07.10.2024, 17:35 ✶
- Tak, partyjka szachów brzmi super, szczególnie że nauczę się może czegoś nowego, zaskoczę tatę... Zonka złapie jak mało kto! Będzie fajnie - stwierdziłem optymistycznie, niemalże żonglując tymi eliksirami. Nie, nie żonglowałem. Tyle to rozsądku jeszcze miałem, chociaż pewnie po kilku szotach bym nie miał, ale nie byłem w barze, tylko w Mungu. Inny klimat, inny poziom odpowiedzialności. W dodatku segregowałem eliksiry. Pani Florence byłaby dumna. Kto wie? Może Pan Greengrass mnie do niej pochwali? Takie rzeczy się zdarzały.
- Synonimy, tak. Znaczy się, oczywiście, że wiem. Często śpię w bibliotece. Bardzo lubię książki - przyznałem, chcąc wyjść na uczonego bardziej niż by wyglądało. I tak raczej nie wyglądało tak, jak chciałem żeby wyglądało. Ale ostatecznie chodziło o to, że dawałem sobie radę z literkami. Czytać i pisać umiałem, bo chodziłem do szkoły mugolskiej zanim dostałem list z Hogwartu. To dopiero było zaskoczenie!
Ale zatrzymałem się w trakcie układania eliksirów, bo w moje ręce trafił ten, którego potrzebował jeden z moich mentorów. Na wczoraj. Ups.
- Ja przepraszam najmocniej, ale kompletnie zapomniałem, że przyszedłem tu po to - przyznałem, czym prędzej chowając fiolkę do kitla i stukając się w czoło. - Panie Ambroise, ja pana bardzo lubię, pan to równy gość, ale na spokojnie z tymi eliksirami. Ja się tym zajmę. Pan sobie odpocznie, dobrzeee??? - poprosiłem delikatnie, z błagalnym zdecydowanie spojrzeniem. Nie chciałem zostawiać wariata z eliksirami, z których korzystali ludzie. Nie dość, że poprzestawia, to jeszcze może pozamienia etykietki, a to dopiero byłby ambaras. Nawet nie chciałem sobie tego wyobrażać, co to by była za katastrofa.
Cóż, ostatecznie jednak skłoniłem się nisko, w zdecydowanym pośpiechu i wybiegłem z pomieszczenia, biegnąć w kierunku schodów. Potrzebowałem na pozaklęciowe się dostać.
- Synonimy, tak. Znaczy się, oczywiście, że wiem. Często śpię w bibliotece. Bardzo lubię książki - przyznałem, chcąc wyjść na uczonego bardziej niż by wyglądało. I tak raczej nie wyglądało tak, jak chciałem żeby wyglądało. Ale ostatecznie chodziło o to, że dawałem sobie radę z literkami. Czytać i pisać umiałem, bo chodziłem do szkoły mugolskiej zanim dostałem list z Hogwartu. To dopiero było zaskoczenie!
Ale zatrzymałem się w trakcie układania eliksirów, bo w moje ręce trafił ten, którego potrzebował jeden z moich mentorów. Na wczoraj. Ups.
- Ja przepraszam najmocniej, ale kompletnie zapomniałem, że przyszedłem tu po to - przyznałem, czym prędzej chowając fiolkę do kitla i stukając się w czoło. - Panie Ambroise, ja pana bardzo lubię, pan to równy gość, ale na spokojnie z tymi eliksirami. Ja się tym zajmę. Pan sobie odpocznie, dobrzeee??? - poprosiłem delikatnie, z błagalnym zdecydowanie spojrzeniem. Nie chciałem zostawiać wariata z eliksirami, z których korzystali ludzie. Nie dość, że poprzestawia, to jeszcze może pozamienia etykietki, a to dopiero byłby ambaras. Nawet nie chciałem sobie tego wyobrażać, co to by była za katastrofa.
Cóż, ostatecznie jednak skłoniłem się nisko, w zdecydowanym pośpiechu i wybiegłem z pomieszczenia, biegnąć w kierunku schodów. Potrzebowałem na pozaklęciowe się dostać.