30.09.2024, 01:08 ✶
- Widzisz o czym mówię? Jeszcze za niego nie wyszłaś a już próbujesz borginować - zarzucił jej śmiertelnie poważnie, choć to brzmiało równie absurdalnie w jego głowie, co również wypowiedziane na głos z wyczuwalnym wyrzutem.
Musiał się opanować. Przystopować chociaż w niewielkim stopniu, żeby niepotrzebnie nie podsycać płomienia wściekłości u Roselyn. Natomiast nie był do tego najlepszym człowiekiem w żadnym razie nie na odpowiednim miejscu. Zazwyczaj umiał wyłącznie dolewać oliwy do ognia i patrzeć jak ładnie wszystko płonie. Pod pozorami spokojnego, profesjonalnego uzdrowiciela potrafił kryć się sadystyczny kurw.
Problem w tym, że nigdy nie chciał nim być dla swojej siostrzyczki. Nieważne jak mocno grała mu na nerwach. Ta twarz nie była przeznaczona dla jego najbliższych. Starał się panować nad sobą i swoimi reakcjami a także nad tym cichym głosikiem w głowie, który nakłaniał go do bycia bardziej...
...brutalnie szczerym.
...uszczypliwym.
...precyzyjnym w wylewaniu Roo wiadra zimnej wody na głowę.
...zgodnym z samym sobą i swoimi podszeptami.
Tym bardziej Ambroise nie chciał być w stosunku do niej tym bardziej. Szczególnie, że te wszystkie metody ewidentnie na nią nie działały. Prawdopodobnie złapanie jej za ramiona i potrząsanie nią ze stanowczym nakazem, że ma się uspokoić również nie byłoby zbyt dobrym i skutecznym pomysłem. No. Ciekawe, czemu. Zupełnie tak, jakby to miało na kogokolwiek zadziałać.
Wybrał najbardziej nieoczekiwaną i oczekiwaną opcję. Dwa w jednym. Coś, czego powinna się po nim spodziewać, ale gdyby mieli po jedenaście lat. Nie trzydzieści trzy i dwadzieścia cztery. Zaczął stosować wobec niej pokraczne, niskolotne, dziecinne zagrywki. Skoro ona na niego tupała, on tupał na nią. Miał w dupie to, że w tym momencie słyszał czyjeś rozbawione parsknięcie. Już ustalili, że robili scenę dla gawiedzi a ewidentnie udawało mu się w ten sposób zbić Rosie z tropu i być może móc z nią porozmawiać jak człowiek. Tym razem trzydziestotrzyletni.
- W żadnym razie -ależ tak, dokładnie to w tym wypadku robił, ale zaprzeczył z czystej konieczności postawienia na swoim. - Też mam prawo być wściekły a skoro nie mamy żadnych standardów - wzruszył ramionami.
Mogła być pewna nie tylko tego, że bezczelnie ją papugował, ale również tego, że niewiele mu brakowało, żeby jeszcze bardziej dać ujście absurdom. Jeżeli nie chciała rozmawiać w normalny sposób to równie dobrze mogła szykować się na to, że jej brat ubzdura sobie spełnić niedawne groźby i dajmy na to zasiąść na kostce brukowej po środku Pokątnej. Jeszcze tego nie robił, ale ta groźba wisiała w powietrzu. Może to nie było w jego stylu, żeby robić z siebie błazna, ale ostatnio przez cały czas wyciągał kartę Głupca.
Musiał się opanować. Przystopować chociaż w niewielkim stopniu, żeby niepotrzebnie nie podsycać płomienia wściekłości u Roselyn. Natomiast nie był do tego najlepszym człowiekiem w żadnym razie nie na odpowiednim miejscu. Zazwyczaj umiał wyłącznie dolewać oliwy do ognia i patrzeć jak ładnie wszystko płonie. Pod pozorami spokojnego, profesjonalnego uzdrowiciela potrafił kryć się sadystyczny kurw.
Problem w tym, że nigdy nie chciał nim być dla swojej siostrzyczki. Nieważne jak mocno grała mu na nerwach. Ta twarz nie była przeznaczona dla jego najbliższych. Starał się panować nad sobą i swoimi reakcjami a także nad tym cichym głosikiem w głowie, który nakłaniał go do bycia bardziej...
...brutalnie szczerym.
...uszczypliwym.
...precyzyjnym w wylewaniu Roo wiadra zimnej wody na głowę.
...zgodnym z samym sobą i swoimi podszeptami.
Tym bardziej Ambroise nie chciał być w stosunku do niej tym bardziej. Szczególnie, że te wszystkie metody ewidentnie na nią nie działały. Prawdopodobnie złapanie jej za ramiona i potrząsanie nią ze stanowczym nakazem, że ma się uspokoić również nie byłoby zbyt dobrym i skutecznym pomysłem. No. Ciekawe, czemu. Zupełnie tak, jakby to miało na kogokolwiek zadziałać.
Wybrał najbardziej nieoczekiwaną i oczekiwaną opcję. Dwa w jednym. Coś, czego powinna się po nim spodziewać, ale gdyby mieli po jedenaście lat. Nie trzydzieści trzy i dwadzieścia cztery. Zaczął stosować wobec niej pokraczne, niskolotne, dziecinne zagrywki. Skoro ona na niego tupała, on tupał na nią. Miał w dupie to, że w tym momencie słyszał czyjeś rozbawione parsknięcie. Już ustalili, że robili scenę dla gawiedzi a ewidentnie udawało mu się w ten sposób zbić Rosie z tropu i być może móc z nią porozmawiać jak człowiek. Tym razem trzydziestotrzyletni.
- W żadnym razie -ależ tak, dokładnie to w tym wypadku robił, ale zaprzeczył z czystej konieczności postawienia na swoim. - Też mam prawo być wściekły a skoro nie mamy żadnych standardów - wzruszył ramionami.
Mogła być pewna nie tylko tego, że bezczelnie ją papugował, ale również tego, że niewiele mu brakowało, żeby jeszcze bardziej dać ujście absurdom. Jeżeli nie chciała rozmawiać w normalny sposób to równie dobrze mogła szykować się na to, że jej brat ubzdura sobie spełnić niedawne groźby i dajmy na to zasiąść na kostce brukowej po środku Pokątnej. Jeszcze tego nie robił, ale ta groźba wisiała w powietrzu. Może to nie było w jego stylu, żeby robić z siebie błazna, ale ostatnio przez cały czas wyciągał kartę Głupca.