04.10.2024, 22:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2024, 00:12 przez Ambrosia McKinnon.)
stoisko kowenu -> wychodzę
- O właśnie, a dobrze że mówisz o tych świeczkach - uśmiechnęła się lekko, może z odrobiną zażenowania, bo zdążyła w tym wszystkim zapomnieć, że do rytuału gdzie należało zapalić świeczkę faktycznie potrzebowała, no, świeczki, a ostatnią zużyła parę dni temu. Niby mogła poprosić o to Persephonę, ale ta miała ostatnio bardzo dużo na głowie, no i Sebastian był pod ręką. - Dziękuję, bez ciebie musiałabym dopychać się na stoisko Mulciberów, a mam wrażenie że straszne tam obłożenie.
Przyjęła drobny prezent w postaci świeczek, a także swój modlitewnik i koszulkę, chowając je do torby z wdzięcznym uśmiechem.
- I definitywnie ci w nich do twarzy. W każdym razie... przemyślę sobie to, co mi powiedziałeś. Niby posługa w Kowenie nie wydaje się taka zła, ale... lubię swoje cztery kąty. Ale może to kwestia przyzwyczajenia. W każdym razie, miłego Lammas, kuzynie. Niech Matka ma cię w swojej opiece - posłała Sebastianowi jeszcze łagodny uśmiech i pożegnawszy się skinieniem głowy także z kapłanem który mu pomagał przy stoisku, oddaliła się w swoją stronę.
- O właśnie, a dobrze że mówisz o tych świeczkach - uśmiechnęła się lekko, może z odrobiną zażenowania, bo zdążyła w tym wszystkim zapomnieć, że do rytuału gdzie należało zapalić świeczkę faktycznie potrzebowała, no, świeczki, a ostatnią zużyła parę dni temu. Niby mogła poprosić o to Persephonę, ale ta miała ostatnio bardzo dużo na głowie, no i Sebastian był pod ręką. - Dziękuję, bez ciebie musiałabym dopychać się na stoisko Mulciberów, a mam wrażenie że straszne tam obłożenie.
Przyjęła drobny prezent w postaci świeczek, a także swój modlitewnik i koszulkę, chowając je do torby z wdzięcznym uśmiechem.
- I definitywnie ci w nich do twarzy. W każdym razie... przemyślę sobie to, co mi powiedziałeś. Niby posługa w Kowenie nie wydaje się taka zła, ale... lubię swoje cztery kąty. Ale może to kwestia przyzwyczajenia. W każdym razie, miłego Lammas, kuzynie. Niech Matka ma cię w swojej opiece - posłała Sebastianowi jeszcze łagodny uśmiech i pożegnawszy się skinieniem głowy także z kapłanem który mu pomagał przy stoisku, oddaliła się w swoją stronę.
Postacie opuszczają sesję
she was a gentle
sort of horror
sort of horror