09.10.2024, 18:00 ✶
Nie była dzieckiem? Jasne. W końcu brała ślub - dorosła pannica.
- Twoje zachowanie sugeruje co innego - odgryzł się niemal samoistnie, nawet nie zastanawiał się nad odpowiedzią, skoro najlepszą formą obrony u Roselyn jednomyślnie został atak.
O tak. Mógł się dostosować do tego poziomu, nawet jeśli nie chciał, więc w dalszym ciągu syczał, nie warczał.
- W rzyci mam to, skąd zdobywasz swoje zioła. Może ci je wysyłać sam Cernunnos. Jak dla mnie, możesz się dogadywać z przemytnikami i mendami, dopóki nie robisz sobie wypadów w celach towarzyskich, nie zawodowych - mógłby wywrócić oczami, machnąć na to ręką, gdyby nie skupiał uwagi na zaciskaniu zębów. - Masz forsę. Oni ją lubią. Wydajesz galeony. Jesteś bezpieczna. Chuj mnie to obchodzi - był z nią względnie szczery i nie mówił o czymś, na czego temat nie miał zielonego pojęcia.
Wręcz przeciwnie - to tak działało w podobnych miejscach. Jeśli była stałą klientką, nie kręciła nosem, kupowała dużo i nie zadawała zbyt wiele pytań to była bardziej chroniona niż pewnie się domyślała. Prawdziwe grube ryby nie pozwalały mniejszym bandytom z marginesu społecznego na niszczenie dobrze rokujących transakcji.
Okradzionoby ją raz, może wcale, nie zrobionoby jej żadnej większej krzywdy. Ambroise miał tę pewność, kręcąc różne mniej i bardziej mętne interesy. Nawiązał całkiem sporo nieformalnych porozumień z odpowiednimi typami spod ciemnej gwiazdy. W teorii niegodnymi zaufania, ale dopóki dawali sobie wzajemnie słowo, dobijając targów i handlując półoficjalnymi przysługami, dopóty mogli zakładać wzajemną lojalność.
A milcząca lojalność w takich kręgach znaczyła więcej niż jakiekolwiek słowa, obietnice czy groźby.
Dał się poznać jako człowiek dyskretny, powstrzymujący się od zadawania niepotrzebnych pytań, pomocny, którego lojalność warto mieć, bo nie rzucał słów na wiatr i dotrzymywał umów. Będąc przy tym również jawnie terytorialny i wymagający wzajemności. Nie wątpił, że gdyby sytuacja tego wymagała dowiedziałby się wszystkiego o kimś, kto usiłował skrzywdzić jego siostrę. Lub wręcz znacznie gorzej - kto to nienależycie zrobił, niepomny tego, że nie należało. Wtedy Greengrass bez mrugnięcia okiem zażądałby wypełnienia części układu należnej w stosunku do niego. Jednym słowem - wróciłby po przysługę i najpewniej nie zostałby zignorowany.
Dopóki nie było takiej potrzeby, nie śledził życia nikogo z bliskich mu osób. Nie mógł stwierdzić czy Roselyn blefuje czy nie. On mówił poważnie. Nie zirytowała go swoimi rzekomymi interesami na Nokturnie tylko zjawieniem się tam w towarzystwie Borginów, którzy mieli na Nokturnie równie wielu wrogów, co przyjaciół... ...a może nawet więcej. Przed skutkami obierania stron i ładowania się w takie sprawy nie mógł jej chronić.
To go wkurwiało. Jej skrajny brak myślenia o konsekwencjach publicznych zabaw z konkretnymi ludźmi, szczególnie jeśli chwilę wcześniej zapierała się, że nie planuje być z nimi identyfikowana i związana na stałe. No, to się kurwa starała zachować neutralność.
- Mam problem z tym, że moja siostra uważa, że wszystko jej ujdzie na sucho, bo ma ładne oczy i nie planuje nic na stałe - oznajmił, ignorując przytyk skierowany w jego stronę.
Tak. Nie kontrolował własnego życia tak jak by tego chciał. Nie był obiektywny. Wręcz przeciwnie - był bardzo samoświadomie, niezaprzeczalnie subiektywny i nie czuł wyrzutów sumienia w związku z tym, szczególnie pod wpływem alkoholu.
- Nie chcę być, kurwa, tym który cię otrzeźwi, ale nie ma nic na chwilę. Nie możesz bawić się na Nokturnie z Borginami a za miesiąc pójść tam i oznajmić wszem i wobec, że to już za tobą i teraz wspierasz jakichś jebanych Dohołowów czy innych nowych fajnych graczy. Na tej samej zasadzie nie wycofasz się i nie zostaniesz Moodym... ...abstrahując od ich zaszlamionej krwi... ...jeżeli teraz nasrasz sobie u niewłaściwych czarodziejów - głęboko wciągnął powietrze do płuc, przymknął oczy na kilka sekund i spróbował rozluźnić szczękę, żeby przestać syczeć. - Nie jesteś dzieckiem. Zgadza się, Roo. Wszystko, co robisz ma swoje konsekwencje. Zrozum, że nie chcę, żebyś władowała się między wódkę a zakąskę - niespecjalnie mu to wychodziło, ale usiłował być zrozumiały.
Nie chciał jej ranić.
- Twoje zachowanie sugeruje co innego - odgryzł się niemal samoistnie, nawet nie zastanawiał się nad odpowiedzią, skoro najlepszą formą obrony u Roselyn jednomyślnie został atak.
O tak. Mógł się dostosować do tego poziomu, nawet jeśli nie chciał, więc w dalszym ciągu syczał, nie warczał.
- W rzyci mam to, skąd zdobywasz swoje zioła. Może ci je wysyłać sam Cernunnos. Jak dla mnie, możesz się dogadywać z przemytnikami i mendami, dopóki nie robisz sobie wypadów w celach towarzyskich, nie zawodowych - mógłby wywrócić oczami, machnąć na to ręką, gdyby nie skupiał uwagi na zaciskaniu zębów. - Masz forsę. Oni ją lubią. Wydajesz galeony. Jesteś bezpieczna. Chuj mnie to obchodzi - był z nią względnie szczery i nie mówił o czymś, na czego temat nie miał zielonego pojęcia.
Wręcz przeciwnie - to tak działało w podobnych miejscach. Jeśli była stałą klientką, nie kręciła nosem, kupowała dużo i nie zadawała zbyt wiele pytań to była bardziej chroniona niż pewnie się domyślała. Prawdziwe grube ryby nie pozwalały mniejszym bandytom z marginesu społecznego na niszczenie dobrze rokujących transakcji.
Okradzionoby ją raz, może wcale, nie zrobionoby jej żadnej większej krzywdy. Ambroise miał tę pewność, kręcąc różne mniej i bardziej mętne interesy. Nawiązał całkiem sporo nieformalnych porozumień z odpowiednimi typami spod ciemnej gwiazdy. W teorii niegodnymi zaufania, ale dopóki dawali sobie wzajemnie słowo, dobijając targów i handlując półoficjalnymi przysługami, dopóty mogli zakładać wzajemną lojalność.
A milcząca lojalność w takich kręgach znaczyła więcej niż jakiekolwiek słowa, obietnice czy groźby.
Dał się poznać jako człowiek dyskretny, powstrzymujący się od zadawania niepotrzebnych pytań, pomocny, którego lojalność warto mieć, bo nie rzucał słów na wiatr i dotrzymywał umów. Będąc przy tym również jawnie terytorialny i wymagający wzajemności. Nie wątpił, że gdyby sytuacja tego wymagała dowiedziałby się wszystkiego o kimś, kto usiłował skrzywdzić jego siostrę. Lub wręcz znacznie gorzej - kto to nienależycie zrobił, niepomny tego, że nie należało. Wtedy Greengrass bez mrugnięcia okiem zażądałby wypełnienia części układu należnej w stosunku do niego. Jednym słowem - wróciłby po przysługę i najpewniej nie zostałby zignorowany.
Dopóki nie było takiej potrzeby, nie śledził życia nikogo z bliskich mu osób. Nie mógł stwierdzić czy Roselyn blefuje czy nie. On mówił poważnie. Nie zirytowała go swoimi rzekomymi interesami na Nokturnie tylko zjawieniem się tam w towarzystwie Borginów, którzy mieli na Nokturnie równie wielu wrogów, co przyjaciół... ...a może nawet więcej. Przed skutkami obierania stron i ładowania się w takie sprawy nie mógł jej chronić.
To go wkurwiało. Jej skrajny brak myślenia o konsekwencjach publicznych zabaw z konkretnymi ludźmi, szczególnie jeśli chwilę wcześniej zapierała się, że nie planuje być z nimi identyfikowana i związana na stałe. No, to się kurwa starała zachować neutralność.
- Mam problem z tym, że moja siostra uważa, że wszystko jej ujdzie na sucho, bo ma ładne oczy i nie planuje nic na stałe - oznajmił, ignorując przytyk skierowany w jego stronę.
Tak. Nie kontrolował własnego życia tak jak by tego chciał. Nie był obiektywny. Wręcz przeciwnie - był bardzo samoświadomie, niezaprzeczalnie subiektywny i nie czuł wyrzutów sumienia w związku z tym, szczególnie pod wpływem alkoholu.
- Nie chcę być, kurwa, tym który cię otrzeźwi, ale nie ma nic na chwilę. Nie możesz bawić się na Nokturnie z Borginami a za miesiąc pójść tam i oznajmić wszem i wobec, że to już za tobą i teraz wspierasz jakichś jebanych Dohołowów czy innych nowych fajnych graczy. Na tej samej zasadzie nie wycofasz się i nie zostaniesz Moodym... ...abstrahując od ich zaszlamionej krwi... ...jeżeli teraz nasrasz sobie u niewłaściwych czarodziejów - głęboko wciągnął powietrze do płuc, przymknął oczy na kilka sekund i spróbował rozluźnić szczękę, żeby przestać syczeć. - Nie jesteś dzieckiem. Zgadza się, Roo. Wszystko, co robisz ma swoje konsekwencje. Zrozum, że nie chcę, żebyś władowała się między wódkę a zakąskę - niespecjalnie mu to wychodziło, ale usiłował być zrozumiały.
Nie chciał jej ranić.