Uniosły się nieznacznie jego kąciki ust ku górze, kiedy zobaczył to zadowolenie, rosnące i pęczniejące. Dokładnie tak samo pęczniały wysuszone ziarna kukurydzy, kiedy rzucisz je na patelnię. Tadaaam~! Właśnie wynalazłeś popcorn. Gdyby Bellatrix była popcornem to byłaby popcornem karmelowym z solą. Przynajmniej dla niego to był karmel, musiał być. Słodycz, jaką ta chodząca emancypacja dziecka Czerni ze Śmiercią, mu oferowała nie była do zastąpienia przez cokolwiek innego. No, chyba że właśnie przez karmel... Nie zatopisz się i nie skleisz tą słodyczą - wyraziste przypomnienie soli mówiło o tym, że nic tutaj nie było oczywiste. Doznania gwarantowane, tylko pozwól sobie skoczyć w przepaść. Z szaleństwem było w końcu jak z grawitacją - potrzebowała tylko lekkiego pchnięcia.
Wcześniej go zdziwiła, a teraz wywołała po prostu niezrozumienie na jego facjacie. To jest - rozumiał słowa, tak, pojmował zdanie, tak - to nadal był język angielski. Nie żaden chiński, żaden elficki wyciągnięty z dzieł Tolkiena. No, angielski. Bellatrix też nie nabrała egzotyki, która nakazywałaby myśleć, że urwała się z Azerbejdżanu i nauczyła azerskiego. Po prostu nie rozumiał. W jaki sposób jej jedli, jak do tego doszło, w ogóle to DLACZEGO MIELIBY. Jak Bellatrix nienawidząca mugolów miałaby sprawić, że ci ją pokochają? Czy to było tak głęboko idące poświęcenie, że postanowiła z nimi spółkować (nie w ten sposób, zboczeńcy!) i takim bardzo łopatologicznym sposobem zostać obdarowaną ich sympatią? Uwielbieniem wręcz, uwielbieniem! Ujmowała to tak, że to nie mogła być zwykła sympatia. Nie sprawiało to, że mu się bardziej podobało. Bo skoro nie mieli zmielonego mózgu, to znaczy, że mogli sypać informacjami. Chyba że...
- Rabbi. Nie chodzi o żadnego rabina z Arabii Saudyjskiej? Tylko pytam. - Uniósł ręce w obronnym geście, bo to miała być humorystyczna wstawka, ale w zasadzie... w zasadzie to w tym punkcie nawet w to by uwierzył! Teraz sam mógłby jeść z jej ręki - łykać jak młody pelikan każdą rewelację, jaką mu wrzuci! Pal licho tamto "nie wierzę ci", sytuacja była płynna!
- To mamy podstawę. - Czyli żołnierzy gotowych walczyć o sprawę. Nie miał wątpliwości, że skoro Bellatrix mówi, że ich MA, to znaczy dokładnie to. - To sad Abbotów, ale jakby tam posłać całą armię to byłoby podejrzane. Porozdzielać każdego z czterech na inny dom w Dolinie, największą grupę na Sad. Ja i ty możemy pójść do Sadu, żeby dopilnować, że coś się na pewno tam wydarzy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.