Ciężko powiedzieć, że starszy pan z siwą brodą był faktycznie jakimkolwiek zagrożeniem. Przynajmniej z perspektywy Lestranga. Nawet przez krótki moment zaintrygowało go, co tak naprawdę skłoniło dziadusia do napaści na niewinną Scyllę. Co się stało, że potraktował wcześniejszą, mało wybredną zachętę Louvaina do podniesienia pięści, bardziej dosłownie niż faktycznie powinien? Może był przekonany, że jego status starca uchroni go przed kłopotami? A może po prostu w ogóle nie pomyślał i uderzył ze swoimi ideologicznymi pretensjami do pierwszej osoby, którą w ogóle dostrzegł? Najpewniej tak.
Szczerze to powątpiewał, by sytuacja mogła jakkolwiek eskalować, nawet jeśli nie zainterweniowałby w porę. Z własnego doświadczenia, a może nawet autosugestii, nie przypisywał szlamolubnym zbyt wiele iskry i narwaństwa w serwowaniu swoich obrzydliwych postulatów. Jednak nigdy nie wiadomo. No bo wystarczy tylko spojrzeć na Scyllę. Filigranowa postać z oczu których biła dziecinna naiwność na kilometr. Taka ażurowa panienka i choć ubrana skromnie to dalej elegancko. Mówiąc dosadnie, idealna ofiara dla pijanego ojczyma. Wyczuł to pewnie i fan ministry magii, więc uznał ją za łatwy cel do wylania swoich kretyńskich frustracji.
Zamilkł na dłuższą chwilę, obserwując zakrzesane przez niego iskierki pogardy, sprzed momentu, zaczynają żarzyć się wewnątrz Greyback. Cały czas starał się utrzymywać groźny grymas na twarzy, by nie psuć tej atmosfery udzielania dziadydze lekcji pokory, jednak wewnątrz był bardzo ukontentowany. Osobiście dodałby trochę więcej jadu i toksyny, ale to co przedstawiła było w zupełności wystarczające. Nie tak szybko buduję się ogólną dominację. Powoli. Małymi kroczkami.
Odpuścił z ciasnego uścisku dopiero, kiedy jasnowidzka dostała to czego oczekiwała. Spojrzał w bok, na grupę gapiów, podobnych wiekiem do ich staruszka, a w ich oczach również dostrzegł kawałek konsternacji. Dlatego ze specjalną dedykacją dla nich, na odchodne kopnął czmychającego przed nimi dziadeczka w tyłek, chcąc delikatnie zasugerować jego kolegom, że ich też mogą spotkać analogiczne kłopoty, jeśli również będą zbyt wyrywni na swój wiek.
Milczał tak długo, aż tamten zniknął za rogiem ulicy. - To było dość... ciekawe. - odezwał się końcu, wyrażając powściągliwą aprobatę. Diabelski uśmieszek w końcu wkradł się w kąciki jego ust. Może i dla niego nie było to nic bardzo szczególnego, bowiem on karmił się konfrontacjami. Jednak widząc jak to co było dla niego całkiem powszechne, a co dla sarenki Greyback było zupełnie czymś nowym, pewien rodzaj ekscytacji udzielił się również jemu. W końcu odwrócił się frontem do znajomej, lustrując ją spojrzeniem od góry do dołu. Nie trzeba było być uzdolnionym behawiorystom, by dostrzec że niemalże drży od skumulowanych emocji.
- Wszystko w porządku? Nic Ci nie zrobił? - zapytał spokojnie, starając się zabrzmieć na tyle troskliwie na ile potrafił. Właściwie to zagaił kurtuazyjnie, bo przecież widział całą sytuację od początku. Największych obrażeń doznała właściwie ta paczka cukru, którą upuściła sarenka. Dlatego właśnie przyklęknął nad kopczykiem cukru i lekko zniesmaczony zacmokał, kiedy podniósł rozerwane, papierowe opakowanie. - Z tym już niestety, chyba nic nie poradzimy... - rzucił niby zmartwiony. Wyjął spod letniego płaszcza swoją różdżkę po to by zaklęciem translokacji wyrzucić opakowanie razem z zmarnowanym cukrem do stojącego najbliżej nich kubła na śmieci. W końcu to oni byli lepsi, a przynajmniej starał się by ażurowana panienka poczuła się tak samo jak on. Należało posprzątać bałagan po sobie, nawet jeśli nie postał z ich winy. Dlatego jak na czarodziei wyższej kultury, lepszej kultury, odpowiednim było zachować się bardziej dojrzale, niż ci którym mieli wspólnie pogardzać. Nawet jeśli przed chwilą przemocą zmusili starszą osobę do posłuszeństwa, wciąż mogli wracać do eleganckich manier. - Ale możemy razem pójść po jeszcze jedną paczkę, jeśli tylko sobie życzysz. Zaoferował się z należytą grzecznością. Uśmiechnął się dość łagodnie, starając się przynajmniej własnym opanowaniem, uspokoić wybitą z rytmu koleżankę. Zdecydowanie lepiej udawał gentelmena, niż starał się być w rzeczywistości, ale dla takiej okazji mógł przez moment zagrać takiego. Jeśli to miało pomóc w rozszyfrowaniu Scylli, to rzeczywiście byłby w stanie nieco poczarować dobrymi manierami.
- Przy okazji chętnie posłucham twojego rozwinięcia dlaczego "Jenkins to szlama". Uniósł zgięty łokieć w geście zapraszającym do wspólnego spaceru po Horyzontalnej. Co prawda nie potrzebował dodatkowych argumentów stojących za tą uroczą tezą, sam był dokładnie takiego samego zdania, ale z chęcią wysłucha co tam w duszy Scylli gra jeśli chodziło o koncept czystości krwi.