25.09.2024, 13:02 ✶
— Znany — przytaknął. — W Hogwarcie uczą numerologii z jego książki. — A to był dopiero początek listy osiągnięć Dolohova, którą Peregrin znał na pamięć. Nie zawracał sobie jednak głowy wykładaniem jej w tamtym momencie.
Podobnie jak nie skomentował prośby o dodatki do kawy, które po prostu pojawiły się wkrótce w ślad za kubkiem — mleko w małym dzbanku i cukiernica. Trelawney nie słynął z ciągot do small-talku, więc za odpowiedź musiało wystarczyć Charlesowi oszczędne skinięcie głową. W temacie kawy wróżbita stał skądinąd po drugiej stronie barykady: kawy mleczne i słodkie były ostatecznością. Już nie wspominając, że czarną przygotowywało się o połowę krócej.
Wielkie serce Annaleigh Dolohov było dla Peregrina oczywiście niczym więcej jak kpiną. W ostatnich miesiącach kobieta utorowała sobie drogę do ścisłej czołówki osób, o których miał jak najgorsze zdanie i najchętniej nigdy więcej nie oglądałby jej na oczy. Na nieszczęście wszystkich bywalców Praw Czasu, nie było to możliwe, a teraz dodatkowo skomplikowało się przybyciem osób z zewnątrz, Mulciberem i Scyllą, przed którymi będą nieustannie musieli udawać, że wszystko jest tu w porządku.
Reakcje Charlesa, o ile szczere, były natomiast… pocieszne. Obserwując gorliwość, z jaką ten zaklinał się, że nie pozwoli dziennikarzom tknąć Dolohovów, wróżbita nie mógł powstrzymać krótkiego wybuchu śmiechu. Aż zakrztusił się delikatnie dymem, a rozbawienie załagodziło rysy twarzy, do tej pory zastygłej w obojętnym, niedosięgnionym wyrazie.
— Obawiam się, że nie masz władzy nad tym, co ludzie będą mówić. — Wgniótł niedopałek w popielniczkę. — Czytałem to, w całości. Pociągnie się za tobą chwilę, ale o ile zrezygnujesz ze sprzedawania tego, ludzie zapomną. Bo nie będziesz już tego sprzedawał, prawda? W wywiadzie nie padło to wprost. — Rozświetlone chwilowym, serdecznym rozbawieniem oczy na powrót stały się bystre i chłodne.
Było to całkiem ujmujące, że Charles chciał ich chronić, lecz wieści rozchodziły się szybko. Niedługo będzie wiedzą powszechną, że Mulciber pracuje u boku Dolohovej. Peregrinus wciąż pamiętał, jak Vakel zareagował na to, że jego nazwisko mogłoby być drukowane w tej samej gazecie co wzmianki o kontrowersyjnych świeczkach. Trudno oczekiwać, że ucieszy go obecność ich twórcy w jego kamienicy.
— Podejrzewam, że więcej się dowiesz, pytając o to samego wuja. Podał się za asystenta Dolohova. W ramach żartu, chciałbym wierzyć. — I chciałby móc się przekonać do zredukowania Alexandra do zwykłego idioty, jak zdaje się, myślał o nim Vakel, lecz nie potrafił. Z pewnością natomiast był to osobnik nieco… nietypowy. I być może przystojniejszy, nie jemu to oceniać. — Mniej więcej — odpowiedział bez przekonania na sugestię, że będą pełnić podobne role. Peregrinus nie był przecież jakimś byle czeladnikiem. Wątpił, aby Annaleigh obdarzyła Charlesa taką niezależnością i odpowiedzialnością, jaką wróżbita miał u jej męża, ale nie zależało mu szczególnie na tym, aby się spierać i prześcigać w kompetencjach. — Co dokładnie będziesz robił?
Nie zgasił wprost nadziei chłopaka na przyjaźń, ale w tę również mocno powątpiewał. Nie żeby Peregrinus był wybitnie antypatyczny w obyciu, bo nie był, aby unikać robienia sobie niepotrzebnych wrogów. Nie garnął się jednak do ludzi i rzadko angażował w rozwijanie towarzyskich relacji.
Podobnie jak nie skomentował prośby o dodatki do kawy, które po prostu pojawiły się wkrótce w ślad za kubkiem — mleko w małym dzbanku i cukiernica. Trelawney nie słynął z ciągot do small-talku, więc za odpowiedź musiało wystarczyć Charlesowi oszczędne skinięcie głową. W temacie kawy wróżbita stał skądinąd po drugiej stronie barykady: kawy mleczne i słodkie były ostatecznością. Już nie wspominając, że czarną przygotowywało się o połowę krócej.
Wielkie serce Annaleigh Dolohov było dla Peregrina oczywiście niczym więcej jak kpiną. W ostatnich miesiącach kobieta utorowała sobie drogę do ścisłej czołówki osób, o których miał jak najgorsze zdanie i najchętniej nigdy więcej nie oglądałby jej na oczy. Na nieszczęście wszystkich bywalców Praw Czasu, nie było to możliwe, a teraz dodatkowo skomplikowało się przybyciem osób z zewnątrz, Mulciberem i Scyllą, przed którymi będą nieustannie musieli udawać, że wszystko jest tu w porządku.
Reakcje Charlesa, o ile szczere, były natomiast… pocieszne. Obserwując gorliwość, z jaką ten zaklinał się, że nie pozwoli dziennikarzom tknąć Dolohovów, wróżbita nie mógł powstrzymać krótkiego wybuchu śmiechu. Aż zakrztusił się delikatnie dymem, a rozbawienie załagodziło rysy twarzy, do tej pory zastygłej w obojętnym, niedosięgnionym wyrazie.
— Obawiam się, że nie masz władzy nad tym, co ludzie będą mówić. — Wgniótł niedopałek w popielniczkę. — Czytałem to, w całości. Pociągnie się za tobą chwilę, ale o ile zrezygnujesz ze sprzedawania tego, ludzie zapomną. Bo nie będziesz już tego sprzedawał, prawda? W wywiadzie nie padło to wprost. — Rozświetlone chwilowym, serdecznym rozbawieniem oczy na powrót stały się bystre i chłodne.
Było to całkiem ujmujące, że Charles chciał ich chronić, lecz wieści rozchodziły się szybko. Niedługo będzie wiedzą powszechną, że Mulciber pracuje u boku Dolohovej. Peregrinus wciąż pamiętał, jak Vakel zareagował na to, że jego nazwisko mogłoby być drukowane w tej samej gazecie co wzmianki o kontrowersyjnych świeczkach. Trudno oczekiwać, że ucieszy go obecność ich twórcy w jego kamienicy.
— Podejrzewam, że więcej się dowiesz, pytając o to samego wuja. Podał się za asystenta Dolohova. W ramach żartu, chciałbym wierzyć. — I chciałby móc się przekonać do zredukowania Alexandra do zwykłego idioty, jak zdaje się, myślał o nim Vakel, lecz nie potrafił. Z pewnością natomiast był to osobnik nieco… nietypowy. I być może przystojniejszy, nie jemu to oceniać. — Mniej więcej — odpowiedział bez przekonania na sugestię, że będą pełnić podobne role. Peregrinus nie był przecież jakimś byle czeladnikiem. Wątpił, aby Annaleigh obdarzyła Charlesa taką niezależnością i odpowiedzialnością, jaką wróżbita miał u jej męża, ale nie zależało mu szczególnie na tym, aby się spierać i prześcigać w kompetencjach. — Co dokładnie będziesz robił?
Nie zgasił wprost nadziei chłopaka na przyjaźń, ale w tę również mocno powątpiewał. Nie żeby Peregrinus był wybitnie antypatyczny w obyciu, bo nie był, aby unikać robienia sobie niepotrzebnych wrogów. Nie garnął się jednak do ludzi i rzadko angażował w rozwijanie towarzyskich relacji.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie