02.10.2024, 23:55 ✶
Machnął ręka w wyrazie bagatelizowania tego, co powtarzała już któryś raz. Sam miał swoje własne przemyślenia i spostrzeżenia odnośnie tego, co mogło się (i miał złe wrażenie, że miało) wydarzyć w związku z tą całą sytuacją.
Mimo to nie chciał się dłużej kłócić pośrodku Pokątnej. I tak już zapewnili przechodniom całkiem znaczącą rozrywkę.
- Czyli musimy kupić naprawdę dużo alkoholu - skwitował tylko nie brzmiąc ani, jakby żartował ani całkiem poważnie, coś pomiędzy, po czym wziął Rosie za rękę i olał całą resztę otoczenia. W tym również kelnerki.
Spokojnie przepuścił Roselyn w drzwiach dając jej tym samym do zrozumienia, że na poważnie przekazał jej klucze. To ona tu teraz urzędowała. Co prawda jeszcze nie wiedział czy faktycznie się na to zdecydowała, ale fakty były faktami. Odstąpił jej jedyny komplet, jaki miał i nie zamierzał pchać się przed nią. Dopiero, gdy otworzyła i wpuściła go do środka, rozejrzał się po pomieszczeniu chcąc zobaczyć czy coś się tutaj zmieniło.
Czy sterty różnorakich książek nadal wszędzie się walały (zabrał wyłącznie te mniej legalne, kiedy się stąd wynosił), czy pajęczyny były na swoim miejscu, czy malutki aneks kuchenny z minimalną ilością blatu na czajnik, zlew oraz starą kuchenkę nadal wyglądał na niewykorzystywany. Swego czasu niewiele tu zmienił względem tego, co zaoferowano mu przy podpisywaniu umowy. Nadal były tu dwie niskie szafy, biurko i stolik dosunięty niemal do niego a także niewysoka ława w dziwnym kontraście do dwóch wcześniejszych mebli. Krzesło i duży fotel, dwie stojące lampy o całkiem niezłych szklanych kloszach w stylu Tiffany'ego (chyba jedyne wartościowe przedmioty nie licząc książek), dwuosobowe łóżko pod ścianą, jeden grzejnik (latem było tu gorąco, zimą zimno z uwagi na to i na skośny dach nad głową) i to byłoby chyba na tyle. Łazienka miała duże lustro na pół ściany, żeliwną wannę malowaną żółkniejącą emalią, ubikację, wiszącą szafkę i umywalkę.
A przynajmniej to spodziewał się zastać, prawie od razu ruszając do drzwi balkonowych, żeby uchylić okno.
- No, to co chcesz wiedzieć? - Spytał bezpośrednio, kładąc nogi na małym stoliku przy krześle i pozostawiając jedyny miękki, choć trochę wytarty fotel do wyłącznej dyspozycji siostry.
Pociągając łyk wprost z butelki, posłał Rose pytające spojrzenie, po czym niemal od razu sam z siebie wzruszył ramionami. Chyba źle sformułował to pytanie a nawet nie był jeszcze zbyt pijany. Jedynie lekko wstawiony, zważywszy na to, że już na klatce schodowej zaczął pociągać z butelki w nagłym przypływie dosyć drażliwych wspomnień. Nie bez powodu dawno tu nie był.
Zazwyczaj wybierał leżankę w Mungu, kawałek kanapy u kogoś znajomego między dyżurami, od czasu do czasu łóżko jakiejś młodej czarownicy (choć nigdy nie zostawał u nich do świtu) a przy większej ilości czasu - rodzinną rezydencję, do której oficjalnie z powrotem się przeprowadził po długo trwającym epizodzie wspólnego mieszkania z byłą.
Mimo wszystko odnawiał umowę wynajmu, robiąc to praktycznie instynktownie, bo przecież nie musiał przesadnie zwracać uwagi na pieniądze. Ba. Gdyby miał takie widzimisię to pewnie byłby w stanie złożyć dostatecznie kuszącą ofertę, żeby móc odkupić kawalerkę i nie przepłacać w długofalowej perspektywie. Mimo to tak nie zrobił a jedynie płacił za coś, gdzie i tak praktycznie nie bywał.
- Nie lubię Borginów - odezwał się po chwili milczenia, jeszcze zanim miała szansę coś odpowiedzieć na tamto bezsensowne pytanie. - Ich opinia to jedno a drugie to fakt, że zdarzyło mi się leczyć ludzi od nich. Głównie kobiety, ale to niespecjalnie ma znaczenie - chwilowo na tym poprzestał, ale naturalnie chodziło mu o wrodzone charakterki tych ludzi.
Rozłożył ręce, po czym znów zacisnął dłoń na butelce i pociągnął trochę więcej. Nie żartował, kiedy zgodził się na to, żeby razem pić. Miał fatalny humor a ta jasno-ciemna (niby mająca spore okna, ale też ciemnobeżowe ściany i ciemne, stare meble nie do kompletu) kawalerka wcale mu go nie poprawiała.
Mimo to nie chciał się dłużej kłócić pośrodku Pokątnej. I tak już zapewnili przechodniom całkiem znaczącą rozrywkę.
- Czyli musimy kupić naprawdę dużo alkoholu - skwitował tylko nie brzmiąc ani, jakby żartował ani całkiem poważnie, coś pomiędzy, po czym wziął Rosie za rękę i olał całą resztę otoczenia. W tym również kelnerki.
Spokojnie przepuścił Roselyn w drzwiach dając jej tym samym do zrozumienia, że na poważnie przekazał jej klucze. To ona tu teraz urzędowała. Co prawda jeszcze nie wiedział czy faktycznie się na to zdecydowała, ale fakty były faktami. Odstąpił jej jedyny komplet, jaki miał i nie zamierzał pchać się przed nią. Dopiero, gdy otworzyła i wpuściła go do środka, rozejrzał się po pomieszczeniu chcąc zobaczyć czy coś się tutaj zmieniło.
Czy sterty różnorakich książek nadal wszędzie się walały (zabrał wyłącznie te mniej legalne, kiedy się stąd wynosił), czy pajęczyny były na swoim miejscu, czy malutki aneks kuchenny z minimalną ilością blatu na czajnik, zlew oraz starą kuchenkę nadal wyglądał na niewykorzystywany. Swego czasu niewiele tu zmienił względem tego, co zaoferowano mu przy podpisywaniu umowy. Nadal były tu dwie niskie szafy, biurko i stolik dosunięty niemal do niego a także niewysoka ława w dziwnym kontraście do dwóch wcześniejszych mebli. Krzesło i duży fotel, dwie stojące lampy o całkiem niezłych szklanych kloszach w stylu Tiffany'ego (chyba jedyne wartościowe przedmioty nie licząc książek), dwuosobowe łóżko pod ścianą, jeden grzejnik (latem było tu gorąco, zimą zimno z uwagi na to i na skośny dach nad głową) i to byłoby chyba na tyle. Łazienka miała duże lustro na pół ściany, żeliwną wannę malowaną żółkniejącą emalią, ubikację, wiszącą szafkę i umywalkę.
A przynajmniej to spodziewał się zastać, prawie od razu ruszając do drzwi balkonowych, żeby uchylić okno.
- No, to co chcesz wiedzieć? - Spytał bezpośrednio, kładąc nogi na małym stoliku przy krześle i pozostawiając jedyny miękki, choć trochę wytarty fotel do wyłącznej dyspozycji siostry.
Pociągając łyk wprost z butelki, posłał Rose pytające spojrzenie, po czym niemal od razu sam z siebie wzruszył ramionami. Chyba źle sformułował to pytanie a nawet nie był jeszcze zbyt pijany. Jedynie lekko wstawiony, zważywszy na to, że już na klatce schodowej zaczął pociągać z butelki w nagłym przypływie dosyć drażliwych wspomnień. Nie bez powodu dawno tu nie był.
Zazwyczaj wybierał leżankę w Mungu, kawałek kanapy u kogoś znajomego między dyżurami, od czasu do czasu łóżko jakiejś młodej czarownicy (choć nigdy nie zostawał u nich do świtu) a przy większej ilości czasu - rodzinną rezydencję, do której oficjalnie z powrotem się przeprowadził po długo trwającym epizodzie wspólnego mieszkania z byłą.
Mimo wszystko odnawiał umowę wynajmu, robiąc to praktycznie instynktownie, bo przecież nie musiał przesadnie zwracać uwagi na pieniądze. Ba. Gdyby miał takie widzimisię to pewnie byłby w stanie złożyć dostatecznie kuszącą ofertę, żeby móc odkupić kawalerkę i nie przepłacać w długofalowej perspektywie. Mimo to tak nie zrobił a jedynie płacił za coś, gdzie i tak praktycznie nie bywał.
- Nie lubię Borginów - odezwał się po chwili milczenia, jeszcze zanim miała szansę coś odpowiedzieć na tamto bezsensowne pytanie. - Ich opinia to jedno a drugie to fakt, że zdarzyło mi się leczyć ludzi od nich. Głównie kobiety, ale to niespecjalnie ma znaczenie - chwilowo na tym poprzestał, ale naturalnie chodziło mu o wrodzone charakterki tych ludzi.
Rozłożył ręce, po czym znów zacisnął dłoń na butelce i pociągnął trochę więcej. Nie żartował, kiedy zgodził się na to, żeby razem pić. Miał fatalny humor a ta jasno-ciemna (niby mająca spore okna, ale też ciemnobeżowe ściany i ciemne, stare meble nie do kompletu) kawalerka wcale mu go nie poprawiała.