24.09.2024, 09:49 ✶
- Gdyby pan nie mógł, to by mnie tu nie było, prawda? - odpowiedziała nieco zaczepnie, ale absolutnie nie agresywnie. Styl wypowiedzi Faye był tak samo swobodny, jak jej ubiór. W jej tonie głosu nie było ani grama złości, a pomimo tego że wyglądała na te swoje dwadzieścia coś lat, to biła od niej jakaś taka dziecięca frywola. Tak, swoboda to było zdecydowanie najlepsze określenie dla tej kobiety. Swoboda i nieskrępowanie konwenansami, które fruwały między ludźmi i zmuszały ich do przybierania masek oraz gry pozorów. Dla Faye istniała jedna maska: jej samej. Nie musiała udawać kogoś, kim nie jest, nawet nie była pewna czy byłaby w stanie to robić. Aktorką była bowiem beznadziejną, co objawiło się u niej już w magiprzedszkolu, gdy wypieprzyli ją z jasełek organizowanych z okazji Yule. Dostała wtedy zaszczytną rolę drzewa, której i tak nie podołała, bo szumiała tak energicznie, że nie pozwalała innym małym aktorom się skupić na swoich kwestiach.
Kilka gibkich kroków i Traversówna już znalazła się przy ladzie, rzucając okiem na filiżankę. Miała dobry węch, dlatego zmarszczyła nos, wyczuwając egzotyczne nuty w herbacie. Ona sama nie była wielką koneserką tego napoju, tyle co potrafiła zaparzyć susz zgodnie z tym, co ktoś napisał na etykiecie. Ale zdecydowanie potrafiła docenić gamę smaków i woni, przebijającą się ponad cierpką woń liści.
- To truskawka? - zapytała, zaciągając się zapachem, na ten ułamek sekundy skupiając się całkowicie na zapachu. Wbrew jednak być może pewnym oczekiwaniom nie nachyliła się nad filiżanką a tym bardziej nie sięgnęła po nią, bo pomimo całej swojej niewinności i naiwności kobieta odebrała całkiem solidne wykształcenie i dobrze rozumiała szeroko pojęte dobre maniery. Miast tego przeskoczyła wzrokiem do sylwetki mężczyzny. Jej tęczówki miały barwę ciepłego brązu, a z oczu biło coś, co śmiało można było określić mianem "sympatyczności". - Czy byłby pan w stanie zidentyfikować pewien przedmiot? Znalazłam coś w lesie i nie jestem pewna, czy jest warta zachodu kogokolwiek, czy jest po prostu... Ładna.
Zaczęła, sięgając do jednej z wielu głębokich kieszeni szortów. Zawiniątko udało jej się znaleźć stosunkowo szybko. Niewielki woreczek, który położyła na ladzie i przesunęła w stronę Asmodeusa. Z pozoru niczym się nie wyróżniał, lecz gdy mężczyzna tylko rozwinął materiał, jego oczom mógł okazać się złoty łańcuszek z wisiorkiem. Łańcuszek był owszem, dobrej próby złotniczej. Wyglądał na solidny i drogi, chociaż jak to w przypadku złota bywało: wystarczył mocniejszy ruch, by zerwać maleńkie ogniwa. To jednak wisiorek przykuwał uwagę, bo w złocie osadzony był kamień. Doskonale oszlifowany, stosunkowo niewielki lecz piękny. Połyskiwał krwistą czerwienią i mienił się pod wpływem wpadającego do sklepu światła. Wyjątkowo ładny okaz rubinu.
- Nie znam się na kamieniach ani złocie, nie wiem czy to jest prawdziwe, czy to jakieś barwione szkiełko - powiedziała Faye, wzruszając ramionami. Nie mówiła na razie gdzie to znalazła, nie wyglądała też jakby od tej informacji zależało jej życie. Zastanawiający był jednak fakt, że znalazła coś takiego w lesie. Takich rzeczy raczej nie widywano w lasach. Zwłaszcza że łańcuszek był nieuszkodzony, więc ryzyko że ktoś zgubił błyskotkę, było znikome.
Kilka gibkich kroków i Traversówna już znalazła się przy ladzie, rzucając okiem na filiżankę. Miała dobry węch, dlatego zmarszczyła nos, wyczuwając egzotyczne nuty w herbacie. Ona sama nie była wielką koneserką tego napoju, tyle co potrafiła zaparzyć susz zgodnie z tym, co ktoś napisał na etykiecie. Ale zdecydowanie potrafiła docenić gamę smaków i woni, przebijającą się ponad cierpką woń liści.
- To truskawka? - zapytała, zaciągając się zapachem, na ten ułamek sekundy skupiając się całkowicie na zapachu. Wbrew jednak być może pewnym oczekiwaniom nie nachyliła się nad filiżanką a tym bardziej nie sięgnęła po nią, bo pomimo całej swojej niewinności i naiwności kobieta odebrała całkiem solidne wykształcenie i dobrze rozumiała szeroko pojęte dobre maniery. Miast tego przeskoczyła wzrokiem do sylwetki mężczyzny. Jej tęczówki miały barwę ciepłego brązu, a z oczu biło coś, co śmiało można było określić mianem "sympatyczności". - Czy byłby pan w stanie zidentyfikować pewien przedmiot? Znalazłam coś w lesie i nie jestem pewna, czy jest warta zachodu kogokolwiek, czy jest po prostu... Ładna.
Zaczęła, sięgając do jednej z wielu głębokich kieszeni szortów. Zawiniątko udało jej się znaleźć stosunkowo szybko. Niewielki woreczek, który położyła na ladzie i przesunęła w stronę Asmodeusa. Z pozoru niczym się nie wyróżniał, lecz gdy mężczyzna tylko rozwinął materiał, jego oczom mógł okazać się złoty łańcuszek z wisiorkiem. Łańcuszek był owszem, dobrej próby złotniczej. Wyglądał na solidny i drogi, chociaż jak to w przypadku złota bywało: wystarczył mocniejszy ruch, by zerwać maleńkie ogniwa. To jednak wisiorek przykuwał uwagę, bo w złocie osadzony był kamień. Doskonale oszlifowany, stosunkowo niewielki lecz piękny. Połyskiwał krwistą czerwienią i mienił się pod wpływem wpadającego do sklepu światła. Wyjątkowo ładny okaz rubinu.
- Nie znam się na kamieniach ani złocie, nie wiem czy to jest prawdziwe, czy to jakieś barwione szkiełko - powiedziała Faye, wzruszając ramionami. Nie mówiła na razie gdzie to znalazła, nie wyglądała też jakby od tej informacji zależało jej życie. Zastanawiający był jednak fakt, że znalazła coś takiego w lesie. Takich rzeczy raczej nie widywano w lasach. Zwłaszcza że łańcuszek był nieuszkodzony, więc ryzyko że ktoś zgubił błyskotkę, było znikome.