27.09.2024, 12:07 ✶
- Wygrałem ból pleców - nie zgodził się z nią.
Mógłby wzruszyć ramionami, ale potrzebował wpierw zażyć swoje eliksiry i rozprostować kości. Nie pierwszy raz spał na podłodze. To nie była żadna nowość. Natomiast te okoliczności? One były nowe i nie do końca wiedział jak ma się poruszać w tej sytuacji. Starał się być swobodny i wyluzowany, ale z tyłu głowy ciągle czuł obecność Yaxleyówny. W tak małym mieszkanku nie dało się mieć zbyt wiele prywatnego miejsca. Na jego szczęście postanowiła zostać pod kocem w łóżku.
Nie w takich okolicznościach spodziewał się, że tak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś go spytał o pierwsze skojarzenie z obudzeniem się z kobietą zajmującą jego łóżko, miałby jedną bezczelną odpowiedź. W dodatku zaraz potem zaprzeczyłby, że chciałby zostać z kimkolwiek na całą noc. Co tu dopiero mówić o jego następnych pytaniach i zachowaniu, jakby to wszystko było dla nich normalne.
- Goniłaś mnie do jedzenia a teraz nie zjesz ze mną śniadania? - podkreślił swoje oburzenie, bo nie odpowiedziała mu na ofertę tylko zajęła się paleniem papierosa.
Ambroise znał ten typ zachowania. Sam je uskuteczniał. Papierosy na śniadanie. Może szybka kawa. Nic więcej. Dlatego tym bardziej postanowił uprzeć się przed zaserwowaniem Geraldine czegoś w miarę przyzwoitego. Wedle możliwości. Nie był wybitnym kucharzem, ale przynajmniej nie palił czajników ani nie siekał się po palcach.
- Nie otruję cię. Zwykłem leczyć ludzi, nie ich truć - dopowiedział obdarzając blondynkę spojrzeniem, które jasno świadczyło o tym, że miała niewiele do powiedzenia.
Chciał, żeby zjadła cokolwiek zanim wyjdzie. Kawałek jajka z pomidorem mógł wystarczyć, ale nie chciał jej stąd wypuścić głodnej. Nie dopuszczał informacji, że może po prostu nie chciał, żeby już zaczęła zbierać się do wyjścia.
- A gdyby przeszło ci przez myśl papugować moje podejście: skoro ognista to nie chleb w płynie to papieros nie jest sałatką - wytknął jej w ramach odroczonego zadośćuczynienia za wczorajsze komentarze o bujaniu.
Zgadza się. Bywał pamiętliwy, nawet jeśli głównie w przyjaznej uszczypliwości. Nie dopuszczał możliwości, że to on tu będzie osobą, którą należało się opiekować. Albo w ich relacji panowała wzajemność, albo ich relacja opierała się na wzajemności. Dokładnie tak. Jedna opcja. Innej nie dopuszczał. Jeśli próbowali nawiązać coś na kształt przyjaźni to Geraldine powinna po nim oczekiwać przejawów troski. Pewnie trochę pokracznych i okraszonych dawką niezręczności, ale Ambroise usiłował się starać.
Dawno nie nawiązał żadnej przyjaźni. Wszystkie miały już swoje lata. Od kilku dekad po kilka lat, ale każda była ugruntowana. Tymczasem z Geraldine poruszał się po grząskim gruncie, który mógł ich wciągnąć, jeśli nie spróbują się jakoś dotrzeć. Znacznie łatwiej byłoby, gdyby ktoś mu dał manuał do tej kobiety. Prawdopodobnie to działało także w drugą stronę, bo Greengrass upierał się, że jest prostym człowiekiem, ale zaraz potem udowadniał coś wręcz przeciwnego.
Jego przyjaciele, koledzy i rodzina już to wiedzieli. Mniej więcej orientowali się w tym jak mówić, żeby do niego dotrzeć i co robić, żeby był skłonny ich słuchać. Tutaj było znacznie trudniej, bo oboje mieli silne, nieustępliwe charaktery. Swoje traumy i doświadczenia, wady, zalety, przywary, małe drobnostki. W dodatku nie do końca zachowywali się jak oni, ale jednocześnie Ambroise miał problem z określeniem jak właściwie powinni się zachowywać jacyś oni. Wcześniej żadnych nich nie było.
- Jajka i bekon czy bekon i jajka? - spytał z lekkością w głosie, żeby zmienić tor myśli.
Nie mógł zaoferować Geraldine nic więcej ponad jajka podane w jednym z trzech różnych sposobów, gotowane lub smażone kiełbaski, bekon, trochę fasolki z puszki, parę przywiędłych pieczarek, pomidory i całkiem świeży... ...nie, nieświeży, więc nie chleb. Wszystko prócz chleba, ale z tego dało się zrobić jakieś śniadanie. Poza tym kawa bez mleka, bo kiedy pochylił się, żeby sięgnąć do małej podblatowej lodówki nie znalazł tam ani mleka ani śmietanki. Cukru również nie miał.
- Nie. Jasne, że raczej nie miałaś szans w walce z rumuńskim, ale nawet nie próbowałaś wygrać bitwy - powiedział z początku, bo dała mu możliwość odmówienia zrobienia kawy, więc naturalnie skorzystał. Natomiast nawet nie próbował ukrywać, że to była wyłącznie przekora, nic nadto. - No, dobrze. Już robię. Czarna? Z mlekiem? Śmietanką? Bo nie ma ani tego, ani tego - uprzedził ją, bo to mogli dopisać do listy podstawowych rzeczy, których o sobie nawzajem nie wiedzą.
Nie miał pojęcia o typie kawy, który pija Geraldine. Podczas ich ostatnich wspólnych wieczorów raczej pijali alkohol niż coś, co byłoby logiczniejsze, bo zapewniłoby im skok energii. Chyba wszystko robili zupełnie na opak. Zastanawiał się czy tylko z nim tak miała (trochę chciał sądzić, że i owszem) czy każdą znajomość zaczynała od dupy strony. Za to z przytupem. Potem jeszcze z dodatkową dokładką chaosu. Ich relacja była huraganem. Czy ktoś mógł się właściwie dziwić, że Greengrass zaczął robić nietypowe rzeczy? Śmieszna sprawa, bo nigdy nikomu nie kupił bamboszy.
- Cieszę się. Są twoje - odpowiedział, układając składniki na krótkim blacie kuchennym i zakasując rękawy.
Woda na kawę już się gotowała w przepłukanym, wymytym czajniku. Niezaprzeczalnie próbował skupić się na wszystkim innym tylko nie na analizowaniu swoich lub jej zachowań. Czuł się dziwnie z tym, że byli razem w mieszkaniu w ten sposób. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. No. Może nie do końca tak było. Spodziewał się, że prędzej czy później może do tego dojść, ale okoliczności były dla niego dziwne i nietypowe. Starał się tego nie okazywać tylko zająć ręce, myśli i odwrócić wzrok. Ot mogli mieć miły poranek.
- Twardo - odparł z wzruszeniem ramion. Po co miałby ją okłamywać? Nie czuł potrzeby. - Ale na fotelu byłoby znacznie gorzej. To świadomy wybór - uprzedził w razie pytań lub sugestii, że przecież było wygodniejsze miejsce.
Otóż nie było. Mimo miękkości fotela nie uważał go za dobry mebel do spania. Wręcz przeciwnie. Pewnie obudziłby się poskładany, bo spałby powyginany bardziej niż na podłodze. To kobiety miały dziwaczny talent do wtulania się w przytulny materiał i dawania wrażenia, że czuły się zwinięte komfortowo. Geraldine to potwierdzała. Ewidentnie czuła się równie dobrze na twardym łóżku co w zbyt miękkim fotelu. Posłał jej ukradkowe spojrzenie kręcąc do siebie głową.
Cholera.
Mógłby wzruszyć ramionami, ale potrzebował wpierw zażyć swoje eliksiry i rozprostować kości. Nie pierwszy raz spał na podłodze. To nie była żadna nowość. Natomiast te okoliczności? One były nowe i nie do końca wiedział jak ma się poruszać w tej sytuacji. Starał się być swobodny i wyluzowany, ale z tyłu głowy ciągle czuł obecność Yaxleyówny. W tak małym mieszkanku nie dało się mieć zbyt wiele prywatnego miejsca. Na jego szczęście postanowiła zostać pod kocem w łóżku.
Nie w takich okolicznościach spodziewał się, że tak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś go spytał o pierwsze skojarzenie z obudzeniem się z kobietą zajmującą jego łóżko, miałby jedną bezczelną odpowiedź. W dodatku zaraz potem zaprzeczyłby, że chciałby zostać z kimkolwiek na całą noc. Co tu dopiero mówić o jego następnych pytaniach i zachowaniu, jakby to wszystko było dla nich normalne.
- Goniłaś mnie do jedzenia a teraz nie zjesz ze mną śniadania? - podkreślił swoje oburzenie, bo nie odpowiedziała mu na ofertę tylko zajęła się paleniem papierosa.
Ambroise znał ten typ zachowania. Sam je uskuteczniał. Papierosy na śniadanie. Może szybka kawa. Nic więcej. Dlatego tym bardziej postanowił uprzeć się przed zaserwowaniem Geraldine czegoś w miarę przyzwoitego. Wedle możliwości. Nie był wybitnym kucharzem, ale przynajmniej nie palił czajników ani nie siekał się po palcach.
- Nie otruję cię. Zwykłem leczyć ludzi, nie ich truć - dopowiedział obdarzając blondynkę spojrzeniem, które jasno świadczyło o tym, że miała niewiele do powiedzenia.
Chciał, żeby zjadła cokolwiek zanim wyjdzie. Kawałek jajka z pomidorem mógł wystarczyć, ale nie chciał jej stąd wypuścić głodnej. Nie dopuszczał informacji, że może po prostu nie chciał, żeby już zaczęła zbierać się do wyjścia.
- A gdyby przeszło ci przez myśl papugować moje podejście: skoro ognista to nie chleb w płynie to papieros nie jest sałatką - wytknął jej w ramach odroczonego zadośćuczynienia za wczorajsze komentarze o bujaniu.
Zgadza się. Bywał pamiętliwy, nawet jeśli głównie w przyjaznej uszczypliwości. Nie dopuszczał możliwości, że to on tu będzie osobą, którą należało się opiekować. Albo w ich relacji panowała wzajemność, albo ich relacja opierała się na wzajemności. Dokładnie tak. Jedna opcja. Innej nie dopuszczał. Jeśli próbowali nawiązać coś na kształt przyjaźni to Geraldine powinna po nim oczekiwać przejawów troski. Pewnie trochę pokracznych i okraszonych dawką niezręczności, ale Ambroise usiłował się starać.
Dawno nie nawiązał żadnej przyjaźni. Wszystkie miały już swoje lata. Od kilku dekad po kilka lat, ale każda była ugruntowana. Tymczasem z Geraldine poruszał się po grząskim gruncie, który mógł ich wciągnąć, jeśli nie spróbują się jakoś dotrzeć. Znacznie łatwiej byłoby, gdyby ktoś mu dał manuał do tej kobiety. Prawdopodobnie to działało także w drugą stronę, bo Greengrass upierał się, że jest prostym człowiekiem, ale zaraz potem udowadniał coś wręcz przeciwnego.
Jego przyjaciele, koledzy i rodzina już to wiedzieli. Mniej więcej orientowali się w tym jak mówić, żeby do niego dotrzeć i co robić, żeby był skłonny ich słuchać. Tutaj było znacznie trudniej, bo oboje mieli silne, nieustępliwe charaktery. Swoje traumy i doświadczenia, wady, zalety, przywary, małe drobnostki. W dodatku nie do końca zachowywali się jak oni, ale jednocześnie Ambroise miał problem z określeniem jak właściwie powinni się zachowywać jacyś oni. Wcześniej żadnych nich nie było.
- Jajka i bekon czy bekon i jajka? - spytał z lekkością w głosie, żeby zmienić tor myśli.
Nie mógł zaoferować Geraldine nic więcej ponad jajka podane w jednym z trzech różnych sposobów, gotowane lub smażone kiełbaski, bekon, trochę fasolki z puszki, parę przywiędłych pieczarek, pomidory i całkiem świeży... ...nie, nieświeży, więc nie chleb. Wszystko prócz chleba, ale z tego dało się zrobić jakieś śniadanie. Poza tym kawa bez mleka, bo kiedy pochylił się, żeby sięgnąć do małej podblatowej lodówki nie znalazł tam ani mleka ani śmietanki. Cukru również nie miał.
- Nie. Jasne, że raczej nie miałaś szans w walce z rumuńskim, ale nawet nie próbowałaś wygrać bitwy - powiedział z początku, bo dała mu możliwość odmówienia zrobienia kawy, więc naturalnie skorzystał. Natomiast nawet nie próbował ukrywać, że to była wyłącznie przekora, nic nadto. - No, dobrze. Już robię. Czarna? Z mlekiem? Śmietanką? Bo nie ma ani tego, ani tego - uprzedził ją, bo to mogli dopisać do listy podstawowych rzeczy, których o sobie nawzajem nie wiedzą.
Nie miał pojęcia o typie kawy, który pija Geraldine. Podczas ich ostatnich wspólnych wieczorów raczej pijali alkohol niż coś, co byłoby logiczniejsze, bo zapewniłoby im skok energii. Chyba wszystko robili zupełnie na opak. Zastanawiał się czy tylko z nim tak miała (trochę chciał sądzić, że i owszem) czy każdą znajomość zaczynała od dupy strony. Za to z przytupem. Potem jeszcze z dodatkową dokładką chaosu. Ich relacja była huraganem. Czy ktoś mógł się właściwie dziwić, że Greengrass zaczął robić nietypowe rzeczy? Śmieszna sprawa, bo nigdy nikomu nie kupił bamboszy.
- Cieszę się. Są twoje - odpowiedział, układając składniki na krótkim blacie kuchennym i zakasując rękawy.
Woda na kawę już się gotowała w przepłukanym, wymytym czajniku. Niezaprzeczalnie próbował skupić się na wszystkim innym tylko nie na analizowaniu swoich lub jej zachowań. Czuł się dziwnie z tym, że byli razem w mieszkaniu w ten sposób. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. No. Może nie do końca tak było. Spodziewał się, że prędzej czy później może do tego dojść, ale okoliczności były dla niego dziwne i nietypowe. Starał się tego nie okazywać tylko zająć ręce, myśli i odwrócić wzrok. Ot mogli mieć miły poranek.
- Twardo - odparł z wzruszeniem ramion. Po co miałby ją okłamywać? Nie czuł potrzeby. - Ale na fotelu byłoby znacznie gorzej. To świadomy wybór - uprzedził w razie pytań lub sugestii, że przecież było wygodniejsze miejsce.
Otóż nie było. Mimo miękkości fotela nie uważał go za dobry mebel do spania. Wręcz przeciwnie. Pewnie obudziłby się poskładany, bo spałby powyginany bardziej niż na podłodze. To kobiety miały dziwaczny talent do wtulania się w przytulny materiał i dawania wrażenia, że czuły się zwinięte komfortowo. Geraldine to potwierdzała. Ewidentnie czuła się równie dobrze na twardym łóżku co w zbyt miękkim fotelu. Posłał jej ukradkowe spojrzenie kręcąc do siebie głową.
Cholera.