W istocie. Granica pomiędzy tą wręcz staroświecką elegancją, a przemocą, w naprawdę najróżniejszych postaciach, zatarła się już jakiś czas temu. Szczególnie jeśli chodziło o koncept czystości krwi w społeczeństwie, a w konsekwencji dowolnej dziedzinie z życia, od kultury do polityki włącznie. Na tym poziomie jego antypatia wobec mugolaków i wszystkich tych którzy działali na rzecz tworzenia dla nich przestrzeni w dyskursie publicznym była tak wielka, że napaść fizyczna była predefiniowanym rozwiązaniem. Dla niego już wchodzenie w dyskusję na temat, na przykład, czy obecność mniejszości mugolskiej w magicznej społeczności jest rzeczywistym zagrożeniem dla całości magicznego świata, była błędem z samego założenia. Tej ludzkiej karykaturze nie należał się nawet najmniejszy centymetr na forum dyskusyjnym. Samo podejmowanie tego, czy analogicznego zagadnienia, stwarzało warunki w których mogliby być traktowani na równi z tymi, którzy byli rzeczywistym, fizycznym i namacalnym elementem kultury czarodziei.
Właściwie można powiedzieć, że pod tym względem był już w pewien sposób chory. Chory na nienawiść do tej jednej grupy społecznej. Ale gdyby tak znać cały konspekt jego postaci, paniczyka który mógł udawać gentelmena o wysokich manierach, ale jego spojrzenie zdradzało każdy zakamarek jego zepsutej duszy, dla wprawionego oka. Kiedy inne dzieciaki spijały piankę po kremowym piwie rodziców, próbując naśladować dorosłych, on spijał z rozmów swojego ojca, papy Lestrange z jego kuzynostwem Blacków, najcięższe wyrazy dezynwoltury pod wiadomym adresem. Szybciej nauczył się agresji w ich kierunku, niż w ogóle rozumiał czym jest koncept czystości krwi. Zanim zrozumiał kim są mugole oraz ich dzieci, już dawno wiedział że powinien ich nienawidzić, i to z najgłębszych zakamarków obu przedsionków.
To co usłyszał od Scylli nie było dla niego niczym zaskakująco odkrywczym. Co najwyżej zaskoczyć go mogły, że do takich wniosków doszła właśnie ona. Ażurowa panienka z mieszanej rodziny, mówiła z większym sensem, niż potrafiłby jej kiedykolwiek przypisać. Właśnie dlatego nawet nie musiał udawać pogodnego uśmiechu, ani zmuszać się do pełnej uwagi na tym co mówiła. A mówiła bardzo mądrze, do tego stopnia, że aż był nieco rozczulony tym, że potrafiła trafić w sedno problematyki omijając całą plejadę inwektyw oraz impertynencji, której jemu ciężko byłoby sobie odmówić.
-Błąd!- wtrącił się z zadziornym uśmieszkiem. - Skoro to jej wizja, to także jej wybór. I to właśnie po takich wyborach należy oceniać czarodziei. Czasem i bezlitośnie, jeśli są aż tak tragiczne w skutkach. - dookreślił się schludnie, a zadziory uśmieszek przybrał na mocy w jego ustach. W ten zgrabny sposób, wyraził kolejną aprobatę jej postawie, na znak tego że podoba mu się to jak ma poukładane w głowie. Potem znowu zamilkł pozwalając kontynuować jej rozwijanie myśli.
- Skoro własną dedukcją oraz logiką jesteś w tym miejscu, to znaczy, że jesteś o lata świetlne dojrzalsza jako świadoma czarownica w rozumieniu naszego świata, niż wiele czysto krwistych rodzin na dzień dzisiejszy. Możesz mi wierzyć. Zapewnił ją tym zdaniem o całkowite zrozumienie, a wręcz poparcie tego co chciała mu wyrazić swoimi słowami. Tak miło było mu słuchać tych wysokolotnych hasełek z jej ust, że nawet nie zauważył kiedy, zacisnął mocniej do siebie ramię na którym opierała swoje ręce koleżanka Greyback. - Doskonale rozumiem Twoje obawy. Ba! Mnie również męczą te zagadnienia, a mam wrażenie, że bardzo niewiele się o tym obecnie mówi, a wręcz próbuję uciszyć się myślących podobnie co my... Jakby delikatnie ściszył swój głos, w odruchu jakby obawiał się, że ktoś może ich podsłuchiwać, lub to co mówił miało być nacechowane wywrotowo wręcz.
- Powiedz mi proszę Scyllo... A gdybyś tylko miała taką możliwość, zmieniłabyś coś?- zarzucił wędkę, patrząc delikatnie jakby z ukosy w jej kierunku. Przestało go na ten moment interesować jakakolwiek paczka soli, czy tam cukru, kiedy miał tuż obok, pod własnym ramieniem paczkę ideologicznego zaplecza własnej sprawy. A kto wie? Może już niedługo ich wspólnej sprawy. Jeszcze kilka odpowiednich zdań i niewiele brakowało, by przejść do dorosłych decyzji, a może nawet deklaracji.