17.01.2023, 11:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2023, 11:59 przez Fergus Ollivander.)
Frustrował się, gdy ktoś wymagał od niego wysiłku, choć sam często przekraczał granice komfortu innych ludzi. Ukrywanie się go przerastało i czuł w kościach, że w końcu się złamie, nawet jeśli dokona tego całkiem przypadkowo. Kłamstwo miało krótkie nogi i choć był w nim specjalistą, nie potrafił ukrywać swoich uczuć. Jeśli ktoś przyjrzał mu się dostatecznie dobrze, mógł dostrzec zmarszczkę między brwiami, gdy się złościł, drganie kącika ust, gdy próbował stłumić śmiech. Bywały jednak emocje, których nie mógł zatuszować, choćby się starał. Gdy się bal, drżały mu dłonie, gdy się wściekał, unosił mu się głos. Kiedy patrzył na Castiela, zwłaszcza teraz, gdy przestał się złościć, pozbycie się rozmarzonego spojrzenia było wręcz niemożliwe.
Świat był przeciwko nim od samego początku. Może więc jedynym wyjściem było spalić go w cholerę?
- A chociaż myślodsiewnię? - zapytał z nadzieją, myśląc o tym, czy z jej pomocą nie dałoby się pozbyć niektórych wspomnień na stałe. Tego bólu, strachu o własne życie i inną osobę. Był świadomy tego, że będzie miało to ogromny wpływ nie tylko na jego własną osobę, ale również na postrzeganie Castiela. Będą musieli nauczyć się ufać sobie na nowo.
- Naprawdę? - dopytał, wyraźnie zaskoczony. Najwyraźniej podświadomość sama podsuwała mu odpowiedzi na to, czego potrzebował. Wydawało się to zbyt proste, ale w gruncie rzeczy było jak z rzutem monety: uświadamiasz sobie, którego rozwiązania pragnąłeś w chwili, gdy wypadnie to drugie.
- Musisz się przyzwyczaić, to nie są najgłupsze z moich pomysłów - zażartował, chociaż Castiel mógł się już raczej przekonać, że Fergus był niespełna rozumu. Zwłaszcza w chwilach stresu czy przemęczenia. Nic dziwnego, że w lesie powstała historia meduzy podbijającej świat, skoro wcześniej walczyli z upierdliwymi stworzeniami, a później natrafili na kości jednorożca. Jakoś musiał sobie radzić z niepokojem spływającym mu zimnym potem po karku.
- Masz jacht, a kazałeś mi wiosłować? - jęknął z wyrzutem, wspominając palenie w mięśniach na następny dzień, gdy próbował otrząsnąć się po tamtych wydarzeniach i wysiłku. W żołądku obudziło mu się stado chochlików na myśl, że Castiel proponował mu randkę. Ale że taką prawdziwą, jak w tych durnych pismach dla czarownic, które czytał dla zabicia nudy?
Pozwolił się zaprowadzić do łóżka, choć niezbyt chętnie, bo gdy Castiel się od niego odsunął, zrobiło mu się na powrót nieprzyjemnie chłodno. Nie podobało mu się w tym szpitalu, chciał już wrócić do domu, a musiał spędzić tu jeszcze trochę czasu, tłumacząc się przyjaciołom i spowiadając uzdrowicielem. Jedna z medyczek aż nazbyt go przerażała swoją starannością i nieskalanym wyglądem. Zaczynał się przy niej wstydzić swojego niechlujstwa.
- Ale że tutaj? - zapytał w końcu, zaskoczony wizją zastąpienia koca. Chyba był już nazbyt wycieńczony, bo majaczył. Oczywiste, że nie położy się z nim w szpitalnej sali, to wręcz logiczne. - Zdajesz sobie sprawę, że nie zasnę, jak będziesz się na mnie gapił? - zauważył, ale przeciągające się ziewnięcie wyraźnie temu przeczyło.
Świat był przeciwko nim od samego początku. Może więc jedynym wyjściem było spalić go w cholerę?
- A chociaż myślodsiewnię? - zapytał z nadzieją, myśląc o tym, czy z jej pomocą nie dałoby się pozbyć niektórych wspomnień na stałe. Tego bólu, strachu o własne życie i inną osobę. Był świadomy tego, że będzie miało to ogromny wpływ nie tylko na jego własną osobę, ale również na postrzeganie Castiela. Będą musieli nauczyć się ufać sobie na nowo.
- Naprawdę? - dopytał, wyraźnie zaskoczony. Najwyraźniej podświadomość sama podsuwała mu odpowiedzi na to, czego potrzebował. Wydawało się to zbyt proste, ale w gruncie rzeczy było jak z rzutem monety: uświadamiasz sobie, którego rozwiązania pragnąłeś w chwili, gdy wypadnie to drugie.
- Musisz się przyzwyczaić, to nie są najgłupsze z moich pomysłów - zażartował, chociaż Castiel mógł się już raczej przekonać, że Fergus był niespełna rozumu. Zwłaszcza w chwilach stresu czy przemęczenia. Nic dziwnego, że w lesie powstała historia meduzy podbijającej świat, skoro wcześniej walczyli z upierdliwymi stworzeniami, a później natrafili na kości jednorożca. Jakoś musiał sobie radzić z niepokojem spływającym mu zimnym potem po karku.
- Masz jacht, a kazałeś mi wiosłować? - jęknął z wyrzutem, wspominając palenie w mięśniach na następny dzień, gdy próbował otrząsnąć się po tamtych wydarzeniach i wysiłku. W żołądku obudziło mu się stado chochlików na myśl, że Castiel proponował mu randkę. Ale że taką prawdziwą, jak w tych durnych pismach dla czarownic, które czytał dla zabicia nudy?
Pozwolił się zaprowadzić do łóżka, choć niezbyt chętnie, bo gdy Castiel się od niego odsunął, zrobiło mu się na powrót nieprzyjemnie chłodno. Nie podobało mu się w tym szpitalu, chciał już wrócić do domu, a musiał spędzić tu jeszcze trochę czasu, tłumacząc się przyjaciołom i spowiadając uzdrowicielem. Jedna z medyczek aż nazbyt go przerażała swoją starannością i nieskalanym wyglądem. Zaczynał się przy niej wstydzić swojego niechlujstwa.
- Ale że tutaj? - zapytał w końcu, zaskoczony wizją zastąpienia koca. Chyba był już nazbyt wycieńczony, bo majaczył. Oczywiste, że nie położy się z nim w szpitalnej sali, to wręcz logiczne. - Zdajesz sobie sprawę, że nie zasnę, jak będziesz się na mnie gapił? - zauważył, ale przeciągające się ziewnięcie wyraźnie temu przeczyło.
Koniec sesji