30.09.2024, 16:50 ✶
- Pogadamy o tym za miesiąc, kiedy Evelyn urządzi wam przyspieszone wesele - nie krył, że mógłby w to uwierzyć.
Jej matka z pewnością miała być najszczęśliwszą osobą w tej sytuacji. Zapewne miała przełknąć fakt, że chodziło o Borgina, bo mogła wydać córkę za mąż. Przy jej staraniach co tydzień mogli mieć jakiś element celebracji prowadzących do hucznego, wystawnego ślubu, którego plany już pewnie dawno miała. Ambroise nie zdziwiłby się, gdyby jego macocha była w stałym kontakcie z lokalnymi i zagranicznymi przedsiębiorcami i rzemieślnikami, którzy byliby w stanie wspomóc ją w przygotowaniu towarzyskiego wydarzenia roku. I to może nawet w trzy tygodnie a nie miesiąc.
- Całkowicie adekwatne do tej sytuacji. Powinnaś umieścić je w słowniku, skoro masz stać się królową Borginolandu - stwierdził uprzejmie acz kąśliwie.
W końcu Anthony Ian Borgin był Dziedzicem tamtego kurwidołka. Jeśli dostatecznie wmanipuluje siostrę Ambroisa w kontynuację ich związku, być może Roselyn mogła mieć swoją własną kupkę popiołów i gruzu, na którym Borginowie budowali swe małe królestwo. Nie życzył jej tego. Wręcz przeciwnie. Wkurwiało go to aż nazbyt, ale próbował panować nad sobą dla dobra ich relacji. Nie chciał, żeby się od niego odsunęła, bo powiedziałby o kilka słów nazbyt dużo.
Był przygotowany na uszczypliwości, może na dalszą wymianę zdań, na powiedzenie mu, że mógł spierdalać na jakąś sosnę w Kniei i Roo miała w dupie to, że nie powinien tam wchodzić. W tym wypadku pewnie byłaby skłonna zrobić wyjątek a może i dzięki temu ona potem też mogłaby tam pójść. Mimo to próbował ją podejść w inny sposób. Poprzez pokazanie jej absurdu tej sytuacji. I to chyba (o dziwo) nie była zła droga.
- Nie wystarczy - stwierdził gorzko, parskając pod nosem. - No nareszcie zaczynasz mówić jak człowiek - sarknął, ale drgnął mu kącik ust.
Nieczęsto zdarzało mu się ochoczo iść na propozycję schlania się, gdy wiedział, że jego stan miał być dla kogoś ułatwieniem do mentalnych sztuczek. Jeszcze rzadziej pił na umór w towarzystwie młodszej siostry. Zdarzyło mu się wrócić schlanym do domu a kilka razy również wpaść na schlaną Roselyn, ale tak właściwie to nie mieli wspólnej okazji do tego, żeby nawalić się razem w dwie dupy. Od tego miał kolegów zawsze chętnych do zamoczenia ryja w ognistej. Zdarzało mu się także pić w swojej samotni, choć wtedy raczej się pilnował.
Wydawało się, że mieli jakąś granicę tego, co robili jako rodzeństwo, ale w tej chwili Ambroise postanowił machnąć na to ręką. Jego siostra się zaręczyła. To trzeba było opić. Z Borginem. Tu należało wypić na ukojenie nerwów. Z którym już była bardziej uwikłana niż chciała przyznać. To pachniało zostawieniem całej butelki na barze. A Ambroise właśnie znowu wmieszał się w sprawy innej półBorginówny, choć poprzysiągł zostawić ją w spokoju. To swobodnie mogła być druga butelka, patrząc na jego wieloletnie uwikłanie. I na to, że kiedyś chciał się z nią zaręczyć a teraz wytykał zaręczyny Rosie. Dobrze, że mieli przed sobą długi wieczór.
- Bar czy mieszkanie? - Zarzucił zapewne mogąc ją tym zaskoczyć, ale naprawdę przystawał na tę ofertę. - Mieszkanie - zadecydował, bo bar był chyba zbyt publicznym miejscem a zawsze mogli tam wyjść później. Za jakiś czas.
Z zaciśniętymi ustami, ale spokojniejszą miną wyciągnął do niej rękę. Mogli mieć ten tymczasowy rozejm?
Jej matka z pewnością miała być najszczęśliwszą osobą w tej sytuacji. Zapewne miała przełknąć fakt, że chodziło o Borgina, bo mogła wydać córkę za mąż. Przy jej staraniach co tydzień mogli mieć jakiś element celebracji prowadzących do hucznego, wystawnego ślubu, którego plany już pewnie dawno miała. Ambroise nie zdziwiłby się, gdyby jego macocha była w stałym kontakcie z lokalnymi i zagranicznymi przedsiębiorcami i rzemieślnikami, którzy byliby w stanie wspomóc ją w przygotowaniu towarzyskiego wydarzenia roku. I to może nawet w trzy tygodnie a nie miesiąc.
- Całkowicie adekwatne do tej sytuacji. Powinnaś umieścić je w słowniku, skoro masz stać się królową Borginolandu - stwierdził uprzejmie acz kąśliwie.
W końcu Anthony Ian Borgin był Dziedzicem tamtego kurwidołka. Jeśli dostatecznie wmanipuluje siostrę Ambroisa w kontynuację ich związku, być może Roselyn mogła mieć swoją własną kupkę popiołów i gruzu, na którym Borginowie budowali swe małe królestwo. Nie życzył jej tego. Wręcz przeciwnie. Wkurwiało go to aż nazbyt, ale próbował panować nad sobą dla dobra ich relacji. Nie chciał, żeby się od niego odsunęła, bo powiedziałby o kilka słów nazbyt dużo.
Był przygotowany na uszczypliwości, może na dalszą wymianę zdań, na powiedzenie mu, że mógł spierdalać na jakąś sosnę w Kniei i Roo miała w dupie to, że nie powinien tam wchodzić. W tym wypadku pewnie byłaby skłonna zrobić wyjątek a może i dzięki temu ona potem też mogłaby tam pójść. Mimo to próbował ją podejść w inny sposób. Poprzez pokazanie jej absurdu tej sytuacji. I to chyba (o dziwo) nie była zła droga.
- Nie wystarczy - stwierdził gorzko, parskając pod nosem. - No nareszcie zaczynasz mówić jak człowiek - sarknął, ale drgnął mu kącik ust.
Nieczęsto zdarzało mu się ochoczo iść na propozycję schlania się, gdy wiedział, że jego stan miał być dla kogoś ułatwieniem do mentalnych sztuczek. Jeszcze rzadziej pił na umór w towarzystwie młodszej siostry. Zdarzyło mu się wrócić schlanym do domu a kilka razy również wpaść na schlaną Roselyn, ale tak właściwie to nie mieli wspólnej okazji do tego, żeby nawalić się razem w dwie dupy. Od tego miał kolegów zawsze chętnych do zamoczenia ryja w ognistej. Zdarzało mu się także pić w swojej samotni, choć wtedy raczej się pilnował.
Wydawało się, że mieli jakąś granicę tego, co robili jako rodzeństwo, ale w tej chwili Ambroise postanowił machnąć na to ręką. Jego siostra się zaręczyła. To trzeba było opić. Z Borginem. Tu należało wypić na ukojenie nerwów. Z którym już była bardziej uwikłana niż chciała przyznać. To pachniało zostawieniem całej butelki na barze. A Ambroise właśnie znowu wmieszał się w sprawy innej półBorginówny, choć poprzysiągł zostawić ją w spokoju. To swobodnie mogła być druga butelka, patrząc na jego wieloletnie uwikłanie. I na to, że kiedyś chciał się z nią zaręczyć a teraz wytykał zaręczyny Rosie. Dobrze, że mieli przed sobą długi wieczór.
- Bar czy mieszkanie? - Zarzucił zapewne mogąc ją tym zaskoczyć, ale naprawdę przystawał na tę ofertę. - Mieszkanie - zadecydował, bo bar był chyba zbyt publicznym miejscem a zawsze mogli tam wyjść później. Za jakiś czas.
Z zaciśniętymi ustami, ale spokojniejszą miną wyciągnął do niej rękę. Mogli mieć ten tymczasowy rozejm?