24.09.2024, 19:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2024, 20:14 przez Anthony Shafiq.)
Południowe Stragany
Mulciber Moonshine>Koło do losów
Mulciber Moonshine>Koło do losów
Powstrzymał się przed wywróceniem oczyma na fakt, że Jonathan znów przywołał ten konkurs, jakby chciał wychwalaniem Anthony'ego pod niebiosa zmyć własny blamaż. Czy trafił choć raz do celu? Czy jego atrybutem spośród jeźdźców nie był oprócz korony łuk? Wspominanie tego incydentu zdawało się też Anthony'emu coraz bardziej szydzeniem, choć to może kwaśna mina Erika, może pospieszne zejście ze sceny, rozstanie się w biegu. Może wciąż przemawiała przez niego niepewność ostatnich dni, niezrozumienie w jakim obecnie znajduje się układzie z tym, z którym na tej scenie występował. Może...
Nie było czasu na tak wzmożoną introspekcję, pewnie wieczorem zasiądzie przy kominku nad pamiętnikami, wyrzuci to wszystko z głowy i z serca, znajdzie odpocznienie dla rozszalałych uczuć, które zaiste przeszkadzały mu pracować! Gdy już zganił się w myślach odpowiedział gładko, chcąc mile połechtać braci:
– Ćwiczyłem potajemnie, zainspirowany Waszym entuzjazmem każdorazowo gdy Odyseusz jednym strzałem kładł pokotem wszystkich zalotników nadobnej Penelopy. Bardzo żałuję, że nie patrzyliście wtedy w kierunku sceny. Z pewnością jeszcze kiedyś będzie okazja – dodał polubownie, wiedząc że udusi Jonathana gołymi rękami jeśli ten kiedykolwiek zgłosi go do konkursu publicznego bez jego wyraźnej zgody na taki manewr.
Oto jednak byli już przy stoisku piegowatego rudzielca, który zapewne sprawiał, że kilka pokoleń Mulciberów przewracało się w grobach, skoro z taką łatwością można było pomylić kwiat podupadłej, wciąż jednak czystokrwistej familii z latoroślą Weasleay'ów. Młodzież zdawała się być mocno spięta podczas obsługi, nie wnikał w to za bardzo, być może od Lorien następnego dnia usłyszy co też dzieje się wewnątrz tej najmniejszej społecznej komórki. Wychylił kieliszek, nie dając po sobie znów poznać obaw, czy aby na pewno nie wpłynie to drastycznie na jego zachowanie. Ostatecznie był jednak obok Jonathan, który mógł go korygować, gdyby coś poszło bardzo nie tak...
Nie było czasu na tak wzmożoną introspekcję, pewnie wieczorem zasiądzie przy kominku nad pamiętnikami, wyrzuci to wszystko z głowy i z serca, znajdzie odpocznienie dla rozszalałych uczuć, które zaiste przeszkadzały mu pracować! Gdy już zganił się w myślach odpowiedział gładko, chcąc mile połechtać braci:
– Ćwiczyłem potajemnie, zainspirowany Waszym entuzjazmem każdorazowo gdy Odyseusz jednym strzałem kładł pokotem wszystkich zalotników nadobnej Penelopy. Bardzo żałuję, że nie patrzyliście wtedy w kierunku sceny. Z pewnością jeszcze kiedyś będzie okazja – dodał polubownie, wiedząc że udusi Jonathana gołymi rękami jeśli ten kiedykolwiek zgłosi go do konkursu publicznego bez jego wyraźnej zgody na taki manewr.
Oto jednak byli już przy stoisku piegowatego rudzielca, który zapewne sprawiał, że kilka pokoleń Mulciberów przewracało się w grobach, skoro z taką łatwością można było pomylić kwiat podupadłej, wciąż jednak czystokrwistej familii z latoroślą Weasleay'ów. Młodzież zdawała się być mocno spięta podczas obsługi, nie wnikał w to za bardzo, być może od Lorien następnego dnia usłyszy co też dzieje się wewnątrz tej najmniejszej społecznej komórki. Wychylił kieliszek, nie dając po sobie znów poznać obaw, czy aby na pewno nie wpłynie to drastycznie na jego zachowanie. Ostatecznie był jednak obok Jonathan, który mógł go korygować, gdyby coś poszło bardzo nie tak...
Rzut Emocje 1d25 - 25
Papier (Skupienie)
Papier (Skupienie)
Tymczasem z wielkim zaskoczeniem odkrył, że myśl mu się rozjaśniła, a myśli pod wpływem lekko umagicznionego bimbru doprawionego miodem i cytryną rozjaśniły się, roztaczając przed nim bynajmniej nie kołtuny zwątpień, ale prostą ścieżkę mknącą w kierunku słodkości Nory, gdzie powinna na nich czekać drobna sylwetka czarownicy, której winien poświęcić i dziś zdecydowanie więcej uwagi, po nieporozumieniu przy poprzednich straganach. Odetchnął i z uśmiechem pożegnał oba stanowiska Mulciberów, by ruszyć na powrót ku scenie. Jeszcze tylko zatrzymali się przy kole. Myśl biegła gładko.
– Masz jeszcze jakieś losy? To ostatnia szansa, chciałbym stąd na jakiś czas czmychnąć. Tłum męczy mnie. – przyznał szeroko się uśmiechając, jakby był zachwycony swoją obecnością tutaj. Plebs raczej nie wychwyciłby sensu bełkotu żabojadów, a on nie zamierzał być nieszczery wobec przyjaciela. Po chwili spojrzał na niego unosząc z lekkim rozbawieniem pojedynczą brew. – Z drugiej strony... jak za starych dobrych czasów, nie sądzisz druhu? To Tobie w sumie powinienem oddać balonika z dzikiem w imię tych wszystkich królików, którymi mnie obsypywałeś w wesołych miasteczkach. – Oh Jonathan tak uwielbiał się popisywać, tak uwielbiał zabiegać o to, by jego smutny, pobladły krukon się uśmiechnął, by chociaż spróbował zagrać w kule, albo prymitywnie jak idiota odpowiednio skalibrowaną leviosą uderzać w miernik. Kto wyżej, kto lepiej... jakież było to gryfońskie. Czy był jednak ktoś, kto wiedział lepiej co przywoła uśmiech na twarzy Shafiqa? Szczerze wątpił.
– Masz jeszcze jakieś losy? To ostatnia szansa, chciałbym stąd na jakiś czas czmychnąć. Tłum męczy mnie. – przyznał szeroko się uśmiechając, jakby był zachwycony swoją obecnością tutaj. Plebs raczej nie wychwyciłby sensu bełkotu żabojadów, a on nie zamierzał być nieszczery wobec przyjaciela. Po chwili spojrzał na niego unosząc z lekkim rozbawieniem pojedynczą brew. – Z drugiej strony... jak za starych dobrych czasów, nie sądzisz druhu? To Tobie w sumie powinienem oddać balonika z dzikiem w imię tych wszystkich królików, którymi mnie obsypywałeś w wesołych miasteczkach. – Oh Jonathan tak uwielbiał się popisywać, tak uwielbiał zabiegać o to, by jego smutny, pobladły krukon się uśmiechnął, by chociaż spróbował zagrać w kule, albo prymitywnie jak idiota odpowiednio skalibrowaną leviosą uderzać w miernik. Kto wyżej, kto lepiej... jakież było to gryfońskie. Czy był jednak ktoś, kto wiedział lepiej co przywoła uśmiech na twarzy Shafiqa? Szczerze wątpił.