17.01.2023, 00:47 ✶
Victoria wybierająca akurat Nocturn na napicie się, tak dla rozluźnienia. To było naprawdę zabawne wyobrażenie. Takie, które do niej nie pasowało na tyle, na ile ją poznał. Uśmiechnął się pod nosem na wizję wyluzowanej pani auror, która z pełną godnością pije piwo karmelowe.
– Ja się ogólnie lubię… włóczyć. - I chodzić takimi trasami, gdzie można było zniknąć i się zagubić. - Nocturn to niekoniecznie mój wybór, żeby się, hm… odprężyć. - Prychnął. To pełno brutalności i przestępstwa miejsce było jak ścieki. Nikt ich nie lubił, ale by potrzebne. Inaczej gówno rozlałoby się po całym mieście.
– No padnij na zatrucie babeczkami. Ale będzie grawer na grobowcu. - w wolnym tłumaczeniu: życzył jej smacznego. Patrzył jak je rozpakowuje i jak amcia - chyba się udało. W sensie wypiek. Sprawiło jej to ewidentną radość. - Nie wyglądało na takie trudne, co? - Kiwnął głową na babeczki. - Zrobienie ich, mam na myśli. - I sam sięgnął po jedną z nich i odwinął papierek, żeby się w nią wgryźć. - Yyyym! Pycha! - Pochwalił i spojrzał na nią tak, jakby poznał ją kompletnie na nowo i teraz, pod wpływem tych babeczek, kompletnie zmienił się jego pogląd na niego. Klęknął ją lekko w plecy, po kumpelsku, jak damy klepać nie należy. - Dobra robota, bejbe. - Nie była to krew, której smak i akt picia był teraz jak seksualne doznanie, ale był absolutnie zachwycony tym smakiem. Czy to dlatego, że ogólnie dawno nie jadł żadnych łakoci?
– Masz rację. - Chociaż to był żart, to Sauriel całkiem żałował, że go nikt tu nie pochowa. Bo nie mogli, proste. To był w końcu park. Nawet nie był pewien, czy w ogóle ktokolwiek go pochowa gdziekolwiek. Cyz będzie co chować. Tak jak pałaszował w najlepsze babeczkę, tak zwolnił i przestał, kiedy zadała swoje pytanie. - Hmm… oprócz tego, że mnie spopieli żywcem to nie jest takie złe. - Pokazał kły we wrednym uśmiechu. - No można, w ostateczności czasami tak próbuje przemykać, jeśli jest duża potrzeba. Ciężko to opisać, ale… towarzyszy temu takie uczucie jakby coś ci się wwiercało w czachę. Jakbyś się pocił, a nie możesz. Generalnie cały ty chcesz spierdalać, ale musisz sobie mówić: git gut.
– Ja się ogólnie lubię… włóczyć. - I chodzić takimi trasami, gdzie można było zniknąć i się zagubić. - Nocturn to niekoniecznie mój wybór, żeby się, hm… odprężyć. - Prychnął. To pełno brutalności i przestępstwa miejsce było jak ścieki. Nikt ich nie lubił, ale by potrzebne. Inaczej gówno rozlałoby się po całym mieście.
– No padnij na zatrucie babeczkami. Ale będzie grawer na grobowcu. - w wolnym tłumaczeniu: życzył jej smacznego. Patrzył jak je rozpakowuje i jak amcia - chyba się udało. W sensie wypiek. Sprawiło jej to ewidentną radość. - Nie wyglądało na takie trudne, co? - Kiwnął głową na babeczki. - Zrobienie ich, mam na myśli. - I sam sięgnął po jedną z nich i odwinął papierek, żeby się w nią wgryźć. - Yyyym! Pycha! - Pochwalił i spojrzał na nią tak, jakby poznał ją kompletnie na nowo i teraz, pod wpływem tych babeczek, kompletnie zmienił się jego pogląd na niego. Klęknął ją lekko w plecy, po kumpelsku, jak damy klepać nie należy. - Dobra robota, bejbe. - Nie była to krew, której smak i akt picia był teraz jak seksualne doznanie, ale był absolutnie zachwycony tym smakiem. Czy to dlatego, że ogólnie dawno nie jadł żadnych łakoci?
– Masz rację. - Chociaż to był żart, to Sauriel całkiem żałował, że go nikt tu nie pochowa. Bo nie mogli, proste. To był w końcu park. Nawet nie był pewien, czy w ogóle ktokolwiek go pochowa gdziekolwiek. Cyz będzie co chować. Tak jak pałaszował w najlepsze babeczkę, tak zwolnił i przestał, kiedy zadała swoje pytanie. - Hmm… oprócz tego, że mnie spopieli żywcem to nie jest takie złe. - Pokazał kły we wrednym uśmiechu. - No można, w ostateczności czasami tak próbuje przemykać, jeśli jest duża potrzeba. Ciężko to opisać, ale… towarzyszy temu takie uczucie jakby coś ci się wwiercało w czachę. Jakbyś się pocił, a nie możesz. Generalnie cały ty chcesz spierdalać, ale musisz sobie mówić: git gut.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.