28.09.2024, 22:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2024, 22:33 przez Leo O'Dwyer.)
- Rzecz w tym, że widzę, że to jest poprzestawianie. Wszystko było w porządku, póki nie zastałem tu Pana... Nie chciałbym osądzać, ale nie wydaje się pan... wypoczęty - odparłem, a właściwie delikatnie zasugerowałem i nie powiedziałem wprost, że może bardziej wydaje się być jebnięty niż przy zdrowych zmysłach. Zmęczony brzmiało zdecydowanie lepiej niż wariat, tak. - Może Pan również usiądzie. Ja mogę zawołać kogoś, kto to poustawia poprawnie - zaproponowałem, właściwie to już z tego swojego miejsca siedzącego to się wyrywając do przodu. W gorącej wodzie kąpany? To niedopowiedzenie w moim przypadku. Mnie nosiło. Byłem Heliosem, samym światłem. Działałem z samą prędkością światła! A nawet jeszcze szybciej! A kiedy byłem w kociej postaci, to już w ogóle!
Najważniejsze, to po prostu odciągnąć Pana Ambroise’a od poczynienia jeszcze większego bałaganu.
- To możemy porozmawiać o strategii, taaak - zaproponowałem z entuzjazmem, chociaż nie sądziłem, żebym miał do tego głowę. Bardziej mi wpadały do niej strategie polowania na wróble, które podłapałem od innych kotów, takich prawdziwych kotów podwórkowych. Też potrafiły mnie lubić i tolerować.
Ale Pani Florence albo inni specjaliści z pewnością doceniliby moje poświęcenie. Dlatego spojrzałem przerażony na półkę z eliksirami, a zaraz wróciłem nim na Pana Greengrassa.
- Impulsywność to zdecydowanie moja strategia - przyznałem, kiwając głowę. - A jakie Pan ma strategie? Może chciałby się Pan czegoś nauczyć ode mnie? Możemy dla odpoczynku i odświeżenia umysły zagrać z jedną partyjkę, w ramach przerwy obiadowej, rzecz jasna, bo ja nie potrzebuję nawet przerwy, bo ja mam bardzo dużo energii - wyznałem, wzruszając ramionami. Zrobiłem krok, a potem drugi w kierunku regału. Pan Ambroise to chyba rację miał z tymi literkami. Te karteczki w ogóle były jakieś mało czytelne. Postanowiłem wyciągnąć różdżkę i je poprawić. Może to jakieś czary? Może ktoś robił psikusa.
- Poprawiam, bo ktoś nabazgrał. Już w kociej postaci lepiej piszę - przyznałem, biorąc się za całkiem sprawne przestawianie fiolek. - Na pewno wiggenowy pod wu? - zapytałem tak dla pewności, ale miało to sens. - Po prostu się nie kierować słowem eliksir na etykietach - zauważyłem i zacząłem nawet niebezpiecznie podrygiwać do tego przestawiania, ale miałem to pod kontrolą. Po prostu nie przepadałem stać w miejscu, ale mogłem tak podrygiwać i robić to z kocią precyzją... Tylko że naczynia w Norce Nory nie mogły mi przyznać racji. Może z reguły byłem ostrożny wśród szkła, ale nie można było powiedzieć o stuprocentowej skuteczności. Poza tym wtedy to mnie rozproszyła Mayka... A właściwie, to dopiero rozproszy.
Najważniejsze, to po prostu odciągnąć Pana Ambroise’a od poczynienia jeszcze większego bałaganu.
- To możemy porozmawiać o strategii, taaak - zaproponowałem z entuzjazmem, chociaż nie sądziłem, żebym miał do tego głowę. Bardziej mi wpadały do niej strategie polowania na wróble, które podłapałem od innych kotów, takich prawdziwych kotów podwórkowych. Też potrafiły mnie lubić i tolerować.
Ale Pani Florence albo inni specjaliści z pewnością doceniliby moje poświęcenie. Dlatego spojrzałem przerażony na półkę z eliksirami, a zaraz wróciłem nim na Pana Greengrassa.
- Impulsywność to zdecydowanie moja strategia - przyznałem, kiwając głowę. - A jakie Pan ma strategie? Może chciałby się Pan czegoś nauczyć ode mnie? Możemy dla odpoczynku i odświeżenia umysły zagrać z jedną partyjkę, w ramach przerwy obiadowej, rzecz jasna, bo ja nie potrzebuję nawet przerwy, bo ja mam bardzo dużo energii - wyznałem, wzruszając ramionami. Zrobiłem krok, a potem drugi w kierunku regału. Pan Ambroise to chyba rację miał z tymi literkami. Te karteczki w ogóle były jakieś mało czytelne. Postanowiłem wyciągnąć różdżkę i je poprawić. Może to jakieś czary? Może ktoś robił psikusa.
- Poprawiam, bo ktoś nabazgrał. Już w kociej postaci lepiej piszę - przyznałem, biorąc się za całkiem sprawne przestawianie fiolek. - Na pewno wiggenowy pod wu? - zapytałem tak dla pewności, ale miało to sens. - Po prostu się nie kierować słowem eliksir na etykietach - zauważyłem i zacząłem nawet niebezpiecznie podrygiwać do tego przestawiania, ale miałem to pod kontrolą. Po prostu nie przepadałem stać w miejscu, ale mogłem tak podrygiwać i robić to z kocią precyzją... Tylko że naczynia w Norce Nory nie mogły mi przyznać racji. Może z reguły byłem ostrożny wśród szkła, ale nie można było powiedzieć o stuprocentowej skuteczności. Poza tym wtedy to mnie rozproszyła Mayka... A właściwie, to dopiero rozproszy.