Nie miał żadnych obaw, kiedy w grę wchodziło przedstawianie kolejnych pomysłów. Oczywiście tych dobrze przemyślanych. Sensownych. W jakiejś części już dopracowanych. Był pewny siebie i znał swoją wartość. Wiedział jak dużo mógł zaoferować organizacji oraz stojącemu na jej czele mężczyźnie.
Nie spodziewał się w tym aspekcie krytyki, choć i ta niekiedy bywała pomocna.
- Cieszy mnie, że dostrzegasz w tym wszystkim potencjał. - wypowiadając te słowa, nieznacznie skinął też głową. Sam dostrzegał w tym przypadku naprawdę wiele plusów, przy stosunkowo krótkiej liście wad. W dodatku wad takich, na które osobiście byłby skłonny przymknąć oko. Czasami warto było tu i tam odpuścić. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodziła realizacja wyższego celu, a właśnie taki im obecnie przyświecał.
Słuchał uważnie tego, co w temacie miał do powiedzenia Rookwood. Całość prezentowała się w dokładnie taki sposób, jakiego oczekiwał. Ponadto szczerze wierzył, że wsparcie ze strony tej rodziny, zaowocuje deklaracjami kolejnych czystokrwistych familii. Liczył na Malfoyów. Blacków. Lestrange. Może Yaxleyów? To oni przychodzili mu na myśl jako pierwsi, ale na pewno nie będą jedyni.
Widząc, iż Chester dotarł do dna swojej szklanki, oczywiście uzupełnił ją alkoholem. Nie zamierzał odmawiać ani sobie, ani swojemu rozmówcy. I tak zachowywali w tym zdrowy umiar. Procenty nie szkodziły.
- Nie będziemy tego robić ze zbyt dużym pośpiechem. To oczywiste. Najpewniej postawimy tutaj na tych, którzy pierw się w jakiś sposób... - tutaj przez króciutką chwilę poszukiwał odpowiedniego słowa. - wykażą. To powinna być nagroda. Dowód na to, że doceniamy ich oddanie. Pozwalamy na to, żeby pełnili w naszych szeregach szczególną rolę. - dopowiedział, dzieląc się tym, w jaki sposób to wszystko widział. Na ten moment całkiem chaotyczny, ale z czasem na pewno nabierze barw. Wyraźniejszych kształtów. Potrzeba było tylko trochę czasu. Odrobiny pracy, którą włożą w jego dopracowanie. Robert włoży? To prawdopodobne. Zwłaszcza, że praca w samotności wcale go nie odstręczała.
W zasadzie, to najbardziej lubił działać właśnie w taki sposób.
Bez konieczności oglądania się na innych.
Przez chwilę zastanawiał się czy mieli jeszcze jakieś tematy, które należało omówić właśnie teraz. Zanim wszystko się zacznie na dobre. Nie przyszło mu jednak do głowy nic konkretnego. Same podstawowe kwestie, które dobrze było poruszyć, ale nie trzeba było przeznaczać na nie kilku kolejnych godzin. Może to i dobrze. Gdyby postanowili złapać teraz zbyt wiele srok za ogon, efekt końcowy mógłby nie wyglądać najlepiej. Tutaj potrzeba było słuchać rozsądku. Postępować roztropnie, ostrożnie, ale przy tym nie bojaźliwie.
Nie mieli się czego bać. Mieli zostać panami świata, który narodzi się w wyniku rewolucji mającej w niedługim czasie ogarnąć całą Wielką Brytanię. I kto wie? Może nawet wykroczy ona poza jej granice...