17.01.2023, 20:49 ✶
Szybko selekcjonował myśli. Momentalnie zapomniał o leżącym w kuchni śniadaniu na rzecz zalania kawy wrzątkiem. Robił to wszystko zziębniętymi dłońmi choć w komnatach było ciepło. Dostatecznie wiało przy porcie aby mieli marznąć we własnych czterech ścianach. Adekwatnie wcześniej napalił w kominku i można było spacerować boso po podłodze, co też robił. Pod ubraniem miał kombinezon pływacki, wystający lekko nad kołnierzykiem.
- Trochę wstyd ale nazwałem ją w okresie młodzieńczego buntu Cholerą. Uważałem, że "cholera zawsze wszystko wie" jest zabawnym żartem. Później już zostało, przyzwyczaiła się… - poczerwieniał w okolicach policzków. Co się dzieje z nim kiedy w pobliżu znajduje się Regina Rowle? Ta kobieta mimowolnie odkrywa zawstydzające go rzeczy, choćby miało to być imię sowy. Przez to wszystko czuł się w obowiązku jej wytłumaczyć z imienia ptaka. Oj, mógł być pewien, że nigdy nie zatrze swoich fatalnych odsłon, które miała nieprzyjemność oglądać. Może przyczyną też jest fakt pojawiającej się w jego trzewiach depresji? Był spięty niczym pod częściowym działaniem zaklęcia paraliżującego i przy tym tak strasznie zziębnięty (pomimo ciepła w pokoju) jakby ktoś regularnie nakładał na niego czar schładzania… a to tylko nerwy robiły z jego ciałem co chciały.
W końcu znalazł książeczkę zdrowia… datowaną jeszcze na lata szkolne Castiela. Wraz z filiżanką kawy podszedł do Reginy, kładąc oba przedmioty na stoliku obok żerdzi.
- Coraz szybciej się męczyła, zwłaszcza przy słabej pogodzie. Przestała latać na długie dystanse. Potem miała problem ze zjadaniem pełnej karmy a z apetytem dotychczas nie miała problemu. - stanął obok sowy i po raz setny rzucała mu się w oczy potęga gabarytowa Reginy. Aż prosiło się zapytać jak to możliwe? W dzieciństwie wpadła do kociołka z eliksirem wzrostu? Uch, wróć. Skup się na Cholerze. Nie dotknął jej choć sowa na niego zerknęła łagodnymi ślepiami. Nie zasługiwał na tą sowią miłość.
- Kilka dni temu…- przełknął narastającą w gardle gulę na myśl o tamtym dniu. ... musiała bardzo pospiesznie polecieć z Londynu do Doliny Godryka. To była sprawa, dosłownie życia i śmierci. Nie zawiodła mnie…- uniósł rękę jakby chciał dotknąć jej przerzedzonych piór lecz nim to zrobił, sowa lekko trąciła go dziobem jakby chcąc powiedzieć "rozumiem, już dobrze".
... od tamtej pory większość śpi i prawie nic nie je. Martwię się. Potrzebuję jej.- powtórzył to, co napisał jej w liście. Cóż rzec, to było dziwne przywiązanie do zwierzęcia. Choć nie okazywali sobie nadmiernej czułości to byli wpasowani na tyle dokładnie jak to możliwe u czarodzieja i jego sowy.
- Trochę wstyd ale nazwałem ją w okresie młodzieńczego buntu Cholerą. Uważałem, że "cholera zawsze wszystko wie" jest zabawnym żartem. Później już zostało, przyzwyczaiła się… - poczerwieniał w okolicach policzków. Co się dzieje z nim kiedy w pobliżu znajduje się Regina Rowle? Ta kobieta mimowolnie odkrywa zawstydzające go rzeczy, choćby miało to być imię sowy. Przez to wszystko czuł się w obowiązku jej wytłumaczyć z imienia ptaka. Oj, mógł być pewien, że nigdy nie zatrze swoich fatalnych odsłon, które miała nieprzyjemność oglądać. Może przyczyną też jest fakt pojawiającej się w jego trzewiach depresji? Był spięty niczym pod częściowym działaniem zaklęcia paraliżującego i przy tym tak strasznie zziębnięty (pomimo ciepła w pokoju) jakby ktoś regularnie nakładał na niego czar schładzania… a to tylko nerwy robiły z jego ciałem co chciały.
W końcu znalazł książeczkę zdrowia… datowaną jeszcze na lata szkolne Castiela. Wraz z filiżanką kawy podszedł do Reginy, kładąc oba przedmioty na stoliku obok żerdzi.
- Coraz szybciej się męczyła, zwłaszcza przy słabej pogodzie. Przestała latać na długie dystanse. Potem miała problem ze zjadaniem pełnej karmy a z apetytem dotychczas nie miała problemu. - stanął obok sowy i po raz setny rzucała mu się w oczy potęga gabarytowa Reginy. Aż prosiło się zapytać jak to możliwe? W dzieciństwie wpadła do kociołka z eliksirem wzrostu? Uch, wróć. Skup się na Cholerze. Nie dotknął jej choć sowa na niego zerknęła łagodnymi ślepiami. Nie zasługiwał na tą sowią miłość.
- Kilka dni temu…- przełknął narastającą w gardle gulę na myśl o tamtym dniu. ... musiała bardzo pospiesznie polecieć z Londynu do Doliny Godryka. To była sprawa, dosłownie życia i śmierci. Nie zawiodła mnie…- uniósł rękę jakby chciał dotknąć jej przerzedzonych piór lecz nim to zrobił, sowa lekko trąciła go dziobem jakby chcąc powiedzieć "rozumiem, już dobrze".
... od tamtej pory większość śpi i prawie nic nie je. Martwię się. Potrzebuję jej.- powtórzył to, co napisał jej w liście. Cóż rzec, to było dziwne przywiązanie do zwierzęcia. Choć nie okazywali sobie nadmiernej czułości to byli wpasowani na tyle dokładnie jak to możliwe u czarodzieja i jego sowy.