03.10.2024, 18:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2024, 18:45 przez Anthony Shafiq.)
Południowe Stragany
Koło do losów> Słodkości Nory
Koło do losów> Słodkości Nory
– Ależ oczywiście, że mam – jego głos ociekał sarkazmem, jak pięknie w mowie ciała i tonie można było mówić czysta prawdę tak, że wszyscy myśleli, że żartujesz. – Tak jak Ty masz guźca, którego zrobiłem dla Ciebie. Miał takie same napuszone łapska z przodu, jak Ty kiedyś... Dobrze widzę, że znów trzeba było zwęzić garnitur? Zaniedbujesz się mój drogi, nie możesz tyle czasu siedzieć w biurze. – Lekka pogawędeczka przy kole, nie chciał o Mulciberach rozmawiać przy tak oczywistych świadkach jak kolejka ciągnąca się po fanty.
– Buty? Jak one działają? Są wygodne do biegania? – zainteresował się na moment, bo jemu wypadło zupełnie co innego. Nie żeby narzekał na portmonetkę, do przenoszenia ciężkiego złota i innych fantów. Zamierzał wszyć ją sobie w kieszeń ulubionej szaty.
– Nie oczekuj zbyt wiele mój drogi po rodzinie, której głową jest alkoholik i ćpun. Jestem bardzo zdziwiony, że Rick zdecydował się wrócić i wpuszczać w to swoje dzieci, których ambicją kiedyś była praca aurorska, a teraz... kręcą świeczki i polewają cytrynówkę. Jeszcze tylko muszę zorientować się gdzie też wywiało Scarlett. – westchnął ciężko, kciukiem mimowolnie obracając stalowy sygnet z celtyckim znakiem ochronnym. W końcu w roztargnieniu podniósł dłoń ku Jonathanowi i zapytał go stojąc u progu słodkości Nory:
– Sądzisz, że jak ktoś wybiera dla Ciebie tego typu biżuterie, to coś znaczy? – na moment, na ułamek sekundy szare oczy uciekły gdzieś w bok w niepewności we wrażliwości, której próżno było szukać u Anthony'ego w miejscach publicznych, a i w miejscach prywatnych takie momenty należały do rzadkości, jeśli ktoś stał obok. Nim jednak Jonathan zdążył odpowiedzieć, uwaga jego przełożonego skupiła się w całości na Lorien i Lysie, które były już w środku.
– Ach drogie panie, wybornie plan spełniony! To na co mamy ochotę. Polecam Wam szalenie cynamonki, oraz tartę pistacjową. Za watę podziękuję, widziałem jej efekty dzisiaj, a moje włosy i tak wymagają pilnej konsultacji Potterowej, nie chcę sobie dokładać. A więc? Na co się zdecydujecie? – zagadywał zaciekawiony, zapominając o stalowym pierścieniu, zapominając o wyliniałej surykatce ukrytej na dnie szafy, zapominając o dziwnej opowieści tkanej pośród barwnych chust. Jeden zawał w ciągu tego dnia w zupełności wystarczył.
– Buty? Jak one działają? Są wygodne do biegania? – zainteresował się na moment, bo jemu wypadło zupełnie co innego. Nie żeby narzekał na portmonetkę, do przenoszenia ciężkiego złota i innych fantów. Zamierzał wszyć ją sobie w kieszeń ulubionej szaty.
– Nie oczekuj zbyt wiele mój drogi po rodzinie, której głową jest alkoholik i ćpun. Jestem bardzo zdziwiony, że Rick zdecydował się wrócić i wpuszczać w to swoje dzieci, których ambicją kiedyś była praca aurorska, a teraz... kręcą świeczki i polewają cytrynówkę. Jeszcze tylko muszę zorientować się gdzie też wywiało Scarlett. – westchnął ciężko, kciukiem mimowolnie obracając stalowy sygnet z celtyckim znakiem ochronnym. W końcu w roztargnieniu podniósł dłoń ku Jonathanowi i zapytał go stojąc u progu słodkości Nory:
– Sądzisz, że jak ktoś wybiera dla Ciebie tego typu biżuterie, to coś znaczy? – na moment, na ułamek sekundy szare oczy uciekły gdzieś w bok w niepewności we wrażliwości, której próżno było szukać u Anthony'ego w miejscach publicznych, a i w miejscach prywatnych takie momenty należały do rzadkości, jeśli ktoś stał obok. Nim jednak Jonathan zdążył odpowiedzieć, uwaga jego przełożonego skupiła się w całości na Lorien i Lysie, które były już w środku.
– Ach drogie panie, wybornie plan spełniony! To na co mamy ochotę. Polecam Wam szalenie cynamonki, oraz tartę pistacjową. Za watę podziękuję, widziałem jej efekty dzisiaj, a moje włosy i tak wymagają pilnej konsultacji Potterowej, nie chcę sobie dokładać. A więc? Na co się zdecydujecie? – zagadywał zaciekawiony, zapominając o stalowym pierścieniu, zapominając o wyliniałej surykatce ukrytej na dnie szafy, zapominając o dziwnej opowieści tkanej pośród barwnych chust. Jeden zawał w ciągu tego dnia w zupełności wystarczył.