Właśnie - czym tu się stresować? To tylko zaręczyny. W gronie rodziny. Nic wielkiego. Ty, ona, tata, mama... drugie tata (???). Jej mama, jej tata. Drugiego taty nie miała, co za szczęście. Umysł Sauriela był pusty i chociaż daleko mu było do drżenia, to ta atmosfera go po prostu nie nastrajała pozytywnie. Wzrok matki Victorii, której imienia teraz nie pamiętał, a może nie zapamiętał go wcale, wydawał się oceniać i starać się panować nad każdym szczegółem. Lub znów - to tylko jemu się tak wydawało. Joseph był ciekaw - jak niemal zawsze. Nie czuł na sobie jego spojrzenia, ale będzie je czuł podczas samych oświadczyn. Eryk był w pełni zajęty brylowaniem w towarzystwie. Zimny, dostojny jegomość, który syna nie mógłby się wyprzeć za żadne skarby tego świata. Miał po nim urodę. Po matce zaś - charakter. Ubrany w garnitur, bo tak wypadało, chociaż kolor jego krawatu nie pasował do sukienki Victorii. Anna była dość zaskoczona, przez moment tak przypatrywała się tej kreacji, a Eryk tylko trochę się skrzywił, ale nie zająknął. Tymczasem Sariel tylko troochę poluźnił ten krawat. Tylko ociupinkę. Nie było w jego głowie nawet miejsca na podziwianie piękna tej sukienki czy zastanawianie się nad tym krótkim grymasem na twarzy Isabelli, tutaj naprawdę na nic nie było przestrzeni. I to nie tak, że stresował się samym faktem wręczenia pierścionka i zapytanie, czy wyjdzie za niego. No wyjdzie - co ma powiedzieć? Denerwowało go to. Nie chciał. Nie chciał się zaręczać z kobietą, której nie kochał i której pewnie nigdy nie pokocha. Kochający wampir? Kurwa, co to, opowieść dla nastoletnich czarownic? Nie chciał grać pod dyktando swojej rodziny. Nie chciał... nie chciał wielu rzeczy. Tymczasem stał tutaj i wiedział, że może zrobić aferę, rzucić pierścionkiem w kominek i pójść w swoją stronę. Zakładając, że w ogóle zdąży się ruszyć po rzuceniu pierścionkiem. Bo pewnie to by zdążył. Wszyscy byliby za bardzo zdziwieni, żeby cenny przedmiot ratować. Na te sceny za to w jego głowie miejsce było. Stał tu napięty i wyobrażał sobie wiele scenariuszy. Odgrywał w swojej głowie wiele opcji. Wydawałoby się - no co gorszego mogą zrobić? Zabiją mnie? To dość zabawne, bo mimo tego (a może właśnie dlatego), że raz umarł, mimo tego, że tyle o śmierci myślał, wizja tego, że ktoś z tego pomieszczenia miałby wymierzyć w niego różdżkę, by naprawdę go zabić, była przerażająca. Nie będzie chyba zdziwieniem, że w takim wypadku żadna z opcji, o jakiej pomyślał, nie była kusząca przez ten końcowy akt.
Wyłapał jej spojrzenie. Nie od razu, ale je poczuł, wyłapał i spojrzał na nią. Strach ma ponoć wielkie oczy, a jakie ona miała teraz? Czy tak samo myślała, że dobrze byłoby tym pieprznąć? Że nienawidzi tej chwili, tego życia, rodziny i wszystkiego, co składało się na każdą kolejną porażkę? Nie, pewnie nie. Więc o czym myślała? Wyglądała na niespokojną, to na pewno. Ale kto miałby być spokojny w takiej sytuacji? A tak, ich rodzice. Sauriel przeniósł spojrzenie na Annę, której wzrok też poczuł. Jej spojrzenie rozumiał, albo raczej - wydawało mu się, że rozumie. Była w nim tak odrobina odrazy, strachu jak i współczucia. Współczucia. Kącik ust Sauriela drgnął, a Anna odwróciła spojrzenie.
Jej też nienawidził.
-Jest przepiękna. - Drgnął, kiedy usłyszał głos Josepha, głęboki i jedwabny, za swoimi plecami. Lekko obrócił głowę w jego kierunku, kiedy mężczyzna spoglądał prosto na Victorię. - Wciąż kwitnący kwiat. Nie każdy ma takie szczęście. - Skrzywił się, ale tylko na sekundkę, zaraz starając się opanować, trzymać w ryzach swoją mimikę i to, co wychodzi z wnętrza na zewnątrz, gdy poczuł jego dłonie na swoich ramionach, które zacisnęły się tak, jakby co najmniej Joseph był z niego dumny. Takie sprawiał wrażenie. Sauriel znów spojrzał na Victorię. Piękna kobieta. Jej usta. Podobały mu się jej usta. Chciało się ich dotknąć i sprawdzić, czy były tak miękkie na jakie wyglądały. Jej dłonie. Miała naprawdę ładne i zadbane dłonie, tak kobiece i delikatne. Podobały mu się jej włosy. Mógłby wsunąć w nie nos i sprawdzić, jak pachną. A już prawie pamiętał jej zapach. Mógłby wsunąć w nie palce i głaskać. Bo były miękkie. Na pewno były miękkie. Ale z tego wszystkiego kończyło się na jednym - zawsze pojawiało się w jego głowie pytanie, jak smakuje.
Czy wampir w ogóle mógł kochać? Joseph twierdził, że ależ owszem! Nawet bardziej, niż człowiek! Ale według Sauriela on już po prostu dawno zapomniał, jak to jest kochać naprawdę. I jak to jest kiedy ciało było rozpalone.
Puścił go i nawet lekko pchnął. Nie tak, by go poruszyć, to była ledwo sugestia. I skorzystał z tej sugestii dość chętnie, diąc w kierunku Victorii. I zatrzymując się obok niej.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.