Posrane było zróżnicowanie, które dzieliło jak i łączyło ludzi. Nie ma na to złotego środka, nie będzie żadnych chwalebnych i utartych przekazów, jak postępować w każdym wypadku, bo psychologia była za bardzo złożona. Wystarczy spojrzeć na prawo - ono starało się nadążać za wszystkimi przypadkami, a potem wszystko i tak leżało w ręce sędziego albo sędziny. Złoty środek? Nie ma sensu się oszukiwać, nigdy nie będzie idealnych "złotych środków". Tak jak Sauriel nie zamierzał szukać idealnych odpowiedzi na zadane pytania. Mógł tylko mówić z doświadczenia, a to doświadczenie dla każdego mogło mieć inną wartość. Jak działa wampiryzm, jak się pozbyć głodu, jak być "dobrym wampirem", cokolwiek słowo "dobry" miało znaczyć. Joseph miałby na temat tego zupełnie inne pojęcie niż Astaroth, oj, z pewnością. Bycie grzecznym chłopcem i wampirem jednocześnie? Ponoć nie ma czegoś takiego jak "niemożliwe" w tym wyjątkowo zróżnicowanym świecie.
- Niewiele. Bo nie ma nas zbyt wielu, wiesz. - Kontrolowany przyrost nie-naturalny był jedną z rzeczy, która zajmowała myśli najstarszych tego świata. I przez "najstarszych tego świata" mam na myśli dokładnie wampirzą socjetę. Sauriel nie wiedział, czy były jakieś... a tak, ghule. Jeszcze były ghule. - Ale kilku poznałem. W tym mój wampirzy daddy, ale jego nie chcesz spotykać. - Nie sądził, żeby się dogadali... albo by się dogadali i Joseph zrobiłby Astarothowi sieczkę z mózgu. Tak czy siak ktoś wyszedłby z tego spotkania niezadowolonym. A takie spotkania potrafiły potem podcinać skrzydła - i to bardzo realnie. Ograniczać. Sprawiać, że się dusisz. Co, jesteś wampirem, to dusić się nie możesz? Nic bardziej mylnego. Powietrza ci nie zabraknie, a jednak coś ciągle będzie ściskać twoje gardło i doprowadzać do rozpaczy.
- To rób to, co robiłeś. - Sauriel spojrzał na niego trochę z powątpieniem, jakby spotkał na swojej drodze idiotę, który sam mówił o rozwiązaniu, a mimo to się miotał. - Poluj. Na wampiry. Na bestie. Założę się, że krew wilkołaków smakuje jak ostre curry. - O ile Astaroth wiedział, czym curry było, ale może miał akurat okazję zakosztować tego przysmaku, który przytargany został z innego krańca świata. - Nie znam się na potworach szczególnie, ale póki nie spróbujesz, to nie będziesz wiedział. - Ponoć zabicie jednorożca wiązało się z wielkim przekleństwem, ale Yaxleyowie raczej na jednorożce nie polowali? Nie, no co ty! Na pewno polowali! Tylko może akurat nie ten konkretny, skoro się wypowiadał o "takich jak my". Teraz już MY. Teraz był częścią tego popierdolonego świata nocy. - A syrenki pewnie smakują jak dorsze. - Czy tam inne karpie albo śledzie. Wypił spory łyk szkockiej i spojrzał na nią z zadowoleniem. - Kurwa, dobre. Naprawdę dobre.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.