List od Brenny był dosyć enigmatyczny, poinformowała ją jedynie o tym, że ma pracować w Beltaine, wziąć ze sobą miotłę i być gotowa. Nie, żeby jej się to specjalnie uśmiechało, wiadomo, że to jeden z najprzyjemniejszych sabatów w roku, czas wolny możnaby całkiem dobrze spożytkować, no ale jak mus to mus. Do tego dostała informację na temat tego z kim będzie mieć dyżur. Rookwood, jakiś stary dziad, który pracował tu od lat, chyba wolałaby już pracować jak zawsze z Brenną, albo trafić na jej brata - wydawał się być bardziej rozrywkowy. Zastanawiało ją, czy ten Rookwood, to jakaś rodzina Charles'a, pewnie tak, ciekawe tylko jak bliska. Z tego, co opowiadał jego rodzina była dość specyficzna i mało kto był tak otwarty jak Charlie, nie wróżyło to nic dobrego.
Heather pojawiła się na miejscu chwilę przed południem. Nigdy jeszcze nie brała udziału w takim spotkaniu, także nie do końca wiedziała czego się spodziewać. Przyleciała na miotle - nie mogło być inaczej, czasem docierało do niej, co mówiła Brenna. Zaparkowała miotłę pod jakimś drzewem i zaczęła rozglądać się po okolicy w poszukiwaniu znajomych twarzy, nie kojarzyła wszystkich brygadzistów, znaczy może z widzenia tak, jednak poznała osobiście raczej małą część. Miała nadzieję, że szybko znajdzie Brennę, w końcu to ona była jej partnerką i co tu dużo mówić, naprawdę o nią dbała i potrafiła we wszystko wprowadzić, jej najbardziej ufała.
Zastanawiała się, co będą robić, miejsce w którym miał się odbyć sabat było dosyć duże, mogło to spowodować, że nie będą w stanie upilnować wszędzie porządku. Ciekawiło ją, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień, czy podzielą się na jakies sektory, czy wymyślą coś innego. Heather Wood była gotowa wykonywać wszelkie polecenia, czuła lekką ekscytację w końcu to jej pierwsze Beltaine po stornie stróżów prawa. Nadal nie mogła dostrzec Brenny, co wzbudzało w niej mały dyskomfort, aż dziwne, że panna Wood potrafiła się czuć nieswojo.