Tak, to był właśnie ten dziwny moment, kiedy zadajesz pytanie, ale zadając je znasz na nie odpowiedź, więc w zasadzie od razu kontynuujesz, ale druga osoba nie orientuje się, że to nastąpi, zadaje pytanie i wasze zdania nachodzą na siebie. Nie lubił tych momentów, kiedy zwracał na nie uwagę, bo nie wiedział, czy ma wtedy kontynuować, czy jednak dać sobie spokój. To jest - w większości przypadków dawał sobie spokój, albo uderzał kogoś w ryj, żeby się zamknął. W przypadku Victorii to trochę inna bajka. Więc ona zadała swoje pytanie i znów - on kontynuował, bo zrozumiał przecież, o co chodzi, bez jej wyjaśnień, ale ona chciała wyjaśnić swoje pytanie i... Sauriel odetchnąłby, gdyby tylko jego ciało czuło potrzebę regulacji oddechu, więc zamiast tego zrobił tylko swoją grumpy minę czekając, aż skończy, zanim sam ponowił swą jakże "pasjonującą" odpowiedź. Nie była pasjonująca w jego mniemaniu. Nie miał zbyt szerokiego pola do popisu, albo raczej - nie chciał tego szerokiego pola tworzyć. Sieć odpowiedzi nie byłaby dla Victorii satysfakcjonująca, chociaż może właśnie powinien był tę satysfakcję zbijać, żeby miała więcej świadomości z tym, z kim się zadawała i do kogo robiła swoje maślane oczka. Była wielce zakochana, jak ten kiciuś łażący za właścicielem. Bezdomny kiciuś, którego przygarnąłeś. Nie zamierzał jej w tym jednak uświadamiać i nie zamierzał czekać na konsekwencje tego uświadamiania. Było mu dobrze dokładnie tak, jak teraz. W tym małym kącie pomiędzy dwoma różnymi światami, z których żaden do siebie wzajem nie pasował. Pośrodku było jednak idealnie. Tam, gdzie wygładzane były krawędzie i nie sięgały krzyki.
- Kochanie, ludzie to chodzące steki. Ja wiem, że niektórzy płaczą nad biednymi krówkami, ale ja nie jestem jedną z tych osób. - Wargi drgnęły mu w uśmieszku, kiedy przesunął dłonią po jej głowie, burząc fryzurę, której i tak nie miała. Cóż, teraz były zburzone jeszcze bardziej. A Sauriel nie był świadomy tego, jak to trudno było później rozczesać.
- Nie ciekawym? - Zapytał z rozbawieniem, unosząc brwi i zerkając na nią z nutą niedowierzenia. - No jak to nie jest ciekawe, to nie wiem, kurwa... magnetowidy są. - Tak, był świadom tego, że Victoria nie miała pojęcia, czym jest magnetowid. - Masz szczęście, że miałem chwilę wolnego. Albo chwilę-nudzę-się. - W lipcu miał tego wolnego całkiem sporo, bo zajmował się profesjonalnie nic-nie-robieniem i większość nocy była wypełniona pustkami. Sam sobie tego życzył. Pora się było jednak trochę rozruszać, bo widok sufitu własnego pokoju, nawet jeśli miły, przestał być już atrakcyjny. - Trzeba rozluźnić kija w dupie, praca też może być dobrą zabawą. - Klepnął ją w udo z plaśnięciem i wrednym uśmieszkiem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.