05.10.2024, 22:03 ✶
Do Księżycowego Stawu Woody przybył w stosunkowo dobrym humorze. Po części z pewnością dlatego, że nie było czasu go zepsuć, jako że wstał nie tak dawno temu. Uroki prowadzenia pubu żyjącego nocą. Wiązało się to ponadto z tym, że nie był także ani pijany, ani nieświeży. Generalnie mucha nie siada, Francja elegancja… choć z tym mógłby się nie zgodzić Jonathan, bowiem sztruksy i kurteczka z frędzlami nic z elegancją nie miały wspólnego.
Tarp przymaszerował do brata i wspomnianego wcześniej gagatka akurat w porę, aby usłyszeć dekoratorskie fantazje Selwyna.
— Kafelki z owocami? — Skrzywił się z obrzydzeniem. — Śmiesz mnie krytykować, a sam masz gust jak stara baba.
Po tych słowach — dzierżąc dumnie w dłoniach talerzyk, na którym piętrzyła się piramida kanapek zabranych z miejsca poczęstunku — klepnął na krzesełku obok dwójki pozostałych przedstawicieli samozwańczego zakonnego oddziału geriatrycznego. Może i nie byli obiektywnie aż tacy starzy, ale trudno było oprzeć się temu wrażeniu, gdy stawali na tle większości, która nie przekraczała jeszcze trzydziestki.
— Cholera. — Woody gwizdnął z uznaniem, przyglądając się bratu. — Ty nie żartowałeś z tą brodą. Może też powinienem…? — Pogłaskał się po podbródku, próbując sobie zwizualizować tę metamorfozę. Morpheus rzeczywiście nie wyglądał głupio, a i w sobie Woody widział potencjał, lecz… brody chyba za bardzo kojarzyły mu się z ojcem. Jeszcze zacząłby go nadmiernie przypominać, a tego by nie zdzierżył.
Nie komentował już grzecznie niczego więcej, pozwalając mówić Brennie i kolejnym osobom, zajęty leniwym podgryzaniem kanapek.
Tarp przymaszerował do brata i wspomnianego wcześniej gagatka akurat w porę, aby usłyszeć dekoratorskie fantazje Selwyna.
— Kafelki z owocami? — Skrzywił się z obrzydzeniem. — Śmiesz mnie krytykować, a sam masz gust jak stara baba.
Po tych słowach — dzierżąc dumnie w dłoniach talerzyk, na którym piętrzyła się piramida kanapek zabranych z miejsca poczęstunku — klepnął na krzesełku obok dwójki pozostałych przedstawicieli samozwańczego zakonnego oddziału geriatrycznego. Może i nie byli obiektywnie aż tacy starzy, ale trudno było oprzeć się temu wrażeniu, gdy stawali na tle większości, która nie przekraczała jeszcze trzydziestki.
— Cholera. — Woody gwizdnął z uznaniem, przyglądając się bratu. — Ty nie żartowałeś z tą brodą. Może też powinienem…? — Pogłaskał się po podbródku, próbując sobie zwizualizować tę metamorfozę. Morpheus rzeczywiście nie wyglądał głupio, a i w sobie Woody widział potencjał, lecz… brody chyba za bardzo kojarzyły mu się z ojcem. Jeszcze zacząłby go nadmiernie przypominać, a tego by nie zdzierżył.
Nie komentował już grzecznie niczego więcej, pozwalając mówić Brennie i kolejnym osobom, zajęty leniwym podgryzaniem kanapek.
piw0 to moje paliwo