Wywrócił oczami po suficie, gdy usłyszał o lokach. Tak naprawdę od jakiegoś czasu chciał przestać je zaczesywać Ulizanną, ale robił to tak długo, całe swoje dorosłe życie, że zapominał, że powinien po prostu przestać jej używać i przypomniał sobie o tym w momencie, gdy poprawiał ostatni kosmyk. Ostatnio jednak miał postanowienie, że chociaż zapuści, włosy, będzie łatwiej, bo i tak zapomniał się obcinać przez ostatnie dwa miesiące. Jakoś mu to umknęło. Nie zamierzał jednak mówić Jonathanowi głośno o tym, że dojrzał do zmian, bo obawiał się, że przyjaciel użyje tego jako wymówki, aby przestać zajmować się problemem wampira, a wejść do szafy Morpheusa i ją wymienić. Na przykład zabierając mu magiczne szaty, a dając ciepłe swetry.
Grymas Morpheusa tylko się pogłębił na pytanie o wróżbę.
— Miłość, Jonathanie. I małżeństwo. Patrząc na twoją sytuację, to brzmi jak przestroga. Przemienienie w wampira, jako forma przysięgi między dwójką. Z jakiegoś powodu obie moje wróżby, które dotyczyły miłości w ostatnim czasie, dotyczyły również wampirów — przymknął oczy i wyciągnął z kieszeni karty. — Opowiedz mi więcej o waszej relacji. Niech karty nas poprowadzą.
Wykonywał swój prosty taniec dłońmi w rytm cichej melodii, której nikt nie słyszy, a jednak jest wyczuwalna w powietrzu. Karty przesuwały się między palcami wieszcza niczym liście nadchodzącej jesieni, w których zapisano sekrety wszechświata. Każda karta miała swoją duszę, swoją historię, a w czasie tasowania tańczyły one na granicy światów, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Wyłożył trzy, dokładnie w takiej kolejności. To co było, to co jest, to co będzie.
Trójka Buław
Kochankowie
Siódemka Mieczy
Morpheus popatrzył na karty z umięśnionymi brwiami. Zasłonił dłonią usta i zaczął się histerycznie śmiać.