17.01.2023, 18:59 ✶
Zmiany, zmiany, zmiany. Sauriel nie chciał się wtrącać do rozmowy, która zaczęła się, zanim się tutaj dosiadł i teraz tylko wyłapywał jej końcówki. Wnioski - najwyraźniej. Dwójka dawnych, bardzo dobrych przyjaciół, między którymi chyba nic się nie zmieniło. I znów - nic. Po tylu latach od ukończenia Hogwartu - nic. Nie miał porównania - jakoś nie tkwił w tym trójkącie tak, jak miał okazję znaleźć się teraz. Całkowicie przypadkiem. Będąc zaskoczeniem dla przynajmniej jednego z nich, który nie spodziewał się, że w ogóle Nora zadaje się z takimi typami. Złymi, niegrzecznymi chłopcami. Ale proszę bardzo, oto był! I była też zarumieniona Nora do momentu, w którym coś przestało grać, rzeczywistość zaczęła gryźć i nic już nie było tak samo przyjemne jak wcześniej. To te vibe, negatywne fale, czy jeszcze jak to nazwać. W czasach współczesnym autorom pewnie by powiedzieli, że to 5G. Zaś nasi bohaterowie prędzej, że może się jakiś dementor zapałętał, czy jakieś inne gówno. Zimniej nie było, nie, może nawet trochę goręcej. Przynajmniej dla Fergusa, bo zimno ciała Sauriela pozostawało stałe jak u jaszczurki. Albo nie? Czy jaszczurki były stałocieplne czy zmiennocieplne? Hm. Przyroda zdecydowanie nie była najlepszym konikiem Sauriela.
Chciał powiedzieć, że dotarło za pierwszym razem, ale sobie darował kąśliwość. Niemal nie w jego stylu, co? Gryźć się w język. A jednak gryzł się w niego zadziwiająco często... kiedy kogoś lubił. Lubił ich obu. Paradoksalnie Fergusa bardziej niż Norę, choć do obojgu miał słabość. Przecież dla Fergusa dałby się kiedyś pokroić! A dzisiaj..? Ciągle się zastanawiał od ich pierwszego spotkania, co czuł wobec niego dzisiaj. Oprócz tego, że wydoroślał, to na pewno. Był przystojniejszy. I jednocześnie o wiele brzydszy - bo zniszczony. Sauriela ciągnęło do tych czystych dusz, które jeszcze miały jakąś nadzieję. Był jak ćma przyciągana płomieniem, czy te opiłki żelaza lgnące tęsknie do magnesu. Ciągnął do światła, przy którym mógł się ogrzać. Zniszczenie go odtrącało. Hipokryzja, co? Po prostu nie miał siły dźwigać czyjegoś ciężaru, gdy wiedział, że nie jest w stanie udźwignąć nawet własnego na barkach. Szukał miejsca, gdzie ktoś mógł sprawić, że przez moment o nim zapomni. Bo nie łudził się, że go zdejmie, ba - nawet do tego nie dążył. Spierdolony wóz doświadczeń, ale jednak - jego własny. Tak czy siak pokiwał tylko głową, żeby już nikt nie chciał niczego od tego łamania rąk. Zresztą - żartował. Okej, oddałby Fergusowi jakby przegiął, ale nie zrobiłby mu trwałej krzywdy.
- Zdziwiłabyś się, jaki jest zadziorny. Może przy twojej urodzie mięknie. - Spojrzał na przyjaciela ze smirkiem na ustach, merdając whisky w szklance. Pił za dużo. Ale Fergus wyglądał tak, jakby pił dwa razy więcej, a przy tym ważył chyba dwa razy mniej (przerysowując) od niego. Teraz niemal się dziwił, że mu się ręce nie trzęsą. I czy to było zabawne? Nie. Może tego po sobie nie pokazywał, ale naprawdę go to bolało. Jego strach. I, o zgrozo, jednocześnie nakręcało. Bo czuł to. Patrzył na to i czuł, że go to mamiło, wodziło na pokuszenie, a jego Bestia drapała jego czaszkę, prawie sycząc do uszka, że ofiarę należy otaczać, żeby czuła się jeszcze bardziej zagrożona. Wtedy lepiej smakuje. Zapytany przez Fergusa znów o to, kogo by wybrał z tych wszystkich osób, odpowiedziałby równie szybko i pewnie co wtedy na Nocturnie. Ciebie.
- Nie ma za bardzo o czym opowiadać, serio. Spotkaliśmy się po... po kilku dobrych latach. Fergus tak się wzruszył, że płakał cały wieczór opiewając ballady na moją cześć i zapomniał się w piciu. - Bo w końcu Sauriel to był taki dobry przyjaciel i nigdy nie wykazałby się bajkopisarstwem. I wcale nie był wredny i zaczepny. Nie. Ani trochę.
Nie bardzo wiedział, co powiedzieć o tej szkole. Co powiedzieć o tonie Fergusa. Jak odpowiedzieć czy jak zareagować. Lubił stosować zasadę - jeśli coś nie gra, ale chcesz ciągnąć dalej farsę - zapomnij. I nie chodziło o ten konkretny tekst, za to na pewno odnosiło się to do szkoły. Bo rzeczywiście - nie miała znaczenia. Była mrzonką, głupim miejscem narodzin marzeń i pragnień, które potem życie zweryfikowało. Wszystko, czego obaj chcieli, było niedostępne z poziomu Hogwartu. I nie ważne, jakby się tam starali to oto, gdzie byli. Sauriel nie żałował tego, że mimo bystrego umysłu przemarnował te lata i zamiast się uczyć to zajmował się profesjonalnym doprowadzaniem nauczycieli do siwizny. - Po prostu popiliśmy przy gadkach-szmatkach. Wysokokowo nie było. - No, przynajmniej dla Sauriela, bo co innego Ollivander, który wtedy przyswajał jeden bardzo trudny temat - że jego przyjaciel naprawdę zmarł. A nagrobka nie było, bo... po prostu nie miał przyjemności umrzeć na dobre. Jak mu powiedział - żałował, że nie umarł na dobre. I to nie był żart.
- Pamiętasz. - Sauriel się uśmiechnął pod nosem i skłamałabym pisząc, że nie zrobiło mu się teraz miło. Za pół roku. Był drugą osobą, która obiecywała mu, że coś dostanie na urodziny. Nawet nieśmiało pomyślał, że może to w końcu będą naprawdę dobre urodziny..? - Trzymam cię za słowo. - Wszyscy mamy kiepską pamięć - powiedział Fergus. Ale Sauriel nie zamierzał tego zapomnieć, co teraz zostało powiedziane tak naprawdę żartem i złośliwie. On to właśnie zamienił na prawdziwą obietnicę. Prychnął śmiecheem na jej tekst, że wszyscy mężczyźni są tacy sami. Trochę prawda. Trochę nie. Whisky po prostu zdawała się łączyć "dżentelmenów" tego świata. Pewnie dlatego wszyscy ją tak kochali - była oddaną kochanką dla wszystkich po równo.
Wzniósł toast bez słowa. Za to spotkanie po latach.
- Zerwałem z Fergusem kontakt te parę lat temu. - Dopowiedział Norce. Usiadł sobie bokiem, oparł łokieć na barze. Teraz siedział przodem do Fergusa, półprofilem do Norki. Ale obserwował Ollivandera. Dla niego to nie był powód do wstydu, nie był to temat tabu. Chociaż wiedział, że dla Fergusa jest to ciągle bolesne. I pewnie nie chciał o tym słuchać. - Dlatego może być trochę... dziwnie. - Spojrzał tu na Norę i uśmiechnął się do niej. Ale to nie był przepraszający uśmiech.
Chciał powiedzieć, że dotarło za pierwszym razem, ale sobie darował kąśliwość. Niemal nie w jego stylu, co? Gryźć się w język. A jednak gryzł się w niego zadziwiająco często... kiedy kogoś lubił. Lubił ich obu. Paradoksalnie Fergusa bardziej niż Norę, choć do obojgu miał słabość. Przecież dla Fergusa dałby się kiedyś pokroić! A dzisiaj..? Ciągle się zastanawiał od ich pierwszego spotkania, co czuł wobec niego dzisiaj. Oprócz tego, że wydoroślał, to na pewno. Był przystojniejszy. I jednocześnie o wiele brzydszy - bo zniszczony. Sauriela ciągnęło do tych czystych dusz, które jeszcze miały jakąś nadzieję. Był jak ćma przyciągana płomieniem, czy te opiłki żelaza lgnące tęsknie do magnesu. Ciągnął do światła, przy którym mógł się ogrzać. Zniszczenie go odtrącało. Hipokryzja, co? Po prostu nie miał siły dźwigać czyjegoś ciężaru, gdy wiedział, że nie jest w stanie udźwignąć nawet własnego na barkach. Szukał miejsca, gdzie ktoś mógł sprawić, że przez moment o nim zapomni. Bo nie łudził się, że go zdejmie, ba - nawet do tego nie dążył. Spierdolony wóz doświadczeń, ale jednak - jego własny. Tak czy siak pokiwał tylko głową, żeby już nikt nie chciał niczego od tego łamania rąk. Zresztą - żartował. Okej, oddałby Fergusowi jakby przegiął, ale nie zrobiłby mu trwałej krzywdy.
- Zdziwiłabyś się, jaki jest zadziorny. Może przy twojej urodzie mięknie. - Spojrzał na przyjaciela ze smirkiem na ustach, merdając whisky w szklance. Pił za dużo. Ale Fergus wyglądał tak, jakby pił dwa razy więcej, a przy tym ważył chyba dwa razy mniej (przerysowując) od niego. Teraz niemal się dziwił, że mu się ręce nie trzęsą. I czy to było zabawne? Nie. Może tego po sobie nie pokazywał, ale naprawdę go to bolało. Jego strach. I, o zgrozo, jednocześnie nakręcało. Bo czuł to. Patrzył na to i czuł, że go to mamiło, wodziło na pokuszenie, a jego Bestia drapała jego czaszkę, prawie sycząc do uszka, że ofiarę należy otaczać, żeby czuła się jeszcze bardziej zagrożona. Wtedy lepiej smakuje. Zapytany przez Fergusa znów o to, kogo by wybrał z tych wszystkich osób, odpowiedziałby równie szybko i pewnie co wtedy na Nocturnie. Ciebie.
- Nie ma za bardzo o czym opowiadać, serio. Spotkaliśmy się po... po kilku dobrych latach. Fergus tak się wzruszył, że płakał cały wieczór opiewając ballady na moją cześć i zapomniał się w piciu. - Bo w końcu Sauriel to był taki dobry przyjaciel i nigdy nie wykazałby się bajkopisarstwem. I wcale nie był wredny i zaczepny. Nie. Ani trochę.
Nie bardzo wiedział, co powiedzieć o tej szkole. Co powiedzieć o tonie Fergusa. Jak odpowiedzieć czy jak zareagować. Lubił stosować zasadę - jeśli coś nie gra, ale chcesz ciągnąć dalej farsę - zapomnij. I nie chodziło o ten konkretny tekst, za to na pewno odnosiło się to do szkoły. Bo rzeczywiście - nie miała znaczenia. Była mrzonką, głupim miejscem narodzin marzeń i pragnień, które potem życie zweryfikowało. Wszystko, czego obaj chcieli, było niedostępne z poziomu Hogwartu. I nie ważne, jakby się tam starali to oto, gdzie byli. Sauriel nie żałował tego, że mimo bystrego umysłu przemarnował te lata i zamiast się uczyć to zajmował się profesjonalnym doprowadzaniem nauczycieli do siwizny. - Po prostu popiliśmy przy gadkach-szmatkach. Wysokokowo nie było. - No, przynajmniej dla Sauriela, bo co innego Ollivander, który wtedy przyswajał jeden bardzo trudny temat - że jego przyjaciel naprawdę zmarł. A nagrobka nie było, bo... po prostu nie miał przyjemności umrzeć na dobre. Jak mu powiedział - żałował, że nie umarł na dobre. I to nie był żart.
- Pamiętasz. - Sauriel się uśmiechnął pod nosem i skłamałabym pisząc, że nie zrobiło mu się teraz miło. Za pół roku. Był drugą osobą, która obiecywała mu, że coś dostanie na urodziny. Nawet nieśmiało pomyślał, że może to w końcu będą naprawdę dobre urodziny..? - Trzymam cię za słowo. - Wszyscy mamy kiepską pamięć - powiedział Fergus. Ale Sauriel nie zamierzał tego zapomnieć, co teraz zostało powiedziane tak naprawdę żartem i złośliwie. On to właśnie zamienił na prawdziwą obietnicę. Prychnął śmiecheem na jej tekst, że wszyscy mężczyźni są tacy sami. Trochę prawda. Trochę nie. Whisky po prostu zdawała się łączyć "dżentelmenów" tego świata. Pewnie dlatego wszyscy ją tak kochali - była oddaną kochanką dla wszystkich po równo.
Wzniósł toast bez słowa. Za to spotkanie po latach.
- Zerwałem z Fergusem kontakt te parę lat temu. - Dopowiedział Norce. Usiadł sobie bokiem, oparł łokieć na barze. Teraz siedział przodem do Fergusa, półprofilem do Norki. Ale obserwował Ollivandera. Dla niego to nie był powód do wstydu, nie był to temat tabu. Chociaż wiedział, że dla Fergusa jest to ciągle bolesne. I pewnie nie chciał o tym słuchać. - Dlatego może być trochę... dziwnie. - Spojrzał tu na Norę i uśmiechnął się do niej. Ale to nie był przepraszający uśmiech.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.