwiami. Przy sztaludze wyglądasz inaczej, ale obydwie te sytuacje i czynności składają się na ciebie. Jakbyś nie opuścił domu aż do śmierci, to co z tych rzeczy byś zrobił? Daj sobie trochę przestrzeni na wolność wyboru, bo definitywnie ją masz - chciałby teraz pogładzić go po policzku, odgarnąć blond kosmyki za ucho, acz się powstrzymał.
Podał mu marynarkę, a swoją własną, w miarę możliwości poprawił, aby zasłoniła ramiona.
- Choć. Musimy się pożegnać z weselnikami. Później zabierzesz nas do mnie. Usiądziesz w swoim fotelu i pokażę Ci, co przywiozłem z Maroka - zdecydował się zagrać pierwsze skrzypce w tej czynności i, zanim wyszli ze strychu, wysmyknął swą dłoń z uścisku, czując na skórze tęsknotę, chęć uścisku, nawet chwili urywanej brutalności.
Złączenie ich dłoni wydało mu się chwilą tak idealną oraz naturalną; przyspieszone tętno, spięcie ramion, poniekąd panika i też niepewność, zdenerwowanie - wszystkie te emocje zagęszczały atmosferę zakurzonego poddasza. Ciemność pożerała skosy pomieszczenia, a białe płótna stawały się jedynymi odniesieniami w rzeczywistości, majaczyły pośród otchłani, jak mitologiczna waga w śnie Desmonda; Crouch byłby w stanie przysiąc, że usłyszał szum Styksu, bo i tym razem jego źrodłem było bicie własnego serca. Poczuł znajome ukłócie, którym zakończył się sen, wypuścił spomiędzy warg resztkę tchu; miłość była najmniej dostępną z jego kochanek, umykała przed nim i wodziła za nos, przyglądając się enigmatycznie trudom przyjemności.
Zanim zdążył odpowiedzieć, poczuł szarpnięcie i automatycznie się mu poddał. Dopiero po chwili, Desmond mógł zauważyć ukłócie sprzeciwu, gdy Oleander cofnął się w tył, sięgając po ułożoną na zakrytym meblu, wełnianą marynarkę. Jego własne ubranie wierzchnie wciąż nie zakrywało ramion, jego warstwy zatrzymały się na wysokości złączonych w uścisku dłoni i zacisniętej na wełnianym materiale ręce.
- Widzę - odparł płynnie, bez zająknięcia i z wewnętrznym spokojem, który kolidował z trzepotaniem serca. Wciąż w pełni nie odnalazł się w delikatności, a zarazem brutalności tej sytuacji, ale jego umysł ugłaskał lęki nieznajomości zasobami pewności siebie.
- Masz wolność zrobienia tego wszystkiego, co opisałeś i to, samo w sobie, może być piękne. Jesteśmy lepsi, czegokolwiek byśmy nie zrobili, nie wylądujemy w stęchłej dziurze, w najgorszej, śmierdzącej części miasta. Pieniądze to tylko atut, coż, w takim rozumowaniu zmieniła moja podróż do Maroka? Koncerty Liszta wygrywane w Austrii i Włoszech? Zasadniczo niewiele, ale dostarczyły mi nowych doświadczeń, wrażeń. Mogłem spróbować owoców dostatku sprószonych afrykańskimi przyprawami, odkryłem tyle krajobrazów. Ileż nowych perspektyw, kolorów i kształtów mógłbyś stworzyć, gdybyś tylko zobaczył, to co ja? I możesz. Nikt cię nie zatrzymuje - przymrużył zielone oczy, cofając odrobinę głowę, aby móc spojrzeć na przyjaciela w całej okazałości.
- Zgnilizna świata potrafi być dobrą, acz bardzo niewyrozumiałą muzą, Desmond - dodał enigmatycznie, choć pospieszył z wyjaśnieniem, zdając sobie sprawę, że Malfoy potrzebuje bardziej bezpośrednich komunikatów - 'Smutek nieodmienny przez ciąg tylu miesięcy przygniata duszę z taką nieubłagalną i brutalną siłą, z jaką płyta kamienna przygniata mogiłę'*. Słowiański romantyzm ukazuje, że odnalezienie piękna, nawet w cierpieniu, potrafi być lukratywną czynnością, bo każdy je w jakiś sposób odczuwa. Ludzie lgną do sztuki, która z nimi rezonuje - dotykał w swej wypowiedzi wielu tematów, bo czuł, że dyskusja jaką prowadzą jest rozłożona na przeróżnych połaciach życia.
- Lubisz swoją pracę, tak mi się wydawało? Przyjemnie jest Ci się skupić nad tymi mądrymi i trudnymi obliczeniami. Do twarzy Ci przy biurku, nad pergaminem, z lekko zmarszczonymi brwiami. Przy sztaludze wyglądasz inaczej, ale obydwie te sytuacje i czynności składają się na ciebie. Jakbyś nie opuścił domu aż do śmierci, to co z tych rzeczy byś zrobił? Daj sobie trochę przestrzeni na wolność wyboru, bo definitywnie ją masz - chciałby teraz pogładzić go po policzku, odgarnąć blond kosmyki za ucho, acz się powstrzymał.
Podał mu marynarkę, a swoją własną, w miarę możliwości poprawił, aby zasłoniła ramiona.
- Choć. Musimy się pożegnać z weselnikami. Później zabierzesz nas do mnie. Usiądziesz w swoim fotelu i pokażę Ci, co przywiozłem z Maroka - zdecydował się zagrać pierwsze skrzypce w tej czynności i, zanim wyszli ze strychu, wysmyknął swą dłoń z uścisku, czując na skórze tęsknotę, chęć uścisku, nawet chwili urywanej brutalności.
Koniec sesji
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Spoiler