08.10.2024, 20:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 07:22 przez Anthony Shafiq.)
– Wszystko załatwione, mam Twoje dokumenty So...!– mówił bardzo głośno, traktując zmurszałe drzwi z tak zwanego "kopa", ale urwał w pół słowa, gdy przekroczył w końcu próg i zobaczył przytulających się mężczyzn. – Przepraszam, nie mówiłeś, że będziesz z kimś – już miał się wycofać, gdy rozpoznał w końcu w towarzyszu Morpheusa znanego sobie klątwołamacza. Jego lekko kpiące oblicze rozpogodziło się momentalnie, a osoba Figga warta była ubrudzenia sobie podeszw butów, gdy sprężystym krokiem Shafiq podążył do niego, aby uściskać mu dłoń.
Ubrany był w kremowe, lniane spodnie, jego jedwabna koszula zachwycała dwoma złocistymi chińskimi smokami, które leniwie kokosiły się swoim haftem na przydużym kołnierzu. Górne dwa guziki były rozpięte, wydłużając i tak już długą szyję mężczyzny. Jego skóra obecnie przyjemnie brązowa, obsypana była piegami, zdradzając częsty jego pobyt na otwartej przestrzeni ale też fakt, że z jakiś powodów nie ukrywał tej skandalicznie chaotycznej skazy magią Potterów.
– Thomas! Nie pamiętam kiedy ostatnio mieliśmy przyjemność? A cóż to za spotkanie, czyżbym zapomniał z piwnicy zabrać jakiś mocno przeklęty artefakt? – Wyprostował się i wsunął swobodnie ręce do kieszeni. Był promienny, był uśmiechnięty, emanował nieskrępowaną młodzieńczą radością, którą ostatnio chyba Morpheus miał okazję u niego obserwować w Hogwarcie, kiedy pewien cymbał Gryfon znów dał mu książkę o niczym, z jakimiś półnagimi mięśniakami ganiającymi za skrzyniami skarbów, kto to w ogóle czyta?
Ubrany był w kremowe, lniane spodnie, jego jedwabna koszula zachwycała dwoma złocistymi chińskimi smokami, które leniwie kokosiły się swoim haftem na przydużym kołnierzu. Górne dwa guziki były rozpięte, wydłużając i tak już długą szyję mężczyzny. Jego skóra obecnie przyjemnie brązowa, obsypana była piegami, zdradzając częsty jego pobyt na otwartej przestrzeni ale też fakt, że z jakiś powodów nie ukrywał tej skandalicznie chaotycznej skazy magią Potterów.
– Thomas! Nie pamiętam kiedy ostatnio mieliśmy przyjemność? A cóż to za spotkanie, czyżbym zapomniał z piwnicy zabrać jakiś mocno przeklęty artefakt? – Wyprostował się i wsunął swobodnie ręce do kieszeni. Był promienny, był uśmiechnięty, emanował nieskrępowaną młodzieńczą radością, którą ostatnio chyba Morpheus miał okazję u niego obserwować w Hogwarcie, kiedy pewien cymbał Gryfon znów dał mu książkę o niczym, z jakimiś półnagimi mięśniakami ganiającymi za skrzyniami skarbów, kto to w ogóle czyta?