Nie dość, że nie było w tym niczego złego, to Sauriel jeszcze błogosławił. Victoria miała niebanalne pomysły, była inteligentna, potrafiła go zaskakiwać i dzięki temu, że jednak szukała rozwiązań i zastanawiała się nad tym, gdzie mogą być, dokąd zawędrować... dzięki temu wszystkiemu byli tutaj. Na tym tapczanie, zwróceni bardziej do siebie, z poduszką jako bronią w roli głównej, a nie różdżkami między nimi. Przynajmniej jedna z nich krzesałaby z siebie zielony promień nadchodzącej śmierci. Sauriel nie przepadał za tą metodą zabijania, bo była... zbyt szybka. Pozbawiona emocji, drgnięć strun, które potrafiły z siebie wydawać przedziwne dźwięki - wcale przy tym nie chodzi o gitarę. Zamiast tego najbardziej śmiertelne zaklęcie, które mógł wystosować w jej kierunku to gilgotki-łaskotki. Wiem, brzmi przerażająco.
- Taa, mówiłaś, ale daamn, dziewczyno... - Słowo "dziewczyna" do Victorii nie pasowało - wyglądała starzej niż na swój wiek, właściwie to można się było zapomnieć, ile naprawdę ma lat. Albo to przez tą aurę, jaką wokół siebie tworzyła? Coś sprawiało, że "dziewczynka" brzmiało już zupełnie obraźliwie, ale rzecz jasna nie obrazy miał teraz w głowie! Ani trochę! Nie było potrzeby mówić tego na głos - zrobiła na nim wrażenie, lustro jego oczu odbijało podziw. - Ratowałaś biednych mugoli i zatrwożonych czarodziei mieszając im w głowach. - Druga rzecz, że widział w tym ironię, która go bawiła, a nie w jego stylu było nie pozaczepianie jej. Ironię, ale wcale nie tą złego rodzaju - więc to nie był "przytyk". Ledwo szturchanie palcem. Ciągnięcie za warkoczyk i to nie chciał, żeby zabolało. Robiła to, żeby chronić czarodziei i mugoli zarazem, ale czy ktokolwiek chciał, żeby mu grzebano w umyśle? Sauriel doskonale rozumiał ból, jaki sprawiało, gdy ktoś chciał cię kontrolować, miał obsesję na tym punkcie. Tym bardziej rozumiał, że czuła się zagubiona po Windermere. Nie wiedział, co z tym zrobić - czy cokolwiek by dało, gdyby powiedział, że mu przykro i drążył? Było mu przykro. Jasne, że było mu przykro, że musiała przez to przejść. Gdyby tak więc podejść żartobliwie do tego wszystkiego? Działało. Victoria się też ewidentnie obudziła - przestała być fatalnym cieniem samej siebie.
- Ay... nad Nokturnem... - Wymruczał, przez moment się jej przyglądając. Nie chciał mówić więcej. Dwa słowa więcej wypowiedziane i czegoś można żałować. Że się usłyszało, że się powiedziało. Gdzie tajemnica była tajemnicą, a gdzie już zaczynała kolibać się między ludźmi? Nie sądził, żeby Victoria mogła cokolwiek wygadać komukolwiek, ale sam lepiej spał (heh) wiedząc, że ma ją oddzieloną po drugiej stronie barykady. Lepszej stronie barykady. Mógł jej przynosić głupie opowiastki, tak jak ona jemu z pracy, ale... niektóre sprawy po prostu musiały pozostać sekretami. - A czasem mnie rozliczają z pracy na Pokątnej. Nie wiem czy znasz, taka jedna laseczka z dwoma kotami. - Smirk zagościł na jego twarzy.
- A nie wiem, to tak się po prostu nie mówi? - Zapomniał, że chciał czymś zająć ręce. Przypomniało mu się dopiero, kiedy zaczął mechanicznie bawić się frędzlem poduszki. - Nie odmówiłem Erikowi, więc tylko czekaj na moją nową karierę. - Otworzył ramiona, prezentując się wszem i wobec, nawet wysilił na wyprostowanie się - bo niekoniecznie chodził naprostowanym cały czas. - No kurwa, raczej! Poskładałem go jak bobo. - Sauriel w pełni uważał, że miał po prostu przewagę na dwóch płaszczyznach - chyba Erik nie spodziewał się kogoś wprawionego w realne potyczki, gdzie walczysz o przeżycie każdym machnięciem różdżki. Po drugie - byli w klubie pojedynków i Erik myślał o tym, by zrobić wrażenie. A Sauriel tylko o praktyczności i wygranej. Kolejne pojedynki wcale nie były jednostronne.
- O... ooo! Agresja! - Prychnął z rozbawienia i trochę się pochylił w tył, odganiając poduszkę ręką, żeby nie wylądowała na jego twarzy, kiedy nastąpił kolejny atak, tym razem jeszcze bardziej agresywny! Proszę bardzo, ile energii potrafi być w zmęczonym człowieku! Wystarczy tylko odrobina czegoś pozytywnego, odrobina poprawienia humoru.
- Taa... odkąd cię poznałem to w tej robocie jest tylko gorzej. Ja tam bym się wkurwiał na takie czary mary, ale przygoda zajebista. To Windermere. Ten statek. Ale ty jesteś na to za... wrażliwa? - Zrobił trochę dziwną minę, krzywiąc się, ale nie dlatego, że to określenie mu się nie podobało. To była mina pod tytułem "nie jestem pewien, co mówię". - Czy jakby to tam określić... no jesteś sobą i tyle. - Czy musieli tutaj rozwlekać się nad tym, jakie cechy sprawiały, że jego zdaniem to nie była praca dla niej? To przecież nie była pojedyncza cecha, tylko ich zbiór składający się na jedną Victorie Lestrange.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.