28.09.2024, 13:37 ✶
Icarus miał ochotę wciągnąć Basila w śnieg albo wrzucić mu porządną porcję lodu za kołnierz. Co z tego, że miał chore serce? Nie przeszkadzało mu nabijać się z brata. Czy było to upokarzające? Owszem, ale na pewno nie na tyle, żeby się obrażać. Nie... wystarczyła tylko słodka zemsta. I zamierzał zaserwować ją Basilowi na zimno. Na szczęście pogoda sprzyjała temu pomysłowi.
– Zaraz to ty będziesz w niebezpieczeństwie – burknął Icarus i przyjął tylko rękę Mony. Jasne, śmiała się z niego, ale mądry strateg trzymał sojuszników przy sobie. Szczególnie jak Basil chciał mamić jego przyjaciółkę jakimiś głupotami o solidarności Krukonów. Jako Ślizgon uznawał większość członków swojego hogwarckiego domu za niegodne zaufania szumowiny. Chyba to było dość powszechne u uczniów noszących zieleń. – Dziękuję, Mo. Cieszę się, że masz na tyle godności, żeby mnie przeprosić. Nie to, co pewne osoby, którym wydaje się, że są śmieszne – posłał bratu mordercze spojrzenie.
Otrzepał się ze śniegu i ruszyli dalej. Przez kolejny odcinek drogi do Hogsmeade, Icarus miał kilka razy ochotę po prostu wepchnąć Basila w zaspę albo rzucić w niego śnieżką, ale się powstrzymał. Nie... Musiał wymyślić lepszą zemstę, bardziej subtelną. Może mogło być to coś związanego z herbatkami? Chłopak pomagał kiedyś ojcu oszukiwać w wyścigach konnych, więc może trzeba było wymyślić podobny szwindel? Małe przekupstwo i te sprawy? Wtedy Mona by się śmiała nie z niego, a z Basila. Icarus by lepiej wyglądał w jej oczach, gdyby starszy z Prewettów skompromitował się w jakiś niby przypadkowy sposób.
Kiedy dotarli do Hogsmeade, Icarus nie mógł powstrzymać uśmiechu. W powietrzu roznosiły się zapachy ciepłych posiłków i rozgrzanych palenisk. Zimą miasteczko pokazywało się od najlepszej strony i jeszcze bardziej niż zwykle kusiło przysmakami, zakupami i wizją wspaniale spędzonego czasu.
– Prowadź, Basilu. Nie mamy całego dnia – rzucił Icarus, brzmiąc zupełnie niepodejrzanie.
– Zaraz to ty będziesz w niebezpieczeństwie – burknął Icarus i przyjął tylko rękę Mony. Jasne, śmiała się z niego, ale mądry strateg trzymał sojuszników przy sobie. Szczególnie jak Basil chciał mamić jego przyjaciółkę jakimiś głupotami o solidarności Krukonów. Jako Ślizgon uznawał większość członków swojego hogwarckiego domu za niegodne zaufania szumowiny. Chyba to było dość powszechne u uczniów noszących zieleń. – Dziękuję, Mo. Cieszę się, że masz na tyle godności, żeby mnie przeprosić. Nie to, co pewne osoby, którym wydaje się, że są śmieszne – posłał bratu mordercze spojrzenie.
Otrzepał się ze śniegu i ruszyli dalej. Przez kolejny odcinek drogi do Hogsmeade, Icarus miał kilka razy ochotę po prostu wepchnąć Basila w zaspę albo rzucić w niego śnieżką, ale się powstrzymał. Nie... Musiał wymyślić lepszą zemstę, bardziej subtelną. Może mogło być to coś związanego z herbatkami? Chłopak pomagał kiedyś ojcu oszukiwać w wyścigach konnych, więc może trzeba było wymyślić podobny szwindel? Małe przekupstwo i te sprawy? Wtedy Mona by się śmiała nie z niego, a z Basila. Icarus by lepiej wyglądał w jej oczach, gdyby starszy z Prewettów skompromitował się w jakiś niby przypadkowy sposób.
Kiedy dotarli do Hogsmeade, Icarus nie mógł powstrzymać uśmiechu. W powietrzu roznosiły się zapachy ciepłych posiłków i rozgrzanych palenisk. Zimą miasteczko pokazywało się od najlepszej strony i jeszcze bardziej niż zwykle kusiło przysmakami, zakupami i wizją wspaniale spędzonego czasu.
– Prowadź, Basilu. Nie mamy całego dnia – rzucił Icarus, brzmiąc zupełnie niepodejrzanie.