22.01.2023, 00:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2023, 13:08 przez Chester Rookwood.)
Chester zdawał sobie sprawę z tego, że jego przemowa nie dobiegła jeszcze końca. Wygłosił dopiero wprowadzenie i dopiero miał przejść do sedna sprawy. Teraz panowała cisza przed burzą, która miała niebawem nadejść. Choć gdyby miałby to ubrać w jeszcze bardziej podniosłe słowa to równie dobrze mógłby powiedzieć zgromadzonym w tym miejscu czarodziejom i czarownicom, że to oni będą niczym ta burza, która nadejdzie za te kilka godzin i przegna z Ulicy Pokątnej tych wstrętnych charłaków, którzy od dnia narodzin stanowiły dla rodzin czystej krwi powód do wstydu. W jego rodzinie wydziedziczenie to najłagodniejsze na każdy z urodzonych w niej charłaków może liczyć. Tak jak wszystkich czarodziejów ograniczało ich ustanowione przez Ministerstwo Magii prawo. Prawo, które jako Auror powinien reprezentować i bardziej respektować. Zamiast tego stał przed tymi wszystkimi wartościowymi członkami świata czarodziejów, zjednoczonych tutaj w interesie konserwatywnych rodzin oraz swoim własnym.
Można by uznać go za jednego z prowodyrów tego kontrmarszu i nawet nie byłoby to dalekie od stanu faktycznego, ale przecież nie nakaże rzucać tym wszystkim ludziom konkretnych zaklęć ani nie powie im, że mają zabić kilku charłaków. Z prostej przyczyny. Byłby zdolny do dokonania czegoś takiego. Jednocześnie musiał liczyć się z tym, że niektórzy spośród tego zacnego grona nie będą w stanie posunąć się tak daleko jak on. To wszystko będzie zależeć od nich. Prawda była też taka, że gdyby otwarcie namawiał ich do zabijania charłaków albo nawet nakazałby im coś takiego to w niesprzyjających okolicznościach tylko sobie zaszkodziłby. Mógł mieć nieczyste sumienie oraz nie mieć skrupułów, jednak jego ręce musiały pozostać z pozoru czyste. W takich okolicznościach każda z tych osób mogłaby okazać się zdrajcą i tchórzem oraz próbować obarczyć go winą za każdego zabitego przez nich charłaka. Reputacja to coś, co budowało się przez lata i zarazem coś, co mogło zostać zniszczone dosłownie w jednej chwili.
Przez lata pracował nad wypracowaniem odpowiedniej reputacji w Ministerstwie Magii oraz utrzymaniem jej na stałym poziomie po to, aby móc ją wykorzystywać na swoją korzyść. Jawne oskarżenie go o namawianie kogokolwiek do rozlewu krwi byłoby przejawem braku rozsądku ze strony tych osób, ale lepiej dmuchać na zimne. Drugą stroną tej samej monety była jego reputacja w środowiskach czarodziejów czystej krwi. Ta jednak była nie do podważenia. Nie było szans na to, aby został zdrajcą krwi. W tym wszystkim musiał istnieć swoisty balans. Albo jego pozory.
— Tak jak powiedziałem, powinniśmy się na nich skupić i to można uznać za aktywne wystąpienie przeciwko nim podczas tego kontrmarszu. Nie oznacza to zaatakowania demonstrujących. To nie powinno być naszym zamiarem. Z pewnością nie będziemy jedyną grupą czarodziejów i czarownic stojących murem za obecnym stanem rzeczy. To sprawi, że nasz głos wyrażający poparcie dla tradycyjnych wartości, w tym przypadku pozycji charłaków w naszym społeczeństwie, będzie potężniejszy od ich głosu — W pierwszej chwili spojrzał na Theona, gdy tylko zadał mu to pytanie. Odpowiedź, która padła z jego ust, mogła wydawać się wszystkim tu zebranym zaskakująca. Jednak dla niego była słuszna tylko ze znanych mu powodów. Zdawał sobie sprawę z tego że to, co powiedział w tym momencie może się niektórym nie spodoba. Powinni wyjść na ulice tak wzburzeni, jak to tylko możliwe. Istniała szansa, że podczas pozornie pokojowych protestów z ich strony ktoś pęknie, chwyci za różdżkę i zaatakuje podczas kontrdemonstracji. Kluczowe tutaj było słowo nie powinno. Ten marsz mógł okazać się beczką czarodziejskiego prochu, czekającą tylko na podpalenie. Potrzebował tylko iskry, którą ktoś z siebie na pewno wykrzesze i rozpęta tym samym chaos. I to byłoby coś, na co Chester tak naprawdę liczył.
— Abyście wyruszyli na Ulicę Pokątną w duchu jedności i wytrwałości oraz zdecydowania, bo tylko tak będziemy w stanie osiągnąć nasz cel. Dla nas to nie jest z góry przegrana sprawa. Nie tak jak dla charłaków. Musimy być świadomi, że znajdą się osoby chcące uciszyć nasz głos i nie możemy na to pozwolić. Jednocześnie nie powinniśmy dać się ponieść tym wszystkim emocjom i przekroczyć pewną granicę — Przedstawił wszystkim to, czego od nich oczekiwał w taki sposób, na jaki mógł sobie pozwolić w obecnej sytuacji. Wierzył w powodzenie tego kontrmarszu, w końcu jego zdaniem te wszystkie postulaty charłaków były całkowicie niedorzeczne i nie powinni nic zmieniać na gorsze. Apelował do nich o jedność, wytrwałość i rozdanie. Z pozoru także o rozwagę. W dalszym ciągu nie zamierzał namawiać ich wszystkich do skrajnie radykalnych działań. Samo protestowanie nie było zakazane w żaden sposób. Nie będą mogli mu nic zarzucić, także wtedy jeśli kto z nich posunie się za daleko.
Można by uznać go za jednego z prowodyrów tego kontrmarszu i nawet nie byłoby to dalekie od stanu faktycznego, ale przecież nie nakaże rzucać tym wszystkim ludziom konkretnych zaklęć ani nie powie im, że mają zabić kilku charłaków. Z prostej przyczyny. Byłby zdolny do dokonania czegoś takiego. Jednocześnie musiał liczyć się z tym, że niektórzy spośród tego zacnego grona nie będą w stanie posunąć się tak daleko jak on. To wszystko będzie zależeć od nich. Prawda była też taka, że gdyby otwarcie namawiał ich do zabijania charłaków albo nawet nakazałby im coś takiego to w niesprzyjających okolicznościach tylko sobie zaszkodziłby. Mógł mieć nieczyste sumienie oraz nie mieć skrupułów, jednak jego ręce musiały pozostać z pozoru czyste. W takich okolicznościach każda z tych osób mogłaby okazać się zdrajcą i tchórzem oraz próbować obarczyć go winą za każdego zabitego przez nich charłaka. Reputacja to coś, co budowało się przez lata i zarazem coś, co mogło zostać zniszczone dosłownie w jednej chwili.
Przez lata pracował nad wypracowaniem odpowiedniej reputacji w Ministerstwie Magii oraz utrzymaniem jej na stałym poziomie po to, aby móc ją wykorzystywać na swoją korzyść. Jawne oskarżenie go o namawianie kogokolwiek do rozlewu krwi byłoby przejawem braku rozsądku ze strony tych osób, ale lepiej dmuchać na zimne. Drugą stroną tej samej monety była jego reputacja w środowiskach czarodziejów czystej krwi. Ta jednak była nie do podważenia. Nie było szans na to, aby został zdrajcą krwi. W tym wszystkim musiał istnieć swoisty balans. Albo jego pozory.
— Tak jak powiedziałem, powinniśmy się na nich skupić i to można uznać za aktywne wystąpienie przeciwko nim podczas tego kontrmarszu. Nie oznacza to zaatakowania demonstrujących. To nie powinno być naszym zamiarem. Z pewnością nie będziemy jedyną grupą czarodziejów i czarownic stojących murem za obecnym stanem rzeczy. To sprawi, że nasz głos wyrażający poparcie dla tradycyjnych wartości, w tym przypadku pozycji charłaków w naszym społeczeństwie, będzie potężniejszy od ich głosu — W pierwszej chwili spojrzał na Theona, gdy tylko zadał mu to pytanie. Odpowiedź, która padła z jego ust, mogła wydawać się wszystkim tu zebranym zaskakująca. Jednak dla niego była słuszna tylko ze znanych mu powodów. Zdawał sobie sprawę z tego że to, co powiedział w tym momencie może się niektórym nie spodoba. Powinni wyjść na ulice tak wzburzeni, jak to tylko możliwe. Istniała szansa, że podczas pozornie pokojowych protestów z ich strony ktoś pęknie, chwyci za różdżkę i zaatakuje podczas kontrdemonstracji. Kluczowe tutaj było słowo nie powinno. Ten marsz mógł okazać się beczką czarodziejskiego prochu, czekającą tylko na podpalenie. Potrzebował tylko iskry, którą ktoś z siebie na pewno wykrzesze i rozpęta tym samym chaos. I to byłoby coś, na co Chester tak naprawdę liczył.
— Abyście wyruszyli na Ulicę Pokątną w duchu jedności i wytrwałości oraz zdecydowania, bo tylko tak będziemy w stanie osiągnąć nasz cel. Dla nas to nie jest z góry przegrana sprawa. Nie tak jak dla charłaków. Musimy być świadomi, że znajdą się osoby chcące uciszyć nasz głos i nie możemy na to pozwolić. Jednocześnie nie powinniśmy dać się ponieść tym wszystkim emocjom i przekroczyć pewną granicę — Przedstawił wszystkim to, czego od nich oczekiwał w taki sposób, na jaki mógł sobie pozwolić w obecnej sytuacji. Wierzył w powodzenie tego kontrmarszu, w końcu jego zdaniem te wszystkie postulaty charłaków były całkowicie niedorzeczne i nie powinni nic zmieniać na gorsze. Apelował do nich o jedność, wytrwałość i rozdanie. Z pozoru także o rozwagę. W dalszym ciągu nie zamierzał namawiać ich wszystkich do skrajnie radykalnych działań. Samo protestowanie nie było zakazane w żaden sposób. Nie będą mogli mu nic zarzucić, także wtedy jeśli kto z nich posunie się za daleko.