01.10.2024, 15:28 ✶
Obawy, które kazały im sprowadzić do Praw Czasu Thomasa Figga, nie miały związku z sytuacją polityczną, a incydentem, jedną konkretną sytuacją. Zabezpieczenia działać mogły jednak zarówno na pospolitych napastników, jak i tych z nieco konkretniejszymi motywami, więc nie mogło im to wyjść na złe.
— Mówimy zarówno o poczekalni, jak i gabinecie — odpowiedział Peregrinus, przechodząc w stronę drzwi prowadzących do vakelowego gabinetu. I to pomieszczenie przedstawił Figgowi, choć tutaj zaproszenie było mniej swobodne.
Trelawney wszedł do środka na ledwie kilka kroków w głąb, stanął obok biurka, tarasując przejście za nie: na granicy tego, gdzie kończył się dostęp każdego innego gościa. Splótł ręce za plecami. Zamiast wraz z Thomasem analizować możliwości dostosowania pokoju, raczej analizował milcząco samego Thomasa. Poczekalnia poczekalnią, przewijali się tam co chwilę ludzie, ale na rzeczy Dolohova wolał baczniej mieć oko.
Sam gabinet był co do zasady po prostu gabinetem, w którym przyjmuje się klientów. Miał standardowe wyposażenie: biurko, fotele, sofy. Elegancki i klimatyczny, tworzący atmosferę sprzyjającą otrzymaniu zmieniającej życie wróżby. Wyróżniały to pomieszczenie zegary, których ilość była imponująca. Były to w końcu prawa Czasu.
— Zapewne tak byłoby rozsądnie. — Mężczyzna przytaknął temu, że ewakuacja powinna prowadzić nieco dalej niż za próg. — Jak robi większość osób? — zapytał, żeby nieco zainspirować się być może popularnymi rozwiązaniami. A nuż Thomas podsunie mu coś jeszcze, co mogłoby się im przydać. — Krąży mi również po głowie idea wygospodarowania jakiejś zabezpieczonej kryjówki tutaj, w kamienicy. Niewykrywalna, niezdobywalna izba, do której dostęp mają tylko określone osoby i tam mogą przeczekać niebezpieczeństwo. Najlepiej, aby dało się tam bezpośrednio dostać z kilku różnych pomieszczeń. Mamy do dyspozycji cały budynek. — Nakreślił ramieniem leniwy łuk. — Od podziemia po samo poddasze.
— Mówimy zarówno o poczekalni, jak i gabinecie — odpowiedział Peregrinus, przechodząc w stronę drzwi prowadzących do vakelowego gabinetu. I to pomieszczenie przedstawił Figgowi, choć tutaj zaproszenie było mniej swobodne.
Trelawney wszedł do środka na ledwie kilka kroków w głąb, stanął obok biurka, tarasując przejście za nie: na granicy tego, gdzie kończył się dostęp każdego innego gościa. Splótł ręce za plecami. Zamiast wraz z Thomasem analizować możliwości dostosowania pokoju, raczej analizował milcząco samego Thomasa. Poczekalnia poczekalnią, przewijali się tam co chwilę ludzie, ale na rzeczy Dolohova wolał baczniej mieć oko.
Sam gabinet był co do zasady po prostu gabinetem, w którym przyjmuje się klientów. Miał standardowe wyposażenie: biurko, fotele, sofy. Elegancki i klimatyczny, tworzący atmosferę sprzyjającą otrzymaniu zmieniającej życie wróżby. Wyróżniały to pomieszczenie zegary, których ilość była imponująca. Były to w końcu prawa Czasu.
— Zapewne tak byłoby rozsądnie. — Mężczyzna przytaknął temu, że ewakuacja powinna prowadzić nieco dalej niż za próg. — Jak robi większość osób? — zapytał, żeby nieco zainspirować się być może popularnymi rozwiązaniami. A nuż Thomas podsunie mu coś jeszcze, co mogłoby się im przydać. — Krąży mi również po głowie idea wygospodarowania jakiejś zabezpieczonej kryjówki tutaj, w kamienicy. Niewykrywalna, niezdobywalna izba, do której dostęp mają tylko określone osoby i tam mogą przeczekać niebezpieczeństwo. Najlepiej, aby dało się tam bezpośrednio dostać z kilku różnych pomieszczeń. Mamy do dyspozycji cały budynek. — Nakreślił ramieniem leniwy łuk. — Od podziemia po samo poddasze.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie