Jeśli Thomas obawiał się o pobudzenie podłogi w holu, to spóźnił się dokładnie dwanaście dni, ponieważ drzwi niemal wypadające z zawiasów, przeżarte przez korniki, otworzyły się aż za nadto lekko, na dość sporych rozmiarów hol, wyłożony starymi płytkami pokrytymi liśćmi, brudem, kurzem oraz... Krwią i piórami przepiórki w samym centrum. Na środku, w załamaniu posadzki, gdzie psuła się woda deszczowa, trwały pozostałości po jakimś rytuale, w którym ktoś złożył w ofierze kurę albo inne ptactwo. O rytuale świadczyły zaś resztki świec i paleniska.
Posiadłość była w opłakanym stanie, kopuła nad holem rozpadła się, wystawiając wnętrze na wilgoć i inne przykrość pogody, tynk łuszczył się i czasy jej świetności minęły, jakby się mogło zdawać, bezpowrotnie. Ogród zarósł chwastami, a jedyne wykarczowane miejsce było przygotowywane pod ustawienie posągu. Dworek wujka Morpheusa idealnie pasował do okoliczności przyrody Lasu Wisielców i mglistej atmosfery Little Hangleton.
Echo głosu młodego Figga potoczyło się po wysokiej przestrzeni, odbiło od dwóch przejść, zabłądziło do niedużej wieżyczki, a następnie powróciło do niego z pośpiesznym skrzypieniem desek, buntujących się na ciężkie kroki Longbottoma. Morpheus pojawił się na schodach na wprost od wejścia, zakładający wierzchnią szatę na ramiona i podkoszulek. Był umorusany na nosie, a do idealnie zaczesanych do tyłu włosów przylepiła się pajęczyna. Jego gładko ogoloną twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
— Thomas! Jestem jestem. Nie wchodź na górę! — ostrzegł go, po czym przypomniał sobie, że w przeciwieństwie do Warowni, tutaj mógł się teleportować, jak tylko chciał, więc dokładnie to zrobił, rezygnując ze spróchniałych schodów, aby zjawić się tuż przed Thomasem. Uwielbiał uczucie, gdy czas zamiera, a przestrzeń kurczy się, rozciąga, przemienia i nagle staje się zupełnie inna. Poprawił mankiet oberżynowej szaty która podkreślała niewyspane spojrzenie, w sposób nadający się do romantycznych obrazów, które za kanon piękna uznawały gruźliczą bladość, aby zasłonić zabandażowane przedramie.
— Tutaj — wskazał na przestrzeń między schodami i dwoma drzwiami, teraz zabitymi deskami. — Będzie stała Atena z wielką złotą włócznią. Za nią będzie gabinet dzienny z jednej strony, a zbrojownia z drugiej. A tam... — obrócił się i pokazał przejście do wieżyczki. — Pracownia badawcza i astronomiczna.
W końcu skupił swoje spojrzenie na Figgu i uścisnął go.
— Dobrze cię widzieć.