Miał aż zbyt często niewyparzoną gębę i głupie komentarze, ale przy Victorii naprawdę się starał. Zakładał większy filtr. No, może nie od początku ich znajomości, ale im dalej tym starania te rosły. Mówiła mu - związek budują dwie osoby, nie jedna. Skoro mamy być razem, to czemu mamy być nieszczęśliwi? Wtedy to miało sens. Złączeni węzłem małżeńskim soon-to-be, nie mający na tyle siły, żeby powiedzieć "NIE"... tak, logika tych argumentów płynęła z rozsądku. I oczywiście, co najważniejsze w jego przypadku - to był JEGO wybór, żeby tak się zachowywać. To, że to nie był jego wybór, żeby połączyło ich wspólne życie... cóż. To dopiero dalsza opowieść, prawda? Dziś zaś kwestią wyboru było spotykanie się, był pocałunek, był to, że patrzeć na nią chciał, a kiedy nie chciał to nie dlatego, że sama była brzydka, tylko dlatego, że chciał, by zawsze mogła się uśmiechać.
- Maraton miłości. - Jakże dramatycznym ruchem zagarnął dłonią kosmyki swoich włosów i zaciągnął je w tył. Uniósł głowę, przymknął oczy, wygiął się jak jakiś przereklamowany aktorzyna na deskach teatru, któremu kazano grać dramat tak, żeby wyszła z tego komedia. W jego celu było wykonanie tego gestu poważnie, ale że daleko mu było do bycia mistrzem na deskach teatralnych to wyszło jak wyszło. Nie od dzisiaj wiemy, że parodie najlepiej wychodzą wtedy, kiedy nie wiesz, że robisz parodię. - Tej kociej na pewno. - Wyszczerzył kły w uśmiechu, kiedy już rękę opuścił. Zresztą nie miał wyboru! Bo jakiś słodki ciężar postanowił być... dla niego nie-ciężarem.
Tego się spodziewał idąc tutaj?
Myślał, że kiedy tu przyjdzie, to pewnie pogadają i może będzie miło, ale przecież gdzie to mogło zabrnąć? Myślał, że jak będzie w kiepskim stanie, to pewnie się zacznie irytować, denerwować, albo będzie już chciał mniej niż zero od samej Victorii, byleby tylko jak najszybciej się ulotnić. A czemu? Ha... żeby to on jeszcze wiedział, czemu się tak zaczynał denerwować, kiedy ona miała różne dołki i doliny, kiedy przechodziła przez gorsze etapy i potrzebowała wtedy więcej... wszystkiego. Uwagi, czułości, dobrych słów. Nie chciał jej tego dawać? To nie była przecież prawda. Mimo to uciekał od tego, żeby jej to wręczyć. Leżą. Leżąc tutaj nie było takich obaw i nie było chęci uciekania. Była chęć, żeby tak zostać - było miło, przytulnie, brakowało tylko...
- Ej... kiedy ty masz urodziny? - Mówiła mu już, no oczywiście. Ale nie pamiętał. Równie dobrze mogła mieć wczoraj, jutro, mogła mieć 5 razy w ciągu roku. Czy urodziny to nie była sztuczna data, wyimaginowany pretekst robienia imprez - nic więcej? Oczywiście, że tak nie było, ale mądrzejsi od niego wiedzieli to lepiej. Jego wiedza pochodziła na ten temat z bardzo niewiarygodnych źródeł, a postrzeganie prawdy i sensowności potrafiło być u niego mocno zachwiane. Niby potem było "no wiem, że to fake", ale z jakim pomrukiem niezadowolenia... - Trzeba ci kupić gramofon. - I całą kolekcję płyt... a w tym przemyciłby swoje cudeńka.
- Aha. - Przytaknął mądrze, dowiadując się czegoś nie nowego. Nowego dla niego, ale jednocześnie nie była to żadna nowość świata objawionego. Gdyby bardziej uważał na zajęciach to by to zapamiętał. Że zazwyczaj na zajęciach nie był - to i nie pamiętał. - Jacyś rzeczoznawcy czy podawacze eliksirów na pewno też są. - Skoro nie można ich warzyć w terenie, to na pewno przydają się osoby, które sprawdzają jakieś super tajne pola uprawne mandragor... czy innych ogórków. Cokolwiek tam banglało w tym magicznym świecie przyrody. - O kurwa. - Wymsknęło mu się i uśmiechnął się pod nosem, słysząc o Departamencie Tajemnic. - Brzmi nudno. Czyli w sam raz dla ciebie. - Droczył się z nią, bo myślał o tym w zupełnie innej kategorii - że to całkiem stabilna praca, w których rzeczy potencjalnie nie wybuchały ci w twarz i nikt ci nie próbował jebnąć avadą w mordę. - No... tak serio to pewnie tak. Byłabyś ich truskawkowym króliczkiem doświadcalnym.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.