01.10.2024, 14:41 ✶
Zdaniem Cathala właściwym słowem byłoby raczej: przekleństwo. To zresztą była klątwa, którą Slytherin sam rzucił na swoich potomków, by upewnić się, że jego głos nie zostanie zapomniany. Rozbrzmiewał w głowach dziedziców Salazara i po tysiącu lat, i Cathal doskonale wiedział, jakie mogą być tego skutki – pogrążenie się coraz bardziej w spaczeniu lub postępujące szaleństwo, bo Slytherin nie lubił, gdy ktoś postępował wbrew jego woli.
Shafiq był uparty. Sprzeciwiał się i ignorował głos w głowie tak długo, jak tylko mógł. W Egipcie zresztą głosy odzywały się rzadko, jakby pustynne piaski i afrykańskie ciepło uśpiło Salazara – ale Cathal zawsze wiedział, że ten przyczaił się raczej niż znikł. I tak też było. Śmiech i podszepty powróciły wraz z powrotem do deszczowej Anglii.
Może powinien trzymać się z dala od Wysp, ale Walia i filary fascynowały go, a poza tym Cathal przeczuwał, że tym razem Slytherin nie umilknie. Wiedział, że nie zdoła przed nim uciec – nie da się przecież umknąć przed samym sobą. Przed tym, co płynie w twojej krwi. Prędzej czy później czekało go szaleństwo, bo chociaż moralność Cathala była bliżej czerni niż bieli, nie miał zamiaru pozwolić sobą kierować.
Kiedyś głos Salazara go pochłonie.
Ale na razie… na razie trzymał się dobrze.
Jego czas jeszcze się nie skończył i Cathal korzystał z dni, które mu dano. Rzadko myślał o dniu jutrzejszym w innym kontekście niż planowanie prac na wykopaliskach – i właściwie nigdy o miłości. Ta zresztą jemu zdawała się dużo trudniejsza w znalezieniu i utrzymaniu niż kariera, ale choć nie myślał o uciekaniu przed nią, nie czuł, że jego życie bez niej nie jest pełne.
– Ta historia i bez takich ozdobników jest na swój sposób romantyczna. Ale czy rzeczywista wersja w ogóle istnieje? Historia zależy w końcu od tego, kto ją opowiada.
Zmieniała się przez lata trochę dlatego, że łączono w osobie Artura i innych wodzów Brytów, i że mugolscy pisarze wymyślali bajki, i że legendy innych odważnych ludzi stawały się legendami okrągłego stołu. Ale już u zarania tej opowieści było przecież więcej niż jedna historia: inaczej opowiedziałby ją z pewnością Artur, inaczej Merlin, a jeszcze inaczej Ginewra.
*
Nie zamierzał nalegać na dalszą rozgrywkę – zwłaszcza że ta ostatnia, trzecia, wymagała spasowania, bo wiedział już, że tym razem nie wygra. Eliksir nie szumiał mu już w głowie, zachęcając do ryzyka, a i gdy minął jego wpływ, trudniej było się skupić w głośnym pomieszczeniu pełnym ludzi. Kiedy wstał zza stołu, odruchowo wręcz zaoferował jej ramię, a potem skierował się do wyjścia, być może ku uldze krupiera.
– Czystokrwiści po cichu karmieni mugolskim jedzeniem? Skandal – wymruczał, choć bez prawdziwego oburzenia. Zawsze uważał, że czarodzieje lepsi są od mugoli, bo mieli po prostu większe możliwości, ale i nie spluwał na sam ich widok. Dostatecznie często musiał pośród nich przebywać, a nawet z nimi współpracować, zwłaszcza w Egipicie. – Skoro wygrałem taką sumą, ja stawiam – skwitował tylko, nim opuścili kasyno, pozostawiając za sobą to miejsce, które spełniało marzenia nielicznych, a łamało życia wielu innych.
Shafiq był uparty. Sprzeciwiał się i ignorował głos w głowie tak długo, jak tylko mógł. W Egipcie zresztą głosy odzywały się rzadko, jakby pustynne piaski i afrykańskie ciepło uśpiło Salazara – ale Cathal zawsze wiedział, że ten przyczaił się raczej niż znikł. I tak też było. Śmiech i podszepty powróciły wraz z powrotem do deszczowej Anglii.
Może powinien trzymać się z dala od Wysp, ale Walia i filary fascynowały go, a poza tym Cathal przeczuwał, że tym razem Slytherin nie umilknie. Wiedział, że nie zdoła przed nim uciec – nie da się przecież umknąć przed samym sobą. Przed tym, co płynie w twojej krwi. Prędzej czy później czekało go szaleństwo, bo chociaż moralność Cathala była bliżej czerni niż bieli, nie miał zamiaru pozwolić sobą kierować.
Kiedyś głos Salazara go pochłonie.
Ale na razie… na razie trzymał się dobrze.
Jego czas jeszcze się nie skończył i Cathal korzystał z dni, które mu dano. Rzadko myślał o dniu jutrzejszym w innym kontekście niż planowanie prac na wykopaliskach – i właściwie nigdy o miłości. Ta zresztą jemu zdawała się dużo trudniejsza w znalezieniu i utrzymaniu niż kariera, ale choć nie myślał o uciekaniu przed nią, nie czuł, że jego życie bez niej nie jest pełne.
– Ta historia i bez takich ozdobników jest na swój sposób romantyczna. Ale czy rzeczywista wersja w ogóle istnieje? Historia zależy w końcu od tego, kto ją opowiada.
Zmieniała się przez lata trochę dlatego, że łączono w osobie Artura i innych wodzów Brytów, i że mugolscy pisarze wymyślali bajki, i że legendy innych odważnych ludzi stawały się legendami okrągłego stołu. Ale już u zarania tej opowieści było przecież więcej niż jedna historia: inaczej opowiedziałby ją z pewnością Artur, inaczej Merlin, a jeszcze inaczej Ginewra.
*
Nie zamierzał nalegać na dalszą rozgrywkę – zwłaszcza że ta ostatnia, trzecia, wymagała spasowania, bo wiedział już, że tym razem nie wygra. Eliksir nie szumiał mu już w głowie, zachęcając do ryzyka, a i gdy minął jego wpływ, trudniej było się skupić w głośnym pomieszczeniu pełnym ludzi. Kiedy wstał zza stołu, odruchowo wręcz zaoferował jej ramię, a potem skierował się do wyjścia, być może ku uldze krupiera.
– Czystokrwiści po cichu karmieni mugolskim jedzeniem? Skandal – wymruczał, choć bez prawdziwego oburzenia. Zawsze uważał, że czarodzieje lepsi są od mugoli, bo mieli po prostu większe możliwości, ale i nie spluwał na sam ich widok. Dostatecznie często musiał pośród nich przebywać, a nawet z nimi współpracować, zwłaszcza w Egipicie. – Skoro wygrałem taką sumą, ja stawiam – skwitował tylko, nim opuścili kasyno, pozostawiając za sobą to miejsce, które spełniało marzenia nielicznych, a łamało życia wielu innych.
Koniec sesji