Kiedy miał do wyboru brutalną prawdę, albo ładną ściemę - wybierał brutalną prawdę. Szczególnie, kiedy ktoś do niego przychodził o nią prosić. Czy prosił o nią Astaroth? W zasadzie nie do końca - dopowiedział więc sobie sam. Upewnianie w tym, że tak tak, będzie dobrze i fajnie, że to minie, zostawiał dla osób, które tańczyły wokół Yaxleya i zależało im na nim jak i na relacji z nim. Sauriel nie był ani jednym, ani drugim. To znaczy w jakimś stopniu tę relację otworzył, bo gdyby był zupełnie obojętny to tego czasu by nie poświęcił, ale chyba rozumiecie przesuwanie tutaj skali.
- Nie graj upartego dupka i weź na poważnie to, że zdechłeś. - Podparł się dłonią o blat za swoimi plecami - ten, na którym stał gramofon. Głos Joplin zaraz zabrzmiał między tymi czterema murami, Sauriel trochę go przyciszył. - Jak nie zaakceptujesz tego, że zmieniła ci się dieta, to w końcu ci odbije. - Więc im szybciej z tym przejdzie do porządku dziennego tym będzie lepiej dla wszystkich. Wszystkich dookoła niego. Nie musiał kroczyć ścieżką zepsucia, którą sobie spacerował z pełnym zamiłowaniem Sauriel, na szczęście od jednego do drugiego była nadal daleka granica. - Niektórzy próbują żreć zwierzęta, ale to smakuje jak wyrzygane ściery. - Nie wiedział, czy Astaroth próbował, ale skoro istniała taka możliwość to zamierzał go o tym poinformować. Wiedział też, że da się zrobić sztuczny zamiennik za krew, ale ponieważ on nie był zamiennikiem całkowitym to nie zamierzał o tym mówić komuś, kto miał takie problemy z pożywianiem się. Jakby widział siebie przed paroma laty. Chociaż nie - z nim było jeszcze gorzej. Ćpał na potęgę, żeby tylko umorzyć pragnienie. Po tym "i jednocześnie" następowała cała ta kawalkada odczuć związanych z tym, czego pragnęła jego natura. - Ja i mój Stwórca nazywamy to "Bestią". To, co pragnie krwi. Mroczny element, który w tobie zostaje po nekromanckim przywróceniu do życia. Coś, co jest tobą i nie jest jednocześnie. Co głównie bazuje na instynkcie. - Niektórym to pomagało bardziej, innym mniej - to, że mogli oddzielić SIEBIE od tego ZWIERZĘCIA, który w nich zamieszkał. Ale zwał jak zwał, bo też wiedział, że są wampiry, które uważały, że to ty i tylko ty. Jakoś ciężko było znaleźć jeden głos w tym temacie.
- Nie, nie drażni. - Mi to sprawia przyjemność. - Każdy ma swój kink. Mi krew smakuje najlepiej, kiedy się boją. - Można pozostawić w niedopowiedzeniu i wyobraźni, czy to często wykorzystywał, czy też nie. Ale można też pytać. - Niektórzy lubią pić krew tylko ze śpiących, albo dobrowolnie oddających krew, żeby wyrzuty sumienia były mniejsze. Albo w ogóle traktują ludzi jak bydło. Jeszcze innych jara, jak ich ofiara uprawia seks, albo cierpi katusze. - Czy to zawsze chodziło o smak krwi to nawet nie wiedział, ale czasami i opakowanie robiło różnice. Sauriel nie lubił krwi brudasów i spoconych facetów z Podziemnych Ścieżek. Byli obrzydliwy. - Płacę dziwkom za oddawanie krwi. A jest i taka jebnięta, co sama mi płaci, żebym ją gryzł. - Tak jeśli chodzi o kinki. - Więc mam swoje... stado. - Jak to nazywał Joseph. - Albo pije krew tych, którzy mnie wkurwią. Niekoniecznie sobie żałuję.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.