17.01.2023, 07:09 ✶
Pokręcił trochę głową na boki, ale nie dlatego, że nie chciał jej na pytanie odpowiadać, tylko się zastanowił. No właściwie… jaki JEST jego wybór? Teraz uciec można było tylko w nocy, nocą zaś nie ważne, dokąd się udałeś, wszędzie było pusto.
- W nocy wszędzie jest pusto, więc… - wzruszył ramionami, ale chociaż uciął, to kontynuował, po prostu zmienił to, co chciał powiedzieć. - Tower Bridge. To miejsce. Katedra świętego Pawła. - Wymienił kilka z takich popularnych i tych, które przyszły mu do głowy jako pierwsze. - Ale to dlatego, że nocą są puste. - Bo to miało znaczenie. Bardzo dużo znaczenia. Chodziło o to, żeby być samemu. Żeby nikt niczego od ciebie nie chciał i nie zawracał ci dupy.
- Nie widać? Uszy mi się nie trzęsą od wcinania? - Dla odpowiedniego efektu wziął dużego gryza i sprawdził dłonią swoje uszy. Najpierw ruszający się nos, teraz latające uszy… jak tak dalej pójdzie to zostanie wampirem-cyrkiem i to bez najmniejszego wysilania się. - Mogę jeść. Tylko potem zbiera mi się na rzyganie, więc wolę nie. I to nie dlatego, że wampiry NIE MOGĄ JEŚĆ. Możemy całkowicie normalnie. - Kwestia tego, że nie potrzebowali. A u Sauriela blokada psychiczna. Prawie jak u anorektyczki. W zasadzie to było całkiem dobre porównanie syndromu.
- Wiem, tak jak mi trudno to opisać. Instynkt przetrwania, tyle. - I paradoks, bo Sauriel nie bał się śmierci, a chociaż aktywnie do niej nie dążył to myślał o tym, żeby to zmienić. Ten brak aktywności w tym, żeby zdechnąć. Zmiął papierek w rękach i oblizał się z zadowoleniem. - Ja pierdole, muszę dbać o swój imidż, a nie popylać z parasoleczką w moich jakże DELIKATNYCH rąsiach. - Prychnął ze śmiechu, kiedy sobie to wyobraził. - Ale czasami muszę. I nie chcę nawet sobie wyobrażać, jak to komicnzie wygląda.
- W nocy wszędzie jest pusto, więc… - wzruszył ramionami, ale chociaż uciął, to kontynuował, po prostu zmienił to, co chciał powiedzieć. - Tower Bridge. To miejsce. Katedra świętego Pawła. - Wymienił kilka z takich popularnych i tych, które przyszły mu do głowy jako pierwsze. - Ale to dlatego, że nocą są puste. - Bo to miało znaczenie. Bardzo dużo znaczenia. Chodziło o to, żeby być samemu. Żeby nikt niczego od ciebie nie chciał i nie zawracał ci dupy.
- Nie widać? Uszy mi się nie trzęsą od wcinania? - Dla odpowiedniego efektu wziął dużego gryza i sprawdził dłonią swoje uszy. Najpierw ruszający się nos, teraz latające uszy… jak tak dalej pójdzie to zostanie wampirem-cyrkiem i to bez najmniejszego wysilania się. - Mogę jeść. Tylko potem zbiera mi się na rzyganie, więc wolę nie. I to nie dlatego, że wampiry NIE MOGĄ JEŚĆ. Możemy całkowicie normalnie. - Kwestia tego, że nie potrzebowali. A u Sauriela blokada psychiczna. Prawie jak u anorektyczki. W zasadzie to było całkiem dobre porównanie syndromu.
- Wiem, tak jak mi trudno to opisać. Instynkt przetrwania, tyle. - I paradoks, bo Sauriel nie bał się śmierci, a chociaż aktywnie do niej nie dążył to myślał o tym, żeby to zmienić. Ten brak aktywności w tym, żeby zdechnąć. Zmiął papierek w rękach i oblizał się z zadowoleniem. - Ja pierdole, muszę dbać o swój imidż, a nie popylać z parasoleczką w moich jakże DELIKATNYCH rąsiach. - Prychnął ze śmiechu, kiedy sobie to wyobraził. - Ale czasami muszę. I nie chcę nawet sobie wyobrażać, jak to komicnzie wygląda.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.